Grudzień 2014

Szczodre Gody czyli co Słowianie swiętowali przed Bożym Narodzeniem

Trudno w to uwierzyć, że minął kolejny rok i nadchodzi kolejne Boże Narodzenie, ulubione swięto większości Polaków. Choinka, prezenty, kolędowanie, dwanascie pysznych potraw na stole a pod nimi siano. Zwyczaje te znane są nam wszystkim ale już niewielu wie skąd tak naprawdę się wzięły. Ba wielu uważa je za czysto chrześcijańskie, nic bardziej mylnego. Większość zwyczajów związanych z Bożym Narodzeniem zawdzięczamy naszym przodkom z czasów przedchrześcijańskich.

 

Co zatem świętowali zimową porą Słowianie? Ano zanim na naszych ziemiach nastało chrześcijaństwo nasi przodkowie obchodzili 21-22 grudnia Szczodre Gody zwane czasami także swiętem Zimowego Staniasłońca. Jedno z czterech najważniejszych słowiańskich swiąt solarnych, wyznaczało ono nie tylko początek nowego roku słonecznego ale także początek roku liturgicznego i wegetacyjnego.

 

W czasie Szczodrych Godów następowało przesilenie zimowe, dni ponownie stają się dłuższe a noce krótsze.  Następuje symboliczne zwycięstwo boga słońca-swiatła Swarożyca  nad ciemoscią,  przynosząc ludziom radosć i nadzieję. Zaczyna się nowy życiodajny cykl w którym Słońce-Swarożyc rozpoczyna swą podróż oświetlając Matkę Ziemię Mokosz.

 

Wieczorem 24 grudnia wszyscy mieszkańcy grodu i licznie przybyli na obchody mieszkańcy okolicznych osad szli do swiątyni. Przed swiątynią oczekiwali na księcia lub jego namiestnika i Radę Starszych. Po ich przybyciu wchodzono do swiątyni. Tam wierni obserwowali ceremonię złożenia do złotej kołyski figury Swarożyca. Towarzyszył temu spiew kapłanek, a w powietrzu unosił się zapach palonych w kadzielnicach ziół i żywicy. Po złożeniu Swarożyca w kołysce kapłani składali ofiary w postaci piwa, mleka, miodu i chleba. Po tym naczelny kapłan kropił zebranych w swiątyni wodą, używając w tym celu gałązkę sosny.

 

Po pokropieniu wiernych, kapłani uroczyscie wyprowadzali odzianą w powijaki figurę Swarożyca i rozpoczynała sie procesja w której obchodzono gród i podgrodzie. Ludzie którzy już zdążyli powrócić do swych domostw przyjmowali tam Swarożyca, ofiarowując mu dary czyli szczodre w postaci jadła, obrusów czy nawet cennego kruszca. Po zakończniu procesji w każdym domu nastepowała uroczysta wieczerza. 

 

Obchody Szczodrych Godów trwały kilka dni i w tym czasie nie podejmowano się żadnych prac fizycznych. Kulminacyjnym momentem  obchodów była  uroczysta wieczerza, którą rozpoczynano od wzajemnego błogosławienia się pajdą chleba zaczynając oczywiscie od starszych rodu . Resztki chleba składano do naczyń obiatowych i zanoszono na cmetarz gdzie składano je na grobach zmarłych członków rodziny.

 

Obchodom towarzyszyły tańce, spiewy i wróżby. Ludzie odwiedzali się w domach wręczając sobie prezenty. W tym czasie nie zapominano oczywiście o przodkach, na cmentarzach palono ognie i urządzano rytualne uczty by dusze przodków mogły się przy nich ogrzać i posilić. Gdyż jak wierzono, w ten dzień duchy przodków schodzą na ziemię.

 

Wiara w duchy przodków i obcowanie z nimi były bardzo ważne dla Słowian i stanowiły jeden z fundamentów scalających rodzinę, opolę i plemię. Z czasem zwyczaj ucztowania na cmentarzu przeniesiono do domostw gdzie zostawiano na stole symboliczny pusty talerz dla przodków. Dzis zwyczaj ten znamy pod chrzescijańską interpretacją jako talerz dla wędrowca niespodzianie pukającego do naszych drzwi.

