Marzec 2016

Najkrótsza wojna w historii świata

Wojna angielsko-zanzibarska toczona była pomiędzy Wielką Brytanią a Sułtanatem Zanzibaru 27 sierpnia 1896 roku przez 38 minut. Wojna ta jest uznawana za najkrótszą wojnę w historii.

 

Historia zaczyna się wraz z podpisaniem 1 lipca 1890 roku umowy zwanej Helgoland-Zanzibar, pomiędzy Wielką Brytania a Niemcami. Zgodnie z umową Wielka Brytania przekazała Niemcom wyspę Helgoland (wyspę Helgoland Wielka Brytania odebrała Danii w 1807 w czasie wojen napoleońskich). Korzyścią z umowy dla Wielkiej Brytanii było określenie wzajemnych stref wpływów w Afryce.

Wyspa Zanzibar przeszła w brytyjską strefę wpływów a Niemcy sprawowały odtąd kontrolę nad kontynentalną Tanzanią. Wielka Brytania ogłosiła Zanzibar swym protektoratem i zainstalowała tam marionetkowego sułtana Hamad bin Thuwaini Al-Busaid, który od 1893 roku sprawował nadzór nad wyspą w imieniu Wielkiej Brytanii.

 

Bezpośrednią przyczyną wojny była śmierć pro brytyjskiego sułtana 25 sierpnia 1896 roku i przewrót pałacowy, w wyniku którego władzę nad wyspą przechwycił kuzyn sułtana Khalid bin Barghash Al-Busaid. Okoliczności śmierci starego sułtana pozostają niewyjaśnione do dziś, jednak powszechną opinią jest, że został on otruty na rozkaz swego kuzyna.

 

Według umowy kandydat na sułtana musiał uzyskać zgodę brytyjskiego konsula na objęcie funkcji. Khalid bin Barghash Al-Busaid takiej zgody nie uzyskał. Wielka Brytania uznała ten akt jako cassus belli i wysłała do samozwańczego sułtana ultimatum. W ultimatum postawiono żądanie wycofania wojsk i opuszczenie pałacu sułtańskiego. Khalid bin Barghash Al-Busaid zignorował ostrzeżenie i zebrał swe siły w pobliżu pałacu w, którym się zabarykadował.

 

Siły sułtana (około 3000 ludzi) składały się ze straży pałacowej oraz uzbrojonych mieszczan, niewolników i sług sułtana. Wyposażeni byli w kilka dział a w porcie zakotwiczony stał uzbrojony jacht  HHS Glasgow.

            Powyżej HHS Glasgow uzbrojony jacht sułtana Zanzibaru

Ostateczne ultimatum brytyjskie zostało wystosowane 26 sierpnia 1896. W ultimatum powtórzono żądanie opuszczenia pałacu do godziny 9 rano dnia następnego. Khalid ponownie odrzucił brytyjskie żądania. Następnego dnia trzy brytyjskie krążowniki i dwie kanonierki przybyłe do Zanzibaru otworzyły ogień o  godzinie 9:02.  Brytyjczycy wysadzili także na ląd 150 osobowy odział złożony z żołnierzy piechoty morskiej i marynarzy, wsparty przez 900 askarysów.

W wyniki ostrzału pałacu sułtańskiego, budynek zajął się ogniem a po nierównej walce zatopiony został HHS Glasgow i dwie mniejsze jednostki stojące w porcie. Szybko uciszona została artyleria sułtana, która próbowała odpowiadać ogniem. Kiedy w wyniku pożaru drewniana konstrukcja pałacu zaczęła się walić a flaga sułtana została opuszczona,  Brytyjczycy wstrzymali ogień o godzinie 9:40. Po 38 minutach najkrótsza wojna w historii dobiegła końca.

 

Wojna może była krótka ale za to bardzo krwawa. W wyniku ostrzału zginęło lub zostało rannych 500 osób po stronie sułtana, po stronie brytyjskiej ranny został 1 podoficer. Khalid bin Barghash Al-Busaid uzyskał azyl w niemieckiej ambasadzie a następnie uciekł do kontrolowanego przez Niemców Dar es Salaam. Niemcy odmówili ekstradycji byłego już sułtana twierdząc, że nie podlega on ekstradycji gdyż nie popełnił pospolitego przestępstwa.

 

Były sułtan przebywał w Dar es Salaam do 1916 roku kiedy to po zajęciu tej niemieckiej kolonii przez wojska brytyjskie,  został internowany  najpierw na Seszelach a następnie na Świętej Helenie, zmarł w 1927 roku w Mombasie.

     Powyżej żołnierze piechoty morskiej przy zdobytym dziale sułtańskim

Nowym sułtanem został mianowany przez Wielką Brytanię Hammud ibn Muhammad al-Busaidi.  Na Zanzibar została nałożona karna kontrybucja,  mająca pokryć koszty węgla spalonego przez brytyjskie okręty w czasie operacji, wystrzelonej amunicji oraz żołd dla żołnierzy i marynarzy.

 

Wojna ta pokazuje świetnie jak poczynały sobie europejskie mocarstwa kolonialne w podbitych przez siebie terytoriach zamorskich. Każdy najmniejszy sprzeciw tłumiony był przy pomocy kanonierek. Działo się to tak często, że do słownika wszedł termin "polityka kanonierek" przy pomocy których "rozwiązywano" problemy w koloniach.


Starożytna Palmyra odbita z rąk IS

Starożytne syryjskie miasto Palmyra, zostało dziś odbite z rąk IS przez wojska rządowe, poinformowała syryjska agencja informacyjna SANA. Po ciężkich walkach trwających od pierwszych dni marca, 6000 żołnierzy syryjskich ( w tym elitarne oddziały Tygrysy Pustyni oraz Sokoły Pustyni) i wspierających ich prorządowych milicjantów oczyściło współczesną Palmyrę, jej starożytną część i silnie ufortyfikowane wzgórza (wraz z cytadelą) z broniących się w tym strategicznym mieści terrorystów z  IS.

