Październik 2016

Angielskie miasto upamiętnia polskich lotników

307 Dywizjon Myśliwski Nocny " Lwowskich Puchaczy" w 1941 roku bronił nieba nad angielskim miastem Exeter. Dziś miasto upamiętnia i oddaje hołd polskim pilotom.

Początki dywizjonu nie były łatwe ani też heroiczne. Dywizjon został wyposażony w przestarzały sprzęt i skierowany do wykonywania misji raczej pomocniczych, takich jak patrole nad Morzem Irlandzkim, Manchesterem i Liverpoolem. Tom doszło do pierwszych pojedynków powietrznych z Niemcami w wyniku, których uszkodzono jeden wrogi bombowiec a drugi prawdopodobnie zestrzelono.

W nocy z 11 na 12 kwietnia 1941 roku dywizjon odniósł pierwsze potwierdzone zestrzelenie. Załoga sierż. pil. Kazimierz Jankowiak i sierż. strz. Józef Lipiński zestrzeliła niemiecki bombowiec He-111 w rejonie Bristolu.

Powyżej polski lotnik na swej maszynie

26 kwietnia dywizjon przeniesiono na lotnisko w Exeter w hrabstwie Devon.  Tam do zadań dywizjonu należała  obrona południowo-zachodnich wybrzeży Anglii oraz miasta i rejonu Exeter. Stąd dywizjon wykonywał także loty patrolowe nad kanał La Manche, jednak bez sukcesów. Od połowy sierpnia dywizjon przezbrajał się na nowsze, lepsze samoloty Bristol Beaufighter Mk-IIF zastępując nimi przestarzałe Boulton Paul Defiant. Pozyskanie nowych samolotów natychmiast poskutkowało wzrostem skuteczności polskich pilotów.

W nocy z 1 na 2 listopada 1941 r. duży sukces odniosła załoga sierż. pil. Michała Turzańskiego i sierż. radionawigatora Henryka Ostrowskiego. W ciągu jednego lotu zestrzeliła dwa niemieckie samoloty Do-215. W nocy z 3 maja na 4 maja 1942 r. dywizjon odniósł kolejny sukces. W czasie nocnego nalotu na Exeter załogi dywizjonu zestrzeliły 4 niemieckie bombowce. Wraz z końcem 1942 roku dywizjon otrzymał nowe samoloty, wyśmienite De Havilland Mosquito  Mk-NF II. Na samolotach Mosquito różnych wersji dywizjon latał do końca wojny.

Na nowym sprzęcie załogi szkoliły się do nowych zadań typu intruder operations i ranger operations. "Intruderka" polegała na polowaniu na małych wysokościach na nieprzyjacielskie samoloty nad ich lotniskami. "Rendżerka" natomiast to loty na terytorium nieprzyjaciela i ataki z broni pokładowej i bombami wyszukanych celów. Po szkoleniu załogi zaczęły wykonywać nocne loty nad Niemcy.

Dywizjon 307 bazował w Exeter od kwietnia 1941 roku do kwietnia 1943 roku. W tym czasie Polacy mocno zżyli się z miastem i jego mieszkańcami. 15 listopada w czasie uroczystości przed średniowieczną katedrą, polski dywizjon podarował miastu Exeter biało czerwoną flagę, którą po wojnie przez kilka lat dorocznie wciągano na masz ratusza, upamiętniając w ten sposób polskich lotników.

Niestety bardzo zniszczona już flaga zaginęła a sama uroczystość nie była kontynuowana i została zapomniana na wiele lat. Taki stan rzeczy zmienił się kiedy amator historyk Michael Parrot zainteresował się historią zapomnianego dywizjonu i uroczystości. Impulsem dla Michaela Parrota do badania historii dywizjonu było odnalezienie na miejscowym cmentarzu 19 polskich grobów i tablicy pamiątkowej wmurowanej w ścianę kaplicy.

Dzięki jego działaniu w stworzonym przez siebie projekcie "The 307 Squadron Project"  doszło do nawiązania kontaktu pomiędzy ratuszem w Exeter a ambasadą Polski w Londynie. W efekcie  tej inicjatywy w 2012 roku nowa flaga została podarowana miastu a dzień 15 listopada jest dniem uroczystości, której kulminacyjnym punktem jest wciągnięcie na maszt ratusza polskiej flagi. W uroczystości tłumnie bierze udział liczna w tym mieście grupa Polaków.

W tym roku Michael Parrot i "The 307 Squadron Project"  przygotował wystawę o historii dywizjonu pod tytułem "For Your Freedom and Ours". Wystawę można oglądać w ratuszu w Exeter.


W Morzu Czarnym przez przypadek odkryto kilkadziesiąt wraków

Grupa archeologów specjalizujących się w podmorskich badaniach,  dokonała zupełnie niespodziewanego odkrycia. Prowadząc badania w Morzu Czarnym u brzegów Bułgarii, nie poszukiwali zatopionych osad czy innych śladów ludzkiej aktywności. Tym razem naukowcy badali wzrost poziomu wody, który nastąpił po ostatnie epoce lodowej, 20.000 lat temu.

Naukowcy skanowali dno morza i ku swemu zaskoczeniu odkryli 40 dotąd nieznanych wraków, statków i okrętów, głównie bizantyjskich i otomańskich. Większość z odkrytych wraków jest w bardzo dobrym stanie, dzięki nikłej obecności tlenu na głębokości poniżej 150 m co spowalnia rozkład.

Zespół naukowy wykonał tysiące zdjęć wraków a następnie użył techniki fotogrametrii by zbudować modele 3D odnalezionych wraków.  dziedzina nauki i techniki zajmująca się odtwarzaniem kształtów, rozmiarów i wzajemnego położenia obiektów w terenie na podstawie zdjęć fotogrametrycznych (fotogramów).