Na stole pod obrusem rozscielano słomę lub siano. Niektórzy badacze sugerują, że  zabieg ten miał obłaskawić opiekuńczego demona Siema czuwającego nad rodziną i domostwem oraz zjednać sobie bóstwo pól i zboża znane jako Rgieł. Na podstawie wyciągniętych spod obrusa słomek dokonywano wróżby, próbowano przewidzieć czy los w nowym roku będzie dla domowników przychylny.  

 

Trzeba tu jednak zaznaczyć, że wśród badaczy tematu nie ma zgodności co do funkcji wyżej wymienionych bóstw a także etymologii imion. W temat ten nie będę się zagłębiał gdyż nie jest to przedmiotem niniejszego artykułu.

 

W Szczodre Gody ludzie odwiedzali się w domach wręczając dzieciom podarki. Odwiedzinom towarzyszyły radosne spiewy i tańce, zwyczaj ten przetrwał do naszych czasów jako kolędowanie. Kolędnikom towarzyszy w tym Turoń, który także ma słowiańskie przedchrześcijańskie pochodzenie i według badaczy może uosabiać samego Welesa, jednego z bogów naczelnych Słowian.

 

Uczestnicy procesji obnosili po domach figurę przyozdobioną ornamentyką solarną, symbolizującą odrodzone Słońce-Swarożyca. Ten element przeszedł w folklorze polskim w gwiazdę betlejemską. Tradycyjnie na stołach znajdowało się 12 potraw, symbolizujących pierwotnie 12 pełni księżyca/miesiąca. Dzis zwyczaj ten upamiętnia 12 apostołów .

 

W kącie izby (zawsze wschodnim) ustawiano ostatni zżęty snop żyta zwany diduchem, miało to przynieść pomyślne plony w nowym roku. Snopek dekorowano suszonymi owocami, orzechami oraz figurkami z ciasta. Po swięcie snopek pieczołowicie przechowywano aż do wiosny. To z jego ziaren tradycyjnie rozpoczynano wiosenny zasiew pól.  

 

Pod sufitem lub nad drzwiami zawieszano podłazniczkę czyli udekorowaną gałązkę swierku, jodły lub sosny. Ten zwyczaj a także zwyczaj dekorowania snopka żyta, wyparty został w XIX w przez importowany z Niemiec obyczaj ubierania choinki, który  notabene także ma korzenie przedchrześcijańskie i w znaczeniu zbliżony jest do naszej rodzimej podłazniczki. Wiele ludów Europy z czasów poprzedzających chrześcijaństwo wyznawało kult wiecznie zielonego drzewa, będącego symbolem płodności i odrodzenia.

                                             Powyżej przykład współczesnych diduchów

 

Ktos może zapytać jak to możliwe, że tyle pierwotnych obyczajów starej wiary przeniknęło do chrześcijaństwa? Trzeba jednak pamiętać, że lud wiejski w którym zachowało się najwięcej elementów starej wiary, zawsze pozostawał bardzo konserwatywny w sprawach tradycji i obyczaju. Chrześcijaństwo nie mogąc wyplenić starych obyczajów ani prosbą ani  grozbą zaadaptowało większość z nich nadając im sprytnie nowe znaczenie i symbolikę. Pozostawiając je jednak wystarczająco znajome i swojskie.

 

Także data  Bożego Narodzenia, które zaczęto obchodzić dopiero w IV w.n.e została ustalona na 25 grudnia a więc w okolice przesilenia zimowego. W ten sposób zastąpiono w Rzymie popularne obchody przesilenia zimowego Sol Invictus  Bożym Narodzeniem. Rodzące się Słońce zastąpiono rodzącym się Chrystusem nazywanym (w prawosławiu do dzis) „Swiatłoscią swiata” a wszystko to w okolicach zimowego przesilenia obchodzonego przez tysiące lat. Zaszedł więc tutaj proces typowy i dotyczący także innych swiąt kościelnych.