Zdobycie przez armię rządową Palmyry będącej ważnym węzłem drogowym jest wielką klęską dla terrorystów. Teraz droga na wschód do Rakki, stolicy ISIS stoi otworem a Palmyra stanie się zapewne bazą następnych operacji antyterrorystycznych.

Także droga do miasta Dajr Ez-Zaur jest otwarta. W mieście tym położonym nad Eufratem, odciętych jest tysiące cywilów i żołnierzy syryjskich czekających w oblężonym mieście na odsiecz od wielu miesięcy.

W odbiciu Palmyry, historycznego miasta znajdującego się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Kluczową rolę odegrało lotnictwo rosyjskie i syryjskie, wspierające swymi atakami postępy syryjskich wojsk lądowych a także ciężka artyleria działająca przy wsparciu rosyjskich instruktorów.

IS zajęło Palmyrę w maju 2015 roku po błyskawicznej ofensywie, zajmując ogromne połacie środkowej Syrii docierając do miasta Karjatajn leżącego tylko kilkadziesiąt kilometrów od granicy libańskiej i zamieszkanego w dużym stopniu przez chrześcijan. Odbicie Palmyry pomoże w oswobodzeniu Karjatajn, skąd IS ciągle atakuje siły rządowe i zagraża rozcięciem terytorium kontrolowanego przez rząd na dwie części.

IS natychmiast rozpoczęło swe krwawe rządy w Palmyrze. W masowych egzekucjach zamordowali ponad 300 osób związanych w jakikolwiek sposób z rządem syryjskim. Jedną z ofiar został światowej sławy archeolog Khaled-al-Asaad, który badał i opiekował się ruinami od 50 lat. Po tym jak nie mógł wskazać gdzie ukryte są dwie tony złotych skarbów antycznych, które wyimaginowali sobie terroryści, został  ścięcty a jego ciało zostało zawieszone na jednej z kolumn na słynnej kolumnadzie, która szczęśliwie przetrwała nietknięta.

Ofiarą tych barbarzyńców padły starożytne zabytki, które zostały uznane przez fanatyków za bałwochwalcze. W powietrze między innymi wysadzono świątynię Szamin- Balaa oraz rzymski Łuk Triumfalny. Pomimo, że saperzy dopiero przystąpili do rozminowywania miasta, syryjski rząd już ogłosił plany odbudowy i rekonstrukcji zniszczonych zabytków.


Wielki Mur Gorgagański- zapomniana fortyfikacja z czasów antycznych

Gatunek ludzki jest gatunkiem bardzo terytorialnym i od zarania dziejów różne grupy, społeczności starały się chronić swe terytorium przed infiltracją niechcianych intruzów. W tym względzie nic się nie zmieniło do dziś, co dobitnie pokazało lato 2015 kiedy to w kilku państwach europejskich wzniesiono bariery mające za zadanie powstrzymanie islamskich osadników prących na północ.

 

Bardzo szybko ludzie zorientowali się, że skuteczną metodą (pod warunkiem, że ma się do dyspozycji wystarczającą ilość ludzi do obsadzenia fortyfikacji) jest budowa murów odgradzających "nas" od intruzów. Najbardziej znanymi zachowanymi do naszych czasów murami z czasów starożytnych są Wielki Mur Chiński czy choćby dobrze znane w Europie mury z północnej Anglii czyli Mur Hadriana i Mur Antonina.

Istnieje jednak mur nie tylko starszy ale i dłuższy niż mury Hadriana i Antonina razem wzięte. Wielki Mur Gorgański jest co prawda krótszy od Wielkiego Muru Chińskiego ale jest o 1000 lat starszy niż zachowane do naszych czasów fragmenty tego muru z XIV wieku wybudowane w czasach dynastii Ming. Mur Gorgański jak i Mur Chiński sięgają swymi początkami III wieku p.n.e. Choć naukowcy przyznają, że irański mur został od początku wybudowany solidniej niż jego chronologiczny odpowiednik w Chinach.

 

Mur Gorgańskai wybudowali Partowie,  pomiędzy  247 r.p.n.e. a 224 r .n.e. w celu powstrzymania stepowych koczowników z Azji Środkowej. Wskrzeszone  imperium perskie Sasanidów odbudowało Mur Gorgański w celu obrony przed Białymi Hunami w okresie od III do VII w.n.e.

Resztki tej niegdyś monumentalnej budowli rozciągają się od wschodnich wybrzeży Morza Kaspijskiego omijając od północy miasto Gonbade Kavous biegnąc dalej na północny wschód by zniknąć w masywie górskim Pishkamar. Fortyfikacja zwana czasami "Czerwonym Wężem"  z powodu zastosowanej w budowie czerwonej cegły, ma długość 196km, szerokość muru wacha się na różnych odcinkach pomiędzy 6 m a 10 m. Fortyfikacja ta blokowała jadną z naturalnych geograficznych bram do do Persji, które to raz po raz próbowały forsować różne plemiona koczownicze kłębiące się  na stepie.

 

Mur wzmocniony był trzydziestoma bastionami rozmieszczonymi obok siebie w odległości pomiędzy 10 a 50 km. Na przedpolu muru znajdował się głęboki rów, rodzaj suchej fosy. Badania archeologiczne sugerują, że materiał wybrany z fosy w czasie jej budowy posłużył do wyrobu cegieł suszonych w początkowym okresie wznoszenia muru  na słońcu a w pózniejszym okresie wypalanych w piecach.

 

Wielki Mur Gorgański był niewątpliwie zaawansowaną jak na swoje czasy budowlą obronną. Według obliczeń naukowców do skutecznego funkcjonowania i odpierania wrogich prób przebicia się na drugą stronę. Musiał być obsadzony tak jak Mur Hadriana przez minimum 30.000 żołnierzy.