Praktycznym zastosowaniem fotogrametrii jest jej wykorzystanie jako źródła podczas tworzenia map. W geodezji służy jako pomoc przy pomiarach dużych obszarów i odległości. Jest też jedną z metod wyznaczania wysokości obiektów. Do wykonywania zdjęć fotogrametrycznych są wykorzystywane specjalne, na ogół wielkoformatowe, kamery fotogrametryczne wyposażone w specjalne obiektywy pozbawione aberracji

Jon Adams z Uniwersytetu Southampton zauważa, że większość detali konstrukcji zatopionych jednostek, takich jak kadłuby, maszty, stery są bardzo wyraznie zauważalne. Jest przekonany, że nikt do tej pory nie osiągnął podobnego poziomu jakości modelów na wrakach zalegających tak głęboko pod wodą.


23 pazdziernika 1956 roku wybuchło powstanie na Węgrzech

23 pazdziernika 1956 roku wybuchło powstanie na Węgrzech, które trwało do 10 listopada 1956 roku, krwawo stłumione przez interwencję zbrojna ZSRR.

Przyczynami powstania były Zapaść ekonomiczna i niskie standardy życia co  wzbudzało powszechne niezadowolenie. Chłopi byli niezadowoleni z polityki rolnej (kolektywizacja) Dziennikarze i literaci narzekali na warunki swojej pracy i domagali się wolności słowa. Studenci skarżyli się na warunki nauki i kryteria przyjmowania na uniwersytety (nieprzejrzysty system punktacji, np. punkty za pochodzenie lub przynależność do partii).

Obok wyżej wymienionych czynników społecznych i ekonomicznych, dużą rolę odegrały czynniki polityczne. Po poznańskim czerwcu 1956 roku i wyborze  popularnego wtedy Władysława Gomułki na pierwszego sekretarza PZPR wbrew woli Moskwy i bez sowieckiej inwazji, obudziły się nadzieje wewnątrzpartyjnej opozycji węgierskiej, na podobny, bez sowieckiego udziału, przebieg wydarzeń na Węgrzech.

Znacznie dalej niż nadzieje wewnątrzpartyjnej opozycji, sięgały wolnościowe roszczenia studentów uniwersytetu technicznego w Budapeszcie,  domagających się w oświadczeniu z 22 października wolności obywatelskich, demokracji parlamentarnej i narodowej niepodległości.

23 pazdziernika studenci politechniki w Budapeszcie uzyskali zgodę na manifestację dla poparcia żądań poznańskich robotników, ale ich właściwe, wolnościowe cele sięgały znacznie dalej i pokrywały się z celami większości węgierskiego społeczeństwa, które masowo wzięło udział w manifestacji. Przemarsz zakończył się początkowo na placu Bema odczytaniem listy żądań studentów. Mimo oficjalnego końca demonstracji, wciąż przyłączali się do niej kolejni uczestnicy i sytuacja zaogniała się coraz bardziej.

Następnie udała się pod rozgłośnię węgierskiego radia, starając się skłonić je do odczytania listy żądań, jednakże zamiast poparcia, otworzono z budynku radiostacji ogień do demonstrantów. Sytuacja zaogniła się jeszcze bardziej, gdy przy pomocy broni otrzymanej od węgierskiego wojska, demonstrantom udało się zająć budynki radiowe. Wieczorem zebrało się ok. 300 000 ludzi przed parlamentem, żądając wolności słowa i poglądów, wolnej prasy, wolnych wyborów i pełnej niezależności od ZSRR, jak również nominacji Imre Nagya.

Imre  Nagy wezwał demonstrantów do spokoju i rozejścia się i został niespodziewanie jeszcze tej samej nocy przez KC węgierskiej partii robotniczej powołany na premiera. Jednocześnie Sowieci rozpoczęli interwencję militarną, na prośbę sekretarza partii Erno Gero sygnowaną przez Biuro Polityczne (łącznie z Nagyem). Nagy  formalnie rozwiązał tajną policję, ogłosił zamiar wycofania się z Układu Warszawskiego i zobowiązał się do przywrócenia wolnych wyborów.

24 października powstanie rozszerzyło się na dalsze miasta, jednak jego głównym ośrodkiem pozostawał Budapeszt. Zakładano rady pracownicze, narodowe i rewolucyjne, ogłoszono strajk generalny, wydano pierwsze niezależne gazety – jednak do 28 października nie udało się powstańcom opanować ani jednego ważnego obiektu. Do Budapesztu wkracza 6 tysięcy żołnierzy radzieckich, wspieranych przez ponad 200 czołgów, współdziałających z węgierskimi służbami bezpieczeństwa i armią. Na Węgry przylatują Anastas Mikojan i Michaił Susłow z ramienia Biura Politycznego KPZR oraz generał KGB Iwan Sierow.

W interwencji sowieckiej brało udział 58 tysięcy żołnierzy Armii Czerwonej. Na sygnał radiowy „Grom” o godzinie 4.00 rano oddziały radzieckie ruszyły do ataku rozpoczynając operację „Wicher”. Spadochroniarze radzieccy opanowali lotniska, bez walki zajęto gmachy parlamentu i ministerstwa obrony narodowej. W oddziałach armii węgierskiej przywróceni zostają dowódcy usunięci przez powstańców, zaś ci którzy poparli powstanie  aresztowani. Nagy z kilkoma członkami swojego rządu po wystąpieniu radiowym schronił się w ambasadzie jugosłowiańskiej. Zacięte walki trwały do 10 listopada, choć ich rezultat był z góry znany, gdyż powstańcy byli gorzej uzbrojeni i pozbawieni centralnego dowodzenia, a armia węgierska zdezorganizowana aresztowaniem ministra obrony narodowej i niechętną walce postawą większości kadry oficerskiej.

W wyniku walk od 23 października zginęło po węgierskiej stronie 2500 osób, głównie w czasie walk w Budapeszcie ponad 20 tysięcy aresztowano lub internowano, a ok. 200 tysięcy osób uciekło z kraju do Austrii i Jugosławii. Według archiwów radzieckich zginęło lub zaginęło 740 żołnierzy i oficerów radzieckich, zaś 1540 odniosło rany.Na rozkaz nowego rządu Kadara  skazano na śmierć i stracono ogółem ok. 230 osób, również Imre Nagy. Żadne z państw zachodnich nie chciało udzielić Węgrom pomocy, jedynym państwem chcącym przyjść Węgrom z pomocą była Hiszpania gen. Franco.