 

Podobny proces obserwujemy w przypadku chrześcijańskich swiętych,  patronujących różnym aspektom życia, zastąpili oni w tej roli oraz przejęli funkcje starych bogów opiekujących się różnymi dziedzinami życia ludzkiego. Swietnym  przykładem takiego transferu jest zastąpienie Welesa opiekującego się między innymi bydłem swiętym Własem czyli sw Błażejem.

 

Tak więc siadając do świątecznego stołu miejmy świadomość, że nasze obyczaje choć zmienione są pomostem łączącym nas z naszymi odległymi przodkami. I obyczaje te czynią nas tym czym jestesmy jako naród. Celebrujmy w sposób swiadomy i godny tak aby pewnego dnia nie zostały nam tylko drogie prezenty zakupione z niewiadomego powodu w jaskrawo oświetlonych galeriach handlowych.

 

Spokojnego Bożego Narodzenia życzy  wszystkim redakcja.


Choreomania, tajemnicza taneczna plaga średniowiecza

W 1374 r w Akwizgranie w Niemczech doszło do dziwnych wydarzeń. Z niewytłumaczonych do dzisiaj przyczyn grupa ludzi zaczęła tańczyć po czym rozeszła  się po okolicy. Cos co na początku wydawało się tylko wygłupem kilku szaleńców, przerodziło się w epidemię obejmującą swym zasięgiem zachodnie tereny Niemiec, Francję i Holandię. Do tańczących dołączyły tysiące ludzi zanim epidemia wygasła samoistnie.

 

Brzmi jak opowiastka ludowa? Może. Ale był to pierwszy z dwóch najlepiej udokumentowanych przypadków tak zwanej „plagi tańca” lub choreomanii. Podobne wypadki znane były wczesniej i zostały odnotowane już w VII w n.e i okazjonalnie wybuchały przez całe sredniowiecze  aż do XVI w.

 

Jak wspominają kroniki, ludzie ci tańczyli, krzyczeli, podskakiwali, wymachiwali rękoma w niekontrolowany sposób, niektórzy doznawali halucynacji. Ci z tańczących którzy nie zmarli na atak serca lub z odwodnienia i wyczerpania. Padali na ziemię z pianą na ustach wijąc się w konwulsjach. Po pewnym czasie gdy doszli do siebie, wstawali i kontynuowali swój dziwaczny pochód w niektórych przypadkach trwający tygodnie a nawet miesiące.

 

Czasami uczestnicy rzucali się na ziemię, tarzając się w błocie wydawali zwierzęce odgłosy. Inni darli na sobie ubrania i uprawiali seks z innymi uczestnikami tego szaleństwa. Zdarzało się, że szaleńcy błagali obserwujących ich ludzi by ci bili ich po spodniej części stóp podczas gdy sami wili się na ziemi.

 

Jeszcze inni żądali od obserwatorów by ci podrzucali ich wysoko w powietrze. Wszystkiemu towarzyszyły wulgarne gesty, obnażenie i plugawy język, który szaleńcy kierowali do obserwatorów którzy odmówili przyłączenia się do nich.

 

Jak już wspomniałem wypadki choreomanii zdarzały się częściej. I tak w 1020 r odnotowano, że w miejscowości Berenburg 18 chłopów  nie mogło przestać tańczyć i spiewać. Inny przypadek zdarzył się w 1278 roku w Erfurcie, 200 osób tańczących przez wiele dni weszło na most,  który w wyniku wstrząsów zawalił się zabijając wielu z tancerzy.

 

Kilka epizodów choreomanii odnotowano w 1375 i 1376 roku w Niemczech, Francji i  Holandii. W 1428 roku w Zurichu odnotowano maniakalnie tańczącą grupę kobiet  a w Schaffhausen tego samego roku pewien mnich zatańczył się na śmierć.

 

Apogeum „plagi tanecznej” przypada na wiek XVI wtedy to doszło do drugiego najbardziej znanego epizodu choreomanii. W 1518 roku w Strasburgu kobieta imieniem Troffea zaczęła tańczyć na ulicy. Po tygodniu tańczących było już  trzydziestu czterech a po miesiącu na ulicach Strasburga dzień i noc pląsało czterysta osób!