 

Pokazuje to jak dobrze byli zorganizowani Sasanidzi w czasach kiedy cesarstwo zachodniorzymskie chwiało się w posadach i chyliło ku upadkowi, a jego sąsiad Bizancjum zmagał się z własnymi problemami, znajdując się pod ogromną presją polityki wewnętrznej i militarnymi wyzwaniami stawianymi przez agresywnych sąsiadów.

Odbudowanie fortyfikacji i ich obsadzenie adekwatną liczbą żołnierzy, Sasanidzi zawdzięczali wysokiej kulturze administracyjnej a także potężnym zasobom ludzkim zaprzęgniętym w machinę militarną. Wszystko to przeczy eurocentrycznej wizji historii do, której jesteśmy przyzwyczajeni na zachodzie.


Kipu czyli tajemnicze "pismo" Inków

Kipu czyli pismo węzełkowe, to metoda stosowana przez Inków i inne starożytne kultury andyjskie do prowadzenia dokumentacji i przekazywania informacji. Choć metoda ta kojarzona jest głównie z Inkami przykłady pisma węzełkowego znane są także z Chin, japońskiej wyspy Riukiu i Korei.

 

Ostatnie odkrycia z północnego wybrzeża Peru pokazały, że metody pisma węzełkowego używał już lud Caral. Tworzący 5000 lat temu jedną z najstarszych znanych nam cywilizacji Ameryki Południowej. Tak więc pismo węzełkowe można uważać obok pisma klinowego z Mezopotamii za najstarszy system zapisywania informacji na świecie.

 

Przy braku systemu pisma alfabetycznego, to proste i  przenośne urządzenie osiąga zaskakujący stopień dokładności i elastyczności. Wykorzystując w tym celu szeroką gamę kolorów sznureczków, w niektórych przypadkach nawet do kilkuset węzłów związanych w różny sposób na różnych wysokościach. Przy pomocy kipu można rejestrować dane, statystyki, rachunki, a nawet stanowią, w formie abstrakcyjnej, najważniejsze epizody z tradycyjnych opowieści ludowych.

W ostatnich latach naukowcy zakwestionowali tradycyjny pogląd, że kipu były jedynie urządzeniem pomagającym w zapamiętywaniu informacji i pokusili się zasugerować, że kipu rozwijało się w kierunku zapisów narracyjnych i stało się alternatywą dla języka zapisywanego pod koniec istnienia cywilizacji inkaskiej.

 

Typowe kipu składa się z  poziomego sznurka lub czasami z drewnianej listewki do, której mocowano dowolną ilość sznurków na których zawiązywano pętelki. Sznurki wykonane były z bawełny lub wełny. Niektóre z większych Kipu składały się z aż 2000 sznureczków utkanych na różne sposoby co sugeruje, że także ten szczegół miał jakieś konkretne znaczenie.

 

Różne odcienie kolorów wykorzystywanych do barwienia sznureczków mogły również zawierać szczególne znaczenie. Tak samo typ węzła, jego położenie na sznurku ich całkowita ilość i sekwencja. Wszystko to daje potencjalnie ogromną liczbę znaczeń. Cała metoda została oparta na systemie dziesiętnym, gdzie największym rzędem było 10.000.

 

System matematyczny Inków był niemal dokładnie taki sam, jak nasz własny system będący obecnie w użyciu. Numery lub jednostki w systemie na danym kipu są oznaczone najdalej od głównego sznurka, działając jako rodzaj klucza.

 

Różne rodzaje węzłów miały różne znaczenia. Na przykład, węzeł może wskazywać liczbę od jednego do dziewięciu poprzez liczbę zwojów sznurka w obrębie węzła. Niektóre z węzłów miały stałą wartość jak na przykład węzeł zwany ósemką, inny węzeł zwany dziś "babskim" oznaczał liczbę 10. Miejsce na sznurku wolne od węzła oznaczało 0.

 

Czasami poboczne sznurki były mocowane do sznurków głównych, co oznaczało, że  sznurek poboczny jest podrzędny względem sznurka głównego i stanowi uzupełnienie sznurka głównego. I wreszcie, poszczególne kipu mogły być łączone z innymi tworząc w ten sposób konkretną i zrozumiałą sekwencję.

 

Naturalnie w celu zmaksymalizowania potencjału kipu, dla przechowywania informacji, dobrze było mieć wsparcie zapamiętanego przekazu ustnego. W tym celu powstała kasta ekspertów i mistrzów kipu tak zwanych "kamayuq" lub "quipucamayos". Osoby te dokładnie i dosłownie  zapamiętywały ustną relację, która w pełni objaśniała poszczególną kipu. Zajęcie to było dziedziczne i przekazywane z pokolenia na pokolenie razem z zapamiętaną informacją. Dbając przy tym by przekaz był dokładnie taki sam i by nie dochodziło do efektu "głuchego telefonu". Na wykonujących to zajęcie ciążyła wielka odpowiedzialność a zaniki pamięci były surowo karane!

 

W Cuzco, stolicy Inków, kamayuq byli profesjonalistami obsługującymi królewską kancelarię, prowadząc rejestry urzędowe. Oprócz tego używali także kipu jako pomoc w zapamiętywaniu historii, mitów i wierszy z tradycji Inków. Kipu zostały również wykorzystane do udokumentowania imperialnych podbojów i królewskiego drzewa genealogicznego.

 

Kipu były idealne do rejestrowania danych pozyskanych w czasie spisu ludności państwa i poszczególnych prowincji. Rejestrowano ogólną liczbę ludności dzieląc ją na grupy  takie jak  mężczyzni, kobiety, dzieci, osoby zamężne i niezamężne itd. Przy pomocy kipu przeprowadzano szeroko pojętą inwentaryzację państwa.