USA choć  podjudzały (przez węgierską sekcję Radio Wolna Europa) do powstania i zachęcały do wystąpienia zbrojnego w czasie jego trwania, obiecując wsparcie militarne, ostatecznie obietnicy nie dotrzymali. Amerykański sekretarz stanu John Foster Dulles powiedział „Nie traktujemy tego kraju (Węgier) jako naszego potencjalnego sojusznika wojskowego”.

W tamtym czasie USA były bardziej zainteresowane kryzysem na Kanale Sueskim i interwencji brytyjsko-francuskiej, która była  próbą utrzymania Egiptu w zależności kolonialnej.  Szef CIA przekonywał prezydenta USA, że poświęcenie Węgier korzystne jest dla realizacji strategicznego celu skłócenia ZSRR z Chinami i Jugosławią. 29 października ambasador USA w Moskwie zakomunikował władzom ZSRR brak zainteresowania USA sytuacją Węgier oraz, że Węgry nie są militarnym sojusznikiem USA.

Wydarzenia na Węgrzech spotkały się z bardzo żywiołową reakcją w Polsce. Po inwazji radzieckiej pomoc okazywana przez Polaków „węgierskim bratankom” przybrała olbrzymią skalę. Do 12 listopada w całym kraju zgłosiło się 11 196 honorowych krwiodawców. Aby ich obsłużyć, uruchomiono dodatkowe punkty. W całym kraju powstawały komitety zajmujące się działaniem na rzecz potrzebującej ludności węgierskiej.

Reakcja w Polsce na wydarzenia na Węgrzech była bardzo żywiołowa. Dane PCK wskazują, że samym transportem lotniczym (15 samolotów) dostarczono na Węgry 44 tony medykamentów i materiałów pierwszej potrzeby. Pomoc wysyłana przy użyciu transportu drogowego i kolejowego była znacznie większa. Polską pomoc szacuje się na wartość ok. 2 mln ówczesnych dolarów amerykańskich. Społecznie, oddolnie zorganizowana pomoc materialna dla zaprzyjaznionego narodu węgierskiego,  przysłana z Polski była znacznie większa niż udzielona przez rząd USA.


Ślady Celtów odnalezione na Dolnym Śląsku

Na obrzeżach Jawora gdzie właśnie rozpoczęła się budowa fabryki silników Mercedesa,  archeolodzy odnalezli ślady dużej osady sprzed 1800 lat.

Przez ostatnie stulecia miejsce to było polem uprawnym, jednak 1800 lat temu znajdowała się tam całkiem spora, tętniąca życiem osada. Naukowcy wydobyli juz ponad 200 artefaktów, w tym gliniane naczynia. Natknęli się także na pozostałości ziemianek, budynków słupowych, palenisk oraz studni.

Archeolodzy od wielu lat w okolicy Jawora odkrywają podobne znaleziska. Kilka lat temu na innej budowie odkryto kilkaset naczyń glinianych, które po konserwcji trafiły do lokalnego muzeum, gdzie można je zobaczyć.

Ramy czasowe znalezisk wskazują, że osadę zamieszkiwali prawdopodobnie ludzie z dużego plemienia Lugiów. Lugiowie byli ludem indoeuropejskim  którego pochodzenie oraz skład etniczny jest niepewny. Mogła być to federacja różnych plemion zamieszkująca już przed naszą erą i w pierwszych wiekach naszej ery górne dorzecze Odry i Wisły, a więc teren dzisiejszej południowej i środkowej Polski, a także podkarpackie tereny zachodniej Ukrainy.

Genetycznie pochodzili zapewne w głównej mierze z lokalnych grup ludności używających języków staroeuropejskich lub indoeuropejskich. Ulegli celtyckim wpływom kulturowym (nieliczni na ziemiach polskich Celtowie nie mogli stanowić znaczniejszego substratu etnicznego)

Ptolemeusz wymienia plemię Lugiów oraz miejscowość Lugidunum. Niektóre hipotezy wiążą Lugidunum z Legnicą lub Głogowem, i z plemieniem Lugiów-Didunów. Tacyt dzieli Lugiów na wiele plemion, Hariów, Helweonów, Manimów, Helizjów i Nahanarwalów. Natomiast Ptolemeusz dzieli ich na Lugiów Omańskich, Lugiów Didunów i Lugiów Burów.

Związek lugijski powstał zapewne znacznie wcześniej niż o tym świadczy pierwsza pewna wzmianka w dziele Strabona  ('Geographika'). Pierwsi Celtowie przybyli z obszaru Czech i Moraw do południowej Polski około roku 400 p.n.e. i osiedlili się na nad Odrą na Górnym Śląsku oraz na Dolnym Śląsku między Wrocławiem, Legnicą i górą Ślężą, na której znajdował się ich ośrodek kultu.

Około roku 200 p.n.e. inna grupa Celtów z Moraw osiedliła się w okolicach Krakowa, mniejsze grupy na Kujawach i wzdłuż dolnej Wisły. Wszyscy ci Celtowie przynieśli ze sobą zdobycze kultury lateńskiej i po zmieszaniu się z lokalną ludnością odegrali istotną rolę w uformowaniu się kultury przeworskiej.

Celtowie przybyli z zaawansowanymi umiejętnościami rzemieślniczymi oraz rolniczymi. Byli znani z produkcji ceramiki, wykorzystując do tego koło garncarskie. Rozwinęli na wielką skalę hutnictwo żelaza i bogacili się na handlu bronią. Tworzyli też liczne przedmioty ze szkła, półszlachetnych kamienni, ze złota, srebra i brązu, tworząc imponując biżuterię. Śladem ożywionego handlu jest również szlak bursztynowy.