                Powyżej obraz pędzla Pietera Bruegela, który był swiadkiem jednej z plag tańca w Holandii

Zaniepokojeni rozwojem wypadków rajcy miejscy, szukali pomocy u ówczesnych naukowców. Ci wykluczyli astrologiczne i nadprzyrodzone przyczyny epidemii i orzekli, że tańczący cierpią na chorobę zwaną „hot blood” gorąca krew. Jednak zamiast przepisać jak zwykle w takim przypadku upuszczanie krwi zalecili kurację muzyką. Szczegóły tych wydarzeń znamy z zachowanych ksiąg miejskich miasta Strasburg.

 

W tym celu na targu zbożowym w Strasburgu, wybudowano dużą drewnianą scenę na którą spędzono oszalałych tancerzy. Tam orkiestra zatrudniona w tym celu, grała początkowo bardzo szybko dostosowując się do szybkiego tempa podrygujących tancerzy. Następnie orkiestra stopniowo zwolniła tempo zachęcając  tym samym do zwolnienia tancerzy i zaprzestania tańczenia. Metoda ta stała się popularna lecz czasami przynosiła dokładnie odwrotny skutek od zamierzonego, gdyż do tańczących przyłączało się jeszcze więcej ludzi.

 

Wiele naukowych teorii zostało postawionych w celu wyjaśnienia tych dziwnych zdarzeń. Jedną z nich jest teza, że tańczący ulegali swego rodzaju ekstazie, histerii religijnej spowodowanej przez głębokie i szczere przeżywanie obrządków religijnych. Być może jest to tylko zbiegiem okolicznosci, że wielu uczestników tego zbiorowego szaleństwa było pielgrzymami.

 

Na związki plagi tańca z religią wskazywać może inna nazwa tej plagi „Taniec sw Wita”. W średniowieczu często tłumaczono sobie, że przyczyną plagi tańca jest klątwa sw Wita. Wiele razy taneczne szaleństwo kończyło się w miejscach kultu tego świętego lub zaczynało w okolicach dnia sw Wita, także do sw Wita modlono się o zakończenie plagi.

 

Innym ciekawym wytłumaczeniem plagi jest teza o zatruci sporyszem. Sporysz jest rodzajem pasożytniczego grzyba atakującego zboże. Zawiera on w sobie toksyczny alkaloid ergotaminę. Ergotamina jest dzis używana w produkcji narkotyku LSD. Zatrucie sporyszem daje podobne symptomy jak te wymienione w przypadkach plagi tańca, halucynacje, konwulsje, irracjonalne zachowanie.

 

Zatrucie sporyszem byłoby silnym kandydatem do wytłumaczenia tajemnicy plagi tańca.  Jednak przy zatruciu sporyszem występuje jeden symptom o którym nie ma mowy ani razu w kontekście plagi tańca. Zainfekowane sporyszem osoby często tracą kończyny z powodu gangreny wywołanej na skutek martwicy spowodowanej przez brak cyrkulacji krwi. Z tego powodu należy wykluczyć sporysz jako winowajcę.

 

Innym popularnym wytłumaczeniem plagi tańca jest zbiorowa histeria, która miała manifestować się zbiorowym tańcem i irracjonalnym zachowaniem wywołanym przez wzmożony i ciągły stres. Pamiętajmy, że większość z przypadków plagi tańca wydarzyła się w czasach głodu, chorób i wojen nękających zachodnią Europę w XIII i XIV wieku.

 

Być może przyczyną plagi tańca była kombinacja stresu wywołanego urojonymi i prawdziwymi zagrożeniami czyhającymi na ludzi tamtych czasów. Dorzućmy do tego zbiorowe zaburzenia psychiczne znane nauce jako zespoły uwarunkowane kulturowo plus wspomniane ekstazy religijne i mamy gotowy przepis na szaleństwo.

 

A może poprostu ludzie średniowiecza też lubili rave party Smile ?