 

Zapisywano nazwy prowincji, liczbę warsztatów i ich rodzaj, ilość i rodzaj inwentarza żywego w gospodarstwach, pomiar gruntów rolnych, podatki, liczbę wojska i jego wyposażenie. Inną istotną funkcją kipu było jego użycie w astronomii i tworzeniu  kalendarza. Kipu używano także jako rodzaj listu, który wysyłano poprzez gońca (zwanych chaski) poinstruowanego ustnie w krótki sposób o sensie wiadomości.

 

Wiele z inkaskich  kipu zostało celowo zniszczonych, gdy Atahualpa przejął władzę i starał się "oczyścić" historię Inków, w szczególności z tych kipu, które dotyczyły panowania jego zagorzałego rywala i przyrodniego brata Huascara z którym prowadził wojnę domową i którego rozkazał zamordować.

Następnie wielkie spustoszenie w zbiorach kipu poczynił hiszpański podbój Inków. Hiszpanie nie rozumiejąc co jest zapisane w kipu i obawiając się informacji tam zawartych, przeprowadzili systematyczną akcję niszczenia kipu. Do dziś w różnych kolekcjach na całym świecie  przetrwało zaledwie  kilkaset okazów kipu. Jednak tradycja systemu kipu nie zanikła wraz z upadkiem Inków. W niektórych rejonach Peru pasterze ciągle używają uproszczoną wersję kipu w celu prowadzenia ewidencji swych stad.

 

Ciekawostką jest „polski wątek kipu”, czyli legendarna opowieść o inkaskich uciekinierach w Europie. Oraz kipu ukrytym przez nich na zamku w Niedzicy odnalezionym w 1946 r przez ostatniego ich potomka, wicemarszałka Sejmu Andrzeja Benesza (opisana w kilku książkach i opowiadana przez przewodników z Niedzicy). Zgodnie z przekazem w XVIII wieku na terenie Polski miał zostać ukryty w formie depozytu przeznaczony na sfinansowanie planowanego w Peru powstania skarb Inków, z którym kipu to miałoby mieć jakiś związek.


Polscy archeolodzy odkryli kolejne budowle neolityczne na Pomorzu

W powiecie stargradzkim w rejonie Dolic odkryto kolejne grobowce. Polscy badacze zlokalizowali w sumie 18 budowli megalitycznych sprzed około 5 do nawet 6 tysięcy lat. Zostały one zbudowane przez społeczność kultury pucharów lejkowatych - jedną z kultur epoki neolitu z kręgu kultur naddunajskich, która występowała w Europie między 3700 a 1900 rokiem p.n.e.

 

Odkrycia dokonała dr Agnieszka Matuszewska z Katedry Archeologii Uniwersytetu Szczecińskiego we współpracy z Markiem Schillerem. Podczas badań zastosowano między innymi lotniczy skaning laserowy, który umożliwia penetrację pokrywy roślinnej i zdobycie informacji o ukształtowaniu terenu, oraz technologię cyfrowego modelowania terenu. W ten sposób udało się zlokalizować grobowce, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia.

Kopce kujawskie to olbrzymie grobowce, czasem określane również jako "polskie piramidy". Nie są co prawda tak potężne jak te, które powstawały w Egipcie, ale są starsze. Struktury te posiadały kształt wydłużonego trójkąta i były otoczone wielkimi skałami. Posiadały do 130 metrów długości, 3 metrów wysokości i od 6 do 15 metrów szerokości.

Niektóre z grobowców są w dobrym stanie, inne zaś częściowo lub kompletnie zniszczone. Uważa się że służyły one do pochówku zmarłych. Jest to oczywiście tylko jedna z teorii. Inne zakładają że mogły to być miejsca kultu lub nawet posterunki graniczne. Struktury megalityczne w Polsce zachowały się jedynie na terenach zalesionych. W naszym kraju istnieje wiele takich obiektów - najbardziej znane "polskie piramidy" znajdują się w Sarnowie i w Wietrzychowicach.


Wercyngetoryks, Juliusz Cezar i podbój Galii

Wercyngoteryks (82-46 p.n.e) był wodzem jednego z najpotężniejszych plemion celtyckich, który zjednoczył i poprowadził w 52 r.p.n.e. plemiona Galii do rebelii przeciwko Rzymowi prowadzącemu systematyczny podbój ich kraju po wodzą Juliusza Cezara.

 

Jedyne imię pod którym przeszedł do historii w zasadzie nie jest jego imieniem tylko tytułem.  Wercyngetoryks jest tytułem wojskowym: w galijskim uer ("ponad", "najwyższy" lub "wielki", por. gr . hyper) ; cingeto ("wojownik") i rix("król" albo "wódz", por. łac. rex), co tłumaczy się jako "wielki wódz, król wojowników", bądź "król nad-wojowników".

 

Wercyngoteryks opisywany był przez współczesnych mu ludzi jako wysoki i przystojny mężczyzna, charyzmatyczny wódz i inspirujący mówca. Jako dowódca wojskowy był wymagający dla swoich podwładnych i okrutny dla pokonanych wrogów. Dziś jest uznawany za pierwszego bohatera narodowego Francji.

 

Mało wiadomo o życiu Wercyngetoryksa sprzed powstania anty rzymskiego  z 52 r.p.n.e. Wiemy, że był synem Keltillosa wodza Arwernów. Z braku pisanych galijskich źródeł tamtej epoki, nie można nic pewnego powiedzieć o jego dzieciństwie. Prawdopodobnie, jak inni dobrze urodzeni Galowie, do siódmego roku życia wychowywał się w otoczeniu kobiet – swej matki i oficjalnych nałożnic ojca (galijscy mężczyźni mogli posiadać tyle kochanek, ilu tylko zdołali zapewnić byt i dach nad głową, ale na wszystkie musiała wyrazić zgodę oficjalna małżonka).