Leshon Knaan czyli wymarły język judeosłowiański.

Żydzi zamieszkujący pośród Słowian nie zawsze posługiwali się językiem jidisz. W okresie wczesnego średniowiecza na obszarach zachodniej słowiańszczyzny funkcjonował język knaan . Język ten, dziś wymarły,  w X wieku bazował głównie na języku czeskim, jednak w miarę ekspansji wzbogacał się o słowa z Łużyc, Polski i Słowacji dlatego często nazywany jest językiem judeosłowiańskim i zaliczany jest do języków zachodniosłowiańskich.

Nazwa języka (nawiązująca do biblijnej krainy Kanaan) pochodzi od żydowskiej nazwy ziem leżących na wschód od rzeki Łaby, odróżniający żydowską populację zamieszkującą po wschodniej stronie Łaby od aszkanazyjskich Żydów zamieszkujących na zachód od tej rzeki a także od sefardyjskich Żydów zamieszkujących Półwysep Iberyjski.

Język knaan wymarł w epoce średniowiecza za sprawą ekspansji języka jidisz i kultury aszkanazyjskiej. Ta hipoteza jest poparta dużą liczbą archaizmów słowiańskich nie będących już w użyciu wśród samych Słowian w momencie ekspansji kultury aszkanazyjskiej.

 Powyżej monety bite dla polskich wladców przez żydowskich mincerzy

Językoznawca Paul Wexler twierdzi wręcz, że język knaan jest bezpośrednim poprzednikiem jidisz, a sam język został zgermanizowany i dlatego błędnie klasyfikowany jako język germański.

Teoria Wexlera jest jednak mocno kwestionowana w świecie akademickim i uznaje się, że zapożyczenia słowiańskie w jidisz  są pózniejsze i pochodzą z okresu gdy jidisz był już w pełni uformowanym językiem i wchłoną oraz zasymilował język mniej licznej społeczności żydowskiej posługującej się językiem knaan.

Jednym z nielicznych dowodów istnienia języków judeosłowiańskich  są napisy na XII i XIII wiecznych brakteatach  polskich bitych przez żydowskich  mincerzy na dworze Mieszka III  Starego i Leszka Białego.

Jedna z zachowanych inskrypcji brzmi: משקא קרל פלסק, co transkrybuje się mškɔ krl plsk i odczytuje jako Mieszko król Polski.  Jednak najstarszym przykładem języka knaan jest list z IX wieku pochodzący z żydowskiej społeczności na Rusi.

najstarszy przykład głagolicy pochodzący z Chorwacji z wyspy Krk

Wiem, że to co napiszę nie będzie popularne w pewnych kręgach, ale nie można także wykluczyć, że oprócz istniejących wcześniej run słowiańskich, na tworzenie głagolicy,  (pierwszego pewnego pisma Słowian) obok greckiej minuskuły,  pewien wpływ na to pismo miał alfabet hebrajski. 


Nad brzegiem Jeziora Lednickiego odkryto wczesnośredniowieczny grób kobiety "gigantki"

Archeolodzy prowadzący badania średniowiecznego cmentarza nad brzegiem Jeziora Lednickiego,  odkryli grób bardzo wysokiej kobiety, nawet jak na dzisiejsze standardy. Dzięki rekonstrukcji szkieletu stwierdzono, że kobieta mierzyła aż 215 cm wzrostu ! W czasach kiedy średnia wzrostu wynosiła około 160 cm jej osoba musiał wzbudzać nie lada sensację.

Niestety jej wysoki wzrost był wynikiem choroby. Kobieta zmarła w wieku 25 lat, cierpiała na gigantyzm i akromegalię. Ważyła około 130 kg. Anna Wrzesińska, archeolog prowadząca badania nad Jeziorem Lednickim od wielu lat,  zastanawia się dlaczego kobieta spoczywa w grobie na boku,  oraz dlaczego nie dostała żadnego wyposażenia.

Dotychczas przebadano 5 tyś m2 i odkryto 700 grobów. Pochówek gigantki nie jest jedynym wyjątkowym grobem. Ciekawy jest także pochówek "mężczyzny z mieczem". Nie wiadomo dlaczego miecz ustawiono w grobie pionowo, to jest jelcem w górę. Archeolog domyśla się, że sam fakt, że mężczyznę pochowano z mieczem może świadczyć o tym, że mężczyzna zmarł bez męskiego potomka, któremu można by przekazać jego broń.

W ośmiu grobach natrafiono na czaszki z wyraznymi śladami przeprowadzonych trepanacji czaszki. Zaokrąglone krawędzie otworów w czaszkach świadczą o tym, że po oczyszczeniu ukruszonych fragmentów, pacjenci żyli a rany się zagoiły. Naukowcy są zdania, że mieszkańcy osady nie toczyli wielkich bitew, czasami dochodziło do potyczek z sąsiednimi osadami.

Urazy na kościach pochodzą częściej z wypadków przy pracy i polowań. Naukowcy są też zdania, że mieszkańcy byli w stosunkowo dobrej kondycji i cieszyli się niezłym zdrowiem. Badania zębów stwierdziły obecność paradontozy i śladowo próchnicę.

Dowodem na to, że nasi przodkowie dbali o swe dzieci i darzyli je wielkim uczuciem może świadczyć fakt, że groby dziecięce należą do najlepiej wyposażonych. Na przykład w grobie 3 letniego chłopca odnaleziono miniaturowy mosiężny toporek pochodzący z Rusi. W innym grobie dziecięcym odnaleziono ceramiczną pisankę-grzechotkę.

W 40 grobach odnaleziono monety z czasów rzymskich i monety średniowieczne, świadczące o statusie społecznym zmarłego, tak jak i przedmioty. Broń, noże, krzesiwo były atrybutami mężczyzny. Paciorki, kabłączki skroniowe, szydła, igły pozostawiano w grobach kobietom.