 

Przeważnie żony nie protestowały, posiadanie wielu oficjalnych kochanek było wyznacznikiem pozycji społecznej i bogactwa. Tym bardziej że Galowie prawie nie posiadali niewolników, wówczas przydawały się każde ręce do pracy w domu i obejściu. Galijscy mężczyźni rzadko bowiem przebywali w domach, poświęcając czas na wyprawy wojenne, polowania na dziki, uczty i biesiady oraz narady polityczne w plemieniu.

 

Ojca widywał wówczas bardzo rzadko, dopiero po ukończeniu 21 lat, mógł publicznie pokazać się u boku ojca, wówczas stawał się mężczyzną. Do tego czasu nie miał nawet własnego imienia, a nazywany był po prostu synem Celtyllusa – Celtyllognatusem. Po skończeniu siódmego roku życia, opuszczał dom rodzinny i przechodził pod opiekę przybranego ojca, u którego, jak większość młodzieńców galijskich przebywał przez 5 lat, ucząc się posługiwania lekką bronią – łukiem.

Po skończeniu 12 lat trafiał do szkoły druidów, gdzie uczył się pieśni religijnych i patriotycznych, sławiących dawnych galijskich bohaterów, a także czytania i pisania, jednak tylko greki potrzebnej Galom do spisywania umów handlowych. Po 4-letniej nauce w szkole druidów, mając 16 lat, rozpoczynał naukę posługiwania się bronią – mieczem i toporem. Tej sztuki uczyły młodych galów kobiety, swoiste amazonki, które miały też za zadanie nauczenia chłopców sztuki miłości.

 

Po skończeniu 21 lat wrócił Wercyngetoryks do rodzinnego domu. Jego ojciec został oskarżony o dążenie do władzy królewskiej i stracony ok. 70 roku p.n.e. Matka prawdopodobnie zmarła niedługo po jego powrocie. Według niektórych przekazów Wercyngetoryks miał żal do swego wuja – brata matki, którego podejrzewał o udział w spisku na życie ojca. Ojca zaś idealizował, próbując osiągnąć to, co jemu się nie udało.

 

Arwernowie utrzymywali w zależności lennej kilka innych mniejszych plemion celtyckich wraz z którymi pozostawali w ciągłym konflikcie z innym potężnym związkiem plemiennym pod przywództwem Eduów. Dotychczasowy balans sił i cały świat celtycki miał się zmienić bardzo szybko i gwałtownie.  A to ze względu na wydarzenia po wschodniej stronie Renu. Tam od dawna kłębiły się plemiona germańskie cierpiące na brak ziemi uprawnej dla wszystkich chętnych i zmagające się z ogromnym przyrostem naturalnym.

 

Najpierw w roku 70 p.n.e. Swebowie pod wodzą Ariowista przekroczyli Ren (na zaproszenie Sekwanów) i wmieszali się w wewnętrzne walki pomiędzy Celtami, mając zawsze na uwadze swój ukryty cel osiedlenia się na ziemi Celtów i podporządkowania sobie plemion celtyckich. Zapoczątkowało to okres tak zwanych "wojen galijskich" których ostatnim etapem było powstanie Wercyngoteryksa.

Swebowie pokonali Eduów i podporządkowali sobie Sekwanów którzy ściągnęli ich do walki z Eduami. Germańskie jarzmo ciążyło Celtom, to skłoniło ich do wysłania do Rzymu próśb o pomoc przeciwko Germanom. Tym razem Rzym nie miał ochoty angażować się w sprawy Celtów gdyż zajęty był wewnętrznym spiskiem Katyliny oraz wojną z królem Pontu Mitrydatesem VI. Pomimo sympatii okazanej Celtom i ich posłańcowi druidowi Dywicjakowi przez Cycerona Rzym pomocy nie udzielił.

 

Kilka lat pózniej w roku 58 p.n.e. Helweci naciskani przez plemiona germańskie podjęli decyzję o opuszczeniu swych siedzib w dzisiejszej Szwajcarii. Po długich przygotowaniach i zebraniu zapasów na 3 miesiące wędrówki wyruszyli do Akwitanii, którą sobie upatrzyli jako nowe miejsce do życia. Spalili za sobą wszystkie miasta i wioski w których zamieszkiwali aby nie mieli do czego wracać i być tym bardziej zdeterminowanymi do przesiedlenia. W drogę wyruszyło około 380 tyś ludzi w tym 70 tyś wojowników.

 

Aby dostać się do Akwitanii Helweci musieli przemaszerować prze Galię Narbońską będącą  wtedy prowincją rzymską z nowym energicznym i ambitnym zarządcą Juliuszem Cezarem. Juliusz Cezar nie miał zamiaru przepuszczać Helwetów przez zarządzaną przez siebie prowincję, gdyż Helweci stanowili  jedyny bufor oddzielający ziemie Rzymu od plemion germańskich. Dodatkowo obawiał się, że inne plemiona celtyckie będące już pod panowaniem Rzymu i zamieszkujące w Galii Narbońskiej moga zechcieć przyłączyć się do Helwetów i opuścić jego prowincję co oczywiście byłoby wielką szkodą gospodarczą dla prowincji.

 

Zdeterminowani Helweci nie dali za wygraną i po zakończonych fiaskiem negocjacjach doszło do konfrontacji. Postanowili siłą sforsować Rodan i zbrojnie przebić się do celu swej wędrówki. W walkach ponieśli straszliwa klęskę w bitwie pod Bibracte. Po bitwie  doszło do masakry, legioniści zamordowali 2/3 Helwetów a wielu sprzedali w niewolę. Ocalało około 110 tyś z nich. Helweci zostali zmuszeni do powrotu do swych spalonych miast i wsi gdzie musieli wszystko odbudować.

 

Juliusz Cezar zaniepokojony ruchami plemion germańskich i celtyckich postanowił zaangażować się zbrojnie w konflikty pomiędzy Celtami a Germanami w Galii zanim konflikt przeniesie się do Galii Narbońskiej. W sojuszu z niektórymi plemionami celtyckimi pokonał Swebów w Bitwie u stóp Wogezów i przepędził ich na wschodni brzeg Renu. Ta klęska powstrzymała na prawie 300 lat germańskie najazdy na Galię.

 

Celtowie przekonali się po raz kolejny, że silny sojusznik z zewnątrz łatwo przeistacza się w okupanta i ciemiężyciela. Po pokonaniu i przepędzeniu Swebów Rzymianie nie mieli zamiaru wycofać się do Galii Narbońskiej  i przystąpili do organizacji  rzymskiej administracji na ziemiach Celtów, mając na celu rozszerzenie władztwa Rzymu na północ. To naturalnie wywołało opór Celtów. W całej Galii dochodziło do powstań krwawo tłumionych przez Rzymian. Szczególnie krwawy przebieg miała wojna W Belgii w roku 57 p.n.e. w którym Rzymianie wycięli około 300 tyś tamtejszych Celtów.

 

Sam Wercyngetoryks zaciągnął się początkowo w 57 roku p.n.e. na służbę u Juliusza Cezara. Będąc przedstawicielem arystokracji wszedł nawet w skład rady wojennej Juliusza Cezara. Wtedy to miał okazję poznać organizację i sposób w jaki funkcjonuje rzymska armia. Przez kilka miesięcy uczestniczył w walkach u boku Rzymian. Jednak widząc bestialstwo z jakim Rzymianie traktują Celtów zrezygnował ze służby i powrócił w swe rodzinne strony, wycofując się z polityki i wojny, juz wtedy jednak był zagorzałym lecz na razie ukrytym wrogiem Rzymian.

 

Brak szczegółów o tym co robił Wercyngetoryks przez pięć lat pomiędzy 57 a 52 rokiem p.n.e. Ale można być pewnym, że dochodziły do niego wieści o toczących się ze zmiennym szczęściem walkach Celtów z Rzymianami, o dwóch wyprawach Cezara do Brytanii i rajdach rzymskich na wschodni brzeg Renu.

 

Impulsem do działania były zachęcające wieści o klęsce Rzymian w Belgii, gdzie belgijscy Celtowie skupieni wokół najpotężniejszego z plemion na tamtym teren Eburonów rozbili doszczętnie legion rzymski w bitwie pod Aduatuką, zginęło tam 6 tyś legionistów. Iskrą która spowodowała wybuch powstania były wydarzenia  na terenie zajmowanym przez plemię Karnutów nad środkową Loarą.

 

Wojownicy tego plemienia napadli na magazyny armii rzymskiej w ich stolicy Cenabum, gdzie zdobyto wielkie zapasy pożywienia i broni. Wiadomość ta rozniosła się szybko po całej Galii i dotarła także do Gergowii stolicy Arwernów. Wercyngoteryks namawiał radę starszych miasta do poparcia i przyłączenia się do powstania, lecz rada starszych sprawująca władzę z nadania Rzymian nie godziła się na wystąpienie przeciwko Rzymowi. Wercyngoteryks został na ich rozkaz wypędzony z miasta.

Wercyngoteryks udaje się na prowincję gdzie nastroje anty rzymskie osiągnęły punkt wrzenia. Wędrując od wioski do wioski namawia ludzi do powstania. Nikogo nie musi przekonywać zbyt długo, po trwającej 6 lat wojnie obfitującej w okrucieństwo ze strony Rzymian niemal każda rodzina straciła kogoś bliskiego i pała rządzą zemsty. Szergi powstańców rosną szybko. Z początkiem marca wkracza do Gergowii z której wypędza prorzymskich naczelników. Zostaje przez ludność obwołany królem i wodzem powstania.

 

W kilka tygodni do powstania przyłączają się wszystkie plemiona środkowej i zachodniej Galii. Wodzowie wielu plemion składają Wercyngetoryksowi przysięgę na wierność. Sam Wercyngetoryks nie czeka aż poszczególne plemiona same opowiedzą się po jego stronie. Najeżdża i siłą zmusza do przyłączenia się te plemiona celtyckie które mają jeszcze wątpliwości. W ten sposób do powstania dołączyli Biturygowie i Rutenowie.

 

Sutuacja Cezara w Galii szybko stawała się krytyczna. Jego legiony na północy zostały odcięte od reszty sił. Dodatkowo nie mógł już ufać żadnemu z dotychczasowych galijskich sojuszników. Pomimo ciężkiej sytuacji Cezar zdecydował się na ryzykowne zimowe przejście przez góry Sewenny. Przemarsz powiódł się dzięki czemu Cezar wkroczył do kraju Awernów, serca rebelii.

 

Rzymianie zdobywali miasta i warowne osady jedna po drugiej zyskując w ten sposób oparcie i bazę logistyczną we wrogim kraju. Najpierw padło Agedincum stolica plemienia Senonów następnie Carnuntum stolica Karnutów od których zaczęła się cała rebelia. Tutaj Cezar nie miał litości i wszyscy mieszkańcy zostali zamordowani. Chwiejni i niepewni od początku powstania Biturygowie poddali swe miasto Nowiodunum.

 

Sytuacja zmusiła Wercyngoteryksa do zmiany sposobu prowadzenia wojny. Po wielu protestach przeforsował na radzie wojennej strategię spalonej ziemi. Najważniejszą częścią tego planu było odcięcie Rzymian od aprowizacji, aby to osiągnąć należało zastosować właśnie metodę „spalonej ziemi”, niszczenia wszystkich miast, osad, zabudowań na drodze przemarszu legionów, tak aby zmusić ich do odwrotu. Mniejsze oddziały Rzymian penetrujące okolicę w poszukiwaniu prowiantu były osaczane i wybijane.