Naukowcy pracujący w Dziekanowicach ze studentami z Wrocławia, Torunia, Poznania zwracają uwagę, że cmentarz pochodzi z fascynującego okresu przejściowego w historii Polski. Były to początki chrześcijaństwa na naszych ziemiach. Zmieniał się obrządek pogrzebowy, z ciałopalnego na szkieletowy. To wtedy wprowadzono obowiązującą do dziś zasadę grzebania zmarłych na osi wschód-zachód.


Islamskie najazdy na Francję i bitwa pod Poitiers 732 r.

10 lub 25 pazdziernika 732 roku doszło do bez wątpienia jednej z najważniejszych bitew w historii Europy a na pewno Francji . Siły frankijskie pod wodzą majordoma królestwa Franków Karola Młota i księcia Akwitanii Odona starły się z arabskimi wojskami pod wodzą Abd ar Rahmana Ghafiki, namiestnika Al-Andalus czyli Półwyspu Iberyjskiego podbitego przez muzułmanów.

Sytuacja Europy w tym okresie była bardzo trudna. Muzułmanie atakowali  na wielu kierunkach, dążąc do rozszerzenia władztwa islamu na kolejne ziemie. Wdzierali się do Europy przez Kaukaz, oblegli także w 717/718.r Konstantynopol, najważniejsze w tym czasie centrum świata chrześcijańskiego. Tylko dzięki pomocy bułgarskiego chana Terweła, który przyszedł Bizancjum z pomocą udało się pobić Arabów, którzy zostali zmuszeni do porzucenia oblężenia i ucieczki.

Innym teatrem zmagań chrześcijan z islamskim agresorem była Hiszpania. W 711 roku do Hiszpanii przedostały się wojska Tarika, które błyskawicznie opanowały prawie cały Półwysep Iberyjski.  Muzułmanie wierni słowom swego proroka, nie zwlekali długo i już w 712 roku zaatakowali ziemie dzisiejszej Francji, dążąc do podbicia ziem niewiernych i zaprowadzenia tam wiary islamskiej.

W kolejnych latach najazdy stały się częstsze, zwłaszcza po roku 717 i sięgały coraz dalej w głąb Francji.  W 719 arabski wódz Hurr zdobył starożytne miasto Narbonne i pas ziemi w Septymanii, wzdłuż wybrzeża aż do Rodanu. Ataki chwilowo zostały powstrzymane przez księcia Akwitanii Odona, który pokonał muzułmanów w bitwie pod Tuluzą w 721 roku.

Spokój nie trwał długo, już w tym samym, roku Abd ar-Rahman wywodzący się z jemeńskiego plemienia Ghafików podjął kolejne wyprawy na ziemie Franków. W latach 725 i 726 wódz Anbaka zdobył Carcassonne i Nimes, całkowicie zajmując Septymanię. Od tej chwili arabskie wyprawy raz po raz zapuszczały się daleko na północ wzdłuż Rodanu docierając aż do Besancon i Wogezów we wschodniej Francji.

Kampania roku 732

W 732 roku Abd ar-Rahman rozpoczął nowa wyprawę na ziemie Franków. Jego armia złożona w większości z lekkiej jazdy, rekrutującej się z Berberów i Maurów  przekroczyła Pireneje gdzieś w okolicach miasta Irun w Kraju Basków. W Gaskonii muzułmanie, splądrowali stolicę regionu Auch i skierowali się na Bordeaux.

Miasto to zostało zdobyte a wszyscy obrońcy zamordowani. Odon zastąpił im drogę nad rzeką Geronna, lecz poniósł w tej bitwie klęskę. Muzułmanie zajęci byli teraz plądrowaniem klasztorów i wsi w regionie a ich marsza na Tours przebiegał bardzo powoli.

Dało to czas Odonowi na zebranie rozbitych wojsk i wysłanie gońców do Karola Młota z wiadomością o islamskiej inwazji. Skonfliktowany do tej pory z Odonem Karol Młot (rywalizowali o pozycję w królestwie), natychmiast przerwał kampanię wojenną nad górnym Dunajem i pospieszył na pomoc Odonowi.

Wyprawa Abd ar-Rahmana znacząc swój marsz pożogą, rabunkiem i gwałtem dotarła do Poitiers. Miasto postanowiło się bronić co zatrzymało pochód muzułmanów. Abd ar-Rahman podzielił swa armię. Jedną część pozostawił pod Poitiers  z zadaniem zdobycia miasta a druga wyruszyła w kierunku Loary. Muzułmanie zbliżyli się do Tours i rozpoczęli przygotowania do oblężenia.  Wtedy zwiadowcy donieśli o nadchodzących połączonych siłach Odona i Karola Młota.

Zagrożony odcięciem od południa Abd ar-Rahman wysłał przodem wozy z łupami i jeńców a sam ruszył z tyłu osłaniając karawanę z łupami.  Arabska osłona taborów staczała częste potyczki z konnicą napierających Franków. Silny nacisk oddziałów Karola zmusił Abd ar-Rahmana do wycofania się w stronę Poitiers. Wódz arabski postanowił przyjąć otwartą bitwę.

Bitwa pod Poitiers.

Do bitwy doszło po tygodniu podjazdów, potyczek i wzajemnej obserwacji i badania się wrogich wojsk. Pole walki leżało w bliżej nieokreślonym miejscu między Poitiers a Tours, prawdopodobnie w pobliżu Cenon nad rzeką Vienne.

Siły arabskie liczyły zapewne kilkanaście tysięcy wojowników, głównie lekkiej jazdy, choć niektóre zródła podają nawet liczbę 50.000 wojowników. Prawdopodobnie ustawione były w kilka linii, a na ich tyłach znajdował się obóz. Frankowie być może dysponowali przewagą liczebną nad przeciwnikiem. Jak się zdaje mieli mniej więcej po równo piechoty, jak i jazdy (uzbrojonej ciężej od arabskiej konnicy). Karol postanowił przyjąć walkę obronną, licząc na wykruszenie się przeciwnika w kolejnych atakach na swoją pozycję. Nie ma pewności co do szyku jaki przyjęło jego wojsko.

W nowszych opracowaniach historycznych podaje się, że majordom spieszył przynajmniej część swoich jeźdźców i wraz z piechurami sformował gęstą falangę na jednym ze wzgórz. Początkowo żadna ze stron nie kwapiła się do rozpoczęcia bitwy. W końcu to muzułmanie przystąpili do ataków, lecz ponawiane szarże nie przynosiły efektu a tylko straty. Lekka konnica Abd ar-Rahmana nie była w stanie tak silnie uderzyć, by przełamać szyk przeciwnika. Sytuacja ta trwała do zmroku. Wtedy odo rozkazał obejść lewe skrzydło i zmusił muzułmanów do odwrotu.

Wkrótce reszta wojsk arabskich wycofała się do obozu. . W obozie szybko rozniosła się wieść o śmierci wodza, prawdopodobnie zginął on w jednej z szarż na pozycję Franków. Żołnierzy ogarnęła panika i pod osłoną nocy uciekli z obozu, kierując się na południe. Wedle niektórych źródeł muzułmańskich Adb ar-Rahaman zdołał wycofać swe oddziały do Narbonne i tam został zabity przez swoich podkomendnych.

Następnego dnia o poranku Frankowie zajęli obóz muzułmanów bez walki. Zajęci plądrowaniem licznych łupów nie podjęli długiego pościgu aż do zupełnego rozbicia wroga. Być może obawiali się także często stosowanej przez orientalne wojska taktyki,  pozorowanego odwrotu a następnie nagłego zwrotu zaczepnego, często kończącego się rozbiciem pogoni.

Możliwe jest także, że Karol Młot nie chciał całkowitej klęski muzułmanów co wzmocniłoby pozycję Odona, który jak wiemy rywalizował z nim o pozycję w królestwie. Zabezpieczony od strony Hiszpanii Odon miałby wolne siły by szkodzić Karolowi. Zresztą Karol Młot dostał wiadomość o powstaniu Fryzów i Burgundów, które musiał jak najszybciej stłumić, dlatego śpieszyło mu się by wyruszyć na północ.

Bitwa pod Poitiers często uważana jest za jedną z najważniejszych w historii, tę która powstrzymała Arabów przed podbojem Europy. Oczywiście ważniejszym zwycięstwem było odparcie muzułmanów spod murów Konstantynopola. Jednak dla Francji i Europy Zachodniej bitwa pod Poitiers była punktem zwrotnym. Od tej pory kolejne inwazje islamskie były odpierane dość łatwo a ziemie zagarnięte przez Arabów zostały odbite (Septymania ostatecznie za Pepina II Krótkiego)  a przyszłość Francji jako matecznika  europejskiej cywilizacji i kultury została ocalona. 


Bitwa pod Lenino

12-13 pazdziernika 1943 roku 1 Dywizja Piechoty im Tadeusza Kosciuszki stoczyła bitwę pod Lenino. Wiem, że dziś w modzie jest AK i NSZ  a czyn zbrojny Polaków idących do Polski ze wschodu jest obecnie zapominany i niemodny. W większości byli to jednak ludzie, którzy nie zdążyli do Andersa i nie mieli wyboru. Wstąpienie do wojska tworzonego w ZSRR postrzegali jako jedyną szansę na powrót do domu z sowieckiej gehenny a nie walkę za komunizm w Polsce. Oni też dali swą krew i życie dla Polski i z tego powodu zasłużyli na pamięć i szacunek.

Głównym celem natarcia 1 Dywizji było, we współdziałaniu z 42. i 290 Dywizjami Strzeleckimi Armii Czerwonej przełamać obronę niemiecką na dwukilometrowym odcinku. W powstałą lukę miały wejść główne siły radzieckie, w celu dotarcia do linii Dniepru. Dywizję wspierać miały pułki artylerii lekkiej 144 i 164 Dywizji Piechoty, 538 pułk moździerzy i 67 Brygada Haubic Armii Czerwonej. Należy zaznaczyć, że obie współdziałające dywizje radzieckie liczyły zaledwie po 4 000 żołnierzy, czyli stanowiły jedynie połowę tego czym dysponowała dywizja polska.

Przed atakiem planowano zmasowane przygotowanie artyleryjskie, mające trwać 100 minut. Z chwilą poderwania się piechoty, artyleria miała stworzyć przed piechotą podwójny wał ogniowy, który przesuwałby się przed nią w odległości ok. 200-300 m.

O 20:00 11 października gen. Berling otrzymał ze sztabu armii rozkaz przeprowadzenia 12 października o 6:00 rozpoznania walką siłami batalionu. Nie będąc przekonany o słuszności takiego rozwiązania, prosił dowódcę armii o zmianę decyzji lub użycie mniejszych sił. Rozkazu nie zmieniono. Do rozpoznania wyznaczono 1/1 pp.

Powiadomiony wieczorem o zadaniu dowódca 1 pp nie poinformował natychmiast o nim dowódcy batalionu – mjr. Lachowicza. Rozkaz do rozpoznania walką przekazał dopiero o 4:00, czyli dwie godziny przed natarciem. Zaskoczony mjr Lachowicz miał powiedzieć: „No, to 50 procent mego batalionu już nie ma”. Udał się do pierwszorzutowych kompanii i przekazał zadania. Na sygnał czerwonej rakiety kompanie miały ruszyć do natarcia, podejść do rzeki Mierei, sforsować ją i zaatakować przedni skraj obrony nieprzyjaciela na kierunku wzgórza 215.5.

Rozpoznanie walką nie powiodło się i batalion poniósł ogromne straty. Niemcy byli silniejsi niż przypuszczano, posiadali duży potencjał ogniowy i zawczasu rozbudowaną obronę. Ta nierówna walka toczyła się od 6:00 aż do chwili rozpoczęcia przygotowania artyleryjskiego natarcia, a więc ponad trzy godziny.

Rozpoznanie walką za cenę olbrzymich strat (ponad 50 procent) potwierdziło opinię dowódcy dywizji, że Niemcy nie opuścili pozycji (jak sugerował gen. Gordow), a wręcz przeciwnie, wzmocnili swoje siły. Ujawniono dużą ilość nowych środków ogniowych, w tym większość na wzgórzu 215,5.

O 8:20 miało rozpocząć się przygotowanie artyleryjskie. Ze względu na mgłę, termin przesunięto o godzinę. Punktualnie o 9:20 salwa katiusz zapoczątkowała ogień artylerii. Jednak na rozkaz dowódcy 33 Armii, gen. Wasilija Gordowa skrócono czas przygotowania artyleryjskiego o 60 minut.

Decyzja ta spowodowała, że nie zniszczono większości potencjału ogniowego i ludzkiego Niemców co było przyczyną pózniejszych strat polskich. Na duże straty Polaków miał też fakt, że rozkazy przekazywane do oddziałów na froncie, dowództwo przekazywało nie szyfrowane otwartym tekstem przez radio.

Dowództwo radzieckie uznało, że Niemcy się wycofują. Było jednak inaczej. Niemcy opuścili pierwszą linie i ukryli się w przygotowanych schronach polowych. Choć ponieśli pewne straty zachowali pełną zdolność bojową.

Atak zaczął się o godz. 10:00. Wyrównana tyraliera z miejsca bez większego trudu zajęła pierwszą linię okopów niemieckich.  Zapowiadał się pomyślny przebieg dalszego natarcia i Polacy rozpoczęli szturm drugiej linii okopów. Jednak po początkowym zaskoczeniu Niemcy wrócili na pozycje i otworzyli ogień. Dodatkowo  sąsiednie dywizje radzieckie nie osiągnęły jednak takich efektów. Po chwilowym powodzeniu ich natarcie załamało się i nie ruszyło już z miejsca do końca bitwy. Poza tym artyleria sąsiednich dywizji nie zmieniła rubieży ogniowych i część polskich kompanii dostała się pod ich ogień.

Powstało zamieszanie, natarcie chwilowo wstrzymano. Pułki tylko częściowo wykonały postawione zadania, ponosząc przy tym duże straty. Zaczął się jednak kryzys bitwy, zabrakło amunicji, a czołgi nie podeszły jeszcze do rzeki i nie wsparły piechoty. Sąsiednie dywizje zostały zatrzymane na linii natarcia. 1 Dywizja wbiła się klinem na 2-3 km w ugrupowanie niemieckie, mając odsłonięte skrzydła.

Dopiero około 12:00 rozpoczęła się przeprawa czołgów przez Miereję, nie przygotowano jednak podejść do mostów. W 2 kompanii czołgów na podejściach do przeprawy ugrzęzło pięć wozów, a dwa zostały uszkodzone. Pozostałe trzy nie mogły się przeprawić. 1 kcz miała przejść po moście w Lenino. Została jednak zbombardowana przez samoloty niemieckie.

Dopiero po południu udało się przeprawić kilka czołgów. Część z nich podczas ataków na Trygubową i Połzuchy została zniszczona i uszkodzona, pozostałe wspierały piechotę z niewielkim skutkiem. Te same trudności spotkały na przeprawie artylerię. Moździerze i lekkie działa pułkowe przenoszono dosłownie na plecach, wyrywano z bagna, by przeprawić je na drugi brzeg.

O godzinie 14-00 Niemcy przeszli do kontrataku.  Mgła podniosła się wyżej i do akcji wkroczyło niemieckie lotnictwo szturmowe i bombowe. Pierwszy kontratak na Trygubową został odparty, ale drugi przy wsparciu czołgów i dział pancernych wyrzucił 2 batalion piechoty z Trygubowej. Kontratak polskiego  3 batalionu piechoty tylko częściowo załagodził sytuację a wsparcie artyleryjskie zaczęło słabnąć.

Kolejne niemieckie kontrataki odrzuciły Polaków na zachodnie stoki wzg. 215.5. Brakowało amunicji, czołgów i wsparcia artylerii. Dowódca pułku ppłk Derks utracił zdolność dowodzenia. W szeregi 1 pułku wkradł się chaos. Dowództwo przejął płk Kieniewicz, zastępca dowódcy 1 Dywizji Piechoty. Na kierunku 2 pp sytuacja nie wyglądała lepiej. Niemcy naciskali mocno a od zniszczenia pułk ocalił ogień zaporowy położony przez 67 Brygady Haubic.  Około 14:00  2 pułk został  odrzucony z rejonu Połzuch i zmuszony do przejścia do obrony.

W póznych godzinach popołudniowych rozpoczęło się wchodzenie do walki drugiego rzutu  1DP. W miejsce 1pp wszedł 3 pp. Luzowanie następowało pod bezpośrednim ogniem nieprzyjacielskich oddziałów. 1 pułk piechoty w czasie wchodzenia do bitwy liczył ponad 2800 żołnierzy, a w chwili wycofania zaledwie 500.

O 19:20 pułki 2. i 3. wsparte 16 czołgami wznowiły natarcie. Nie udało się jednak złamać oporu Niemców. Nie zdobyto ponownie Trygubowej i Połzuch. W ciągu nocy walki nie ustawały. Odległość między pułkami a wrogiem przestała istnieć. Walka toczyła się na odległość karabinu, z trudem można było rozróżnić, gdzie swój, a gdzie wróg. Cała dolina huczała wystrzałami, bój toczył się wszędzie. Mimo zaangażowania 3 pułkowi nie udało się rozwinąć natarcia. 2 pułk piechoty odparł w nocy pięć kontrataków i utrzymał linię obrony.

O godzinie 20-00 gen. Berling otrzymał rozkazy na następny dzień. Według planu o 7.45 miała rozpocząć się 15-minutowa nawała artyleryjska, a o 8:00 powinna ruszyć do natarcia piechota wsparta czołgami. W nocy uzupełniono amunicję, którą trzeba było zbierać z aż trzech radzieckich dywizji wypoczywających na zapleczu.

Rano mimo nalotów niemieckich na polskie pozycje 1 DP ruszyła do natarcia. Natarcie zostało wsparte (nieudanie) przez 1 i 2 kompanie czołgów, 3 kompania czołgów utknęła w rozlewisku Mierji i nie zdołała sforsować rzeki. Niemcy kontratakowali a po krwawym boju 2 pp odzyskał wieś Połzuchy, 3 pp mimo wsparcia czołgów nie zdobył wsi Trygubowa. Kontrataki i naloty niemieckie trwały a oba pułki przeszły do obrony. W wyniku walk 2 pp utracił Połzuchy zdobyte krwawo kilka godzin wcześniej.

Gen. Berling został wezwany na stanowisko dowodzenia 33 Armii gdzie doszło do kłótni i ostrej wymiany zdań pomiędzy dowódcami. W jej wyniku o 17-00 otrzymał rozkaz informujący, że w nocy jego dywizja zostanie zluzowana przez 164 Dywizję Strzelecką i wycofana na tyły. Do godziny 20-00 Polacy odzyskali jeszcze wieś Połzuchy. 14 pazdziernika wraz z oddziałami radzieckimi wycofali się za Miereję.

Tak zakończyła się pierwsza bitwa kościuszkowców, która nie przyniosła zmiany linii frontu. Kosztem ogromnych strat udało się zadać wrogowi duże straty w ludziach i sprzęcie.  W walkach Niemcy stracili 1500 żołnierzy, a 326 dostało się do niewoli. Zniszczono 72 karabiny maszynowe, 42 działa i moździerze, 2 czołgi oraz strącono 5 samolotów.

1. Dywizja Piechoty im. T. Kościuszki w dwudniowej bitwie straciła ponad 3 tysiące żołnierzy. Poległo, zmarło z ran lub chorób 510 żołnierzy (w tym 51 oficerów, 116 podoficerów, 343 szeregowców). Rannych zostało 1776 żołnierzy, zaginęło bez wieści 652 osób, do niewoli zostało wziętych 116. Straty polskiej dywizji wynosiły zatem 23,7 % ogólnego stanu osobowego dywizji i przewyższały procentowo straty II korpusu w walkach pod Monte Cassino. Straty takie były jednak w ówczesnych warunkach radzieckich "normalne" jak to tłumaczył Wandzie Wasilewskiej Wiaczesław Mołotow.

Dwudniowe walki na froncie pokazały znaczące braki w dowodzeniu, pracy sztabów i łączności. Także współdziałanie piechoty z innymi rodzajami wojsk budziło wiele zastrzeżeń. Bardzo źle działała ewakuacja rannych z pola bitwy, służby kwatermistrzowskie praktycznie nie pracowały. Trzeba jednak mocno zaakcentować, że dla większości Polaków były to pierwsze doświadczenia bojowe.

Mając to na uwadze należy stwierdzić, że Polacy spisali się dobrze na tle doświadczonego i dobrze uzbrojonego przeciwnika, który miał zakaz odwrotu. Osiągnięcia polskiej dywizji z powodu niezdolności do walki sąsiednich dywizji radzieckich niestety nie przerodziły się w jakikolwiek sukces operacyjny. Dlatego też z militarnego punktu widzenia bitwy tej nie można w żadnym wypadku nazwać klęską, lecz niepowodzeniem taktycznym, bardzo często zdarzającym się w czasie II wojny światowej na wszystkich frontach.


Ujawniono zdjęcia skarbu wikińskiego ze Szkocji

Ujawniono pierwsze zdjęcia skarbu wikińskiego, odnalezionego na polu w miejscowości Galloway w Szkocji. Skarb zakopany został ponad tysiąc lat temu w garnku. Ujawnione obiekty są częścią skarbu składającego się z około 100 przedmiotów.

Skarb został odkopany przez Dereka McClenna we wrześniu 2014 roku. Przez dwa lata instytucja Historic Enviroment Scotland prowadziła proces konserwacji zabytku. Specjaliści twierdzą, że jest to najważniejsze znalezisko wikińskie w Szkocji od ponad stulecia.

W skład skarbu wchodzi między innymi broszka pochodząca z Irlandii ale także złoto i kryształy oraz jedwab z okolic dzisiejszego Istambułu. Przedmioty datowane są na wiek IX i X.

Obecnie skarb znajduje się w Treasure Trove Unit, które zajmuje się wyceną tego typu znalezisk w imieniu skarbca królowej. Po określeniu rynkowej wartości skarbu, skarb zostanie zaoferowany do nabycia szkockim muzeum. Muzeum, które zdecyduje się na nabycie skarbu, zapłaci rynkową wartość znaleziska znalazcy skarbu Derekowi McClenna.


Polacy nie wkroczyli do Moskwy 9 pazdziernika 1610 roku

Jak każdego roku internety aż huczą o tym jak to Polacy 9 pazdziernika wkraczali do Moskwy. Ale czy oby na pewno wojska nasze wkroczyły do Moskwy tego dnia? Istnieją bowiem przesłanki by twierdzić, że do Moskwy Polacy wkroczyli już 29 września.

„Die 9 octobris (dnia 9 października), potem weszliśmy cicho do stolicy zwinąwszy chorągwie nieznacznie, żeby nie wiedziała Moskwa o liczbie małej wojska naszego.”

Po wielu wielu latach od tego wydarzenia tak opisał ten dzień Samuel Maskiewicz, towarzysz husarski w swych wspomnieniach. Dyjariusz Samuela Maskiewicza. Początek swój bierze od roku 1594 w lata po sobie idące.

Natomiast rotmistrz husarski Mikołaj Ścibor także po latach wspomina o wejściu do Moskwy w swym pamiętniku pt: Historia moskiewskiej wojny prawdziwa.

„Wprowadził nas tedy pan hetman (Stanisław Żółkiewski) jakoś o świętym