 

Plan ten został odrzucony przez wielu naczelników plemion leżących na trasie marszów Rzymian, szczególnie ostro zaprotestowali Biturygowie. Wercyngetoryks złamał jednak ich opór, a rada galijska plan przyjęła. Wódz Galów zgodził się tylko na pozostawienie miasta – twierdzy Awarikum, o co mieszkańcy miasta błagali go na kolanach. Wkrótce miał pożałować tej decyzji.

 

Galowie przystąpili do działania, niszcząc wszystko na drodze legionów. W samym kraju Biturygów, w ciągu jednego dnia zniszczono 20 osad, a ludność tych miasteczek musiała przyłączyć się do Wercyngetoryksa. Natomiast mniejsze oddziały rzymskie, wysłane na poszukiwanie żywności, były atakowane i znoszone przez Galów. Cezar dowiedział się o lokalizacji obozu Wercyngetoryksa, i postanowił na niego uderzyć. Atak nie udał się, tym razem to Rzymianie zostali pobici i musieli się wycofać. Postanowił teraz skierować się przeciw jedynemu miastu, pozostałemu na ziemi Biturygów – Awarikum.

 

Wercyngetoryks rozłożył się obozem w pobliżu twierdzy, z zamiarem przeciwdziałania rzymskim atakom. Dostęp do miasta otoczonego bagnami był możliwy jedynie od południowo-wschodniej strony, lecz i to podejście było bardzo wąskie. Mieszkańcy miasta zaś wytrwale bronili się przed rzymskimi atakami, dokonywali podkopów pod rzymskie rampy i niszczyli je, palili hulajgrody, chwytali w pętle zarzucane na mury osęki. Gdy w 25. dniu oblężenia Rzymianie zbudowali rampę podchodzącą pod same mury, Galowie zrobili wypad i poważnie uszkodzili konstrukcję, jednak nie udało im się jej zniszczyć.

 

Obrońcy Awarikum doszli do wniosku, że jednak lepiej będzie wycofać się z miasta i połączyć z Wercyngetoryksem. Nie powiodło im się to, ponieważ kobiety przerażone tym, że zostaną same, podniosły wielki lament, co zawiadomiło Rzymian. Na drugi dzień nad miastem rozszalała się wielka nawałnica, Rzymianie postanowili wówczas zaatakować, podciągnęli pod mury hulajgrody i przystąpili do ataku. Rzymianie wybili prawie 40 tys. mieszkańców miasta, mężczyzn, kobiet i dzieci. Jedynie 800 Galom udało się wydostać z twierdzy i dotrzeć do obozu Wercyngetoryksa.

 

Klęska pod Awarikum nie odebrała jednak Wercyngeteryksowi zwolenników na co liczył Cezar. Wręcz przeciwnie, opór Celtów stał się jeszcze silniejszy. Cezar miał dość uganiania się za uchylającym się od walnej bitwy przeciwnikiem i postanowił uderzyć tam gdzie zaboli Wercyngeteryksa najbardziej. Za cel obrał Gergowię stolicę Arwernów.

 

Na początku maja 52 roku p.n.e. armia Cezara stanęła obozem w sąsiedztwie warownej Gergowii. Po dwóch miesiącach zaciętych walk w których szala zwycięstwa przechylała się z jednej strony na drugą. Cezar musiał dać za wygraną i pokonany odstąpił od oblężenia Gergowii.

 

To, co działo się w Gergowii po pierwszym zwycięstwie Galów nad siłami Cezara, pod jego osobistym dowództwem, można określić jako jeden wielki, wybuch radości. Wercyngetoryks został podniesiony na tarczy i trzykrotnie obnoszony wokół murów stolicy Arwernów, przy okrzykach rzucanych przez Galów: „niech żyje Wercyngetoryks, niech żyje wódz”.

 

Od tej pory pozycja Wercyngetoryksa w Galii stała się na tyle dominująca, że gdy tylko wkraczał na czele swych oddziałów do stolicy jakiegokolwiek plemienia galijskiego, ze swych miejsc wstawali przedstawiciele starszyzny, czyniono to na znak szacunku i przywiązania do tego ledwie 30-letniego Gala. Wercyngetoryks nagle dzięki tej jednej bitwie oczarował i „zahipnotyzował” Galów, nie tylko mężczyzn, lecz przede wszystkim także kobiety, które m.in.: rzucały kwiaty pod jego stopy, gdy przechodził.

 

Natomiast pozycja Cezara w Galii słabła z dnia na dzień, odstąpili od niego prawie wszyscy tak nieliczni przecież sojusznicy jak choćby Eduowie, wyjątkiem byli Remowie i Lingonowie. Po 6 latach walk, grabieży, palenia, niszczenia i ujarzmienia Galii, nagle Cezar znajdował się w centrum obcego, całkowicie wrogiego mu kraju, w którym nie mógł już liczyć na żadnych sojuszników.

 

Teraz to Wercyngetoryks i jego armia była w ofensywie. Rada wojenna postanowiła kontynuować walkę partyzancką i nadal stosować strategię spalonej ziemi. W tej sytuacji wielu oficerów w sztabie Cezara nalegała na wycofanie się do Galii Narbońskiej, przegrupowanie uzupełnienie sił i ponowne uderzenie.

 

Cezar jednak zdawał sobie sprawę, że czyn taki sprawi utratę wszystkich ziem, które udało się zdobyć ogromnym wysiłkiem w czasie wojen galijskich i zdecydowanie odrzucał tą propozycję. Dodatkowo nie chciał pozostawiać własnemu losowi legionów rzymskich pod wodzą Labienusa odciętych na północy i walczących z Paryzjami nad Sekwaną.

 

Na wieść o klęsce Cezara pod Gergowią, Labienus porzucił oblężenie Lutecji (dzisiejszego Paryża) i wycofał się do Agendikum stolicy Senonów. Cezar natomiast na przekór wszystkim w swym sztabie zarządził marsz na północ w celu połączenia sił z Labienusem co nastąpiło w połowie lipca.

 

Wercyngetoryks nakazał wszystkim plemionom mającym swe siedziby sąsiadujące z prowincją Narbońską zaatakowanie jej, sam zaś z głównymi siłami planował ostatecznie rozprawić się z Cezarem. Na wieść o tym Cezar postanowił ruszyć na południe i ratować stare posiadłości Rzymu w Galii Narbońskiej które bronione były tylko przez 22 kohorty pod wodzą jego kuzyna Lucjusza Cezara. Wercyngetoryks podążał w ślad za Cezarem wyczekując dogodnego momentu do ataku.

 

Do walnej bitwy doszło w kraju Lingonów kiedy legiony minęły wyżynę Langres nad rzeka Saoną. Cezar odniósł zdecydowane zwycięstwo głównie dzięki kawalerii germańskiej wchodzącej w skład jego armii. W bitwie poległo około 4 tyś Celtów. Wercyngoteryks dał rozkaz do odwrotu w kierunku twierdzy Alezja. Teraz to Cezar deptał Wercyngetoryksowi po piętach.

 

Wercyngetoryks został otoczony w twierdzy przez Rzymian, którzy wybudowali dwie linie umocnień zamykając Celtów w pułapce. Wercyngoteryks widząc zamiar odcięcia go od reszty Galii rozkazał swej kawalerii przebicie się przez jeszcze nie ukończone fortyfikacje rzymskie i sprowadzenie odsieczy z innych terenów.  Nagły, nocny atak zaskoczył legionistów, którzy nie zdołali powstrzymać przełamującej szarży kawalerii celtyckiej. Od tej pory jedynym ratunkiem dla twierdzy w której zapasów było tylko na 30 dni obrony była odsiecz.

 

Na wieść o oblężeniu Alezji, rada 43 ludów lojalnych Wercyngetoryksowi postanowiła przyjść swemu wodzowi z odsieczą.  W tym czasie sytuacja w Alezji stawała się krytyczna z powodu szybko kurczących się zapasów. Na jednej z narad padła nawet propozycja wysunięta przez jednego z wodzów, by zezwolić na zjadanie umarłych towarzyszy, jak to miało miejsce 60 lat wcześniej podczas walk z germańskimi Teutonami i prawdopodobnie germańskimi Cymbrami.

 

Wercyngetoryks kategorycznie odrzucił taką propozycję i podjął trudną i straszną w skutkach decyzję. Rozkazał wypędzić z twierdzy kobiety i dzieci by w ten sposób mieć więcej prowiantu dla mężczyzn pod bronią. Rzymianie odmówili przepuszczenia przez swe linie galijskich kobiet z dziećmi. Przez następne kilka dni nieszczęsne kobiety i dzieci umierały z głodu pomiedzy twierdzą a fortyfikacjami Rzymian.

 

Wreszcie pewnego wrześniowego dnia w serca oblężonych Galów wlała się nadzieja. Na horyzoncie pojawiła się odsiecz. Trzy razy Galowie szturmowali rzymskie pozycje wspomagane przez siły Wercyngetoryksa dokonujące wypadów z twierdzy. W czasie trzeciego szturmu Galowie byli bardzo blisko przełamania linii rzymskich i odblokowania oblężonych.  Na północnym odcinku Galowie otoczyli dwa legiony.

 

W szeregi rzymskie wdarła się panika, niektórzy porzucali broń i próbowali ratować się ucieczką. Widząc, że sytuacja grozi całkowitą klęską Juliusz Cezar wysłał na zagrożony odcinek  6 kohort po czym sam ruszył z odsieczą. Równocześnie wysłał konnicę germańską by ta wyszła na tyły Galów atakujących pozycje Rzymian z zewnątrz. ten manewr okazał się być zwrotnym i przesądził o zwycięstwie Rzymian.

                   Poniżej rekonstrukcja umocnień rzymskich pod Alezją

                          Powyżej Alezja dziś, widok z lotu ptaka

Wercyngetoryks wrócił ze swoimi oddziałami do miasta. Następnego dnia do Cezara przybyli posłowie Wercyngetoryksa, z zamiarem kapitulacji twierdzy. Cezar zasiadł na wysokim podium, a pod jego stopy rzucano zdobytą broń. Sam Wercyngetoryks, w kunsztownej zbroi, trzykrotnie objechał na koniu szaniec Cezara, zsiadł z konia zrzucił zbroję, odznaki wodzowskie i swój miecz i uklęknął u stóp Rzymianina. Był to koniec bitwy, totalna klęska Galów, kres ich niepodległości.

            Powyżej Wercyngetoryks poddaje się Cezarowi

Przez następne kilkanaście miesięcy wybuchały mniejsze i większe rewolty jednak były to już ostatnie zrywy podbitego narodu który utracił niepodległość na następne 500 lat. Oblicza się, że w czasie 9ęcio letniej wojny Rzymianie podbili 300 plemion i szczepów, zdobyli 800 miast, zgładzili około 1 milion Galów a kolejne 2 miliony stały się niewolnikami.

 

Powstanie Wercyngetoryksa było największym zrywem Galów podczas podboju Galii przez Rzymian. Mimo początkowych zwycięstw np. Bitwa pod Gergowią, zostało jednak krwawo stłumione. Wercyngetoryks został pokonany przez Juliusza Cezara pod Alezją i poddał się. Został prawdopodobnie zmuszony do poddania się Cezarowi przez współplemieńców i zmuszony do wzięcia udziału w jego triumfalnym wjeździe do Rzymu w 46 p.n.e. Po 6 latach niewoli został uduszony, co było częstą praktyką w stosunku do jeńców i zakładników w Rzymie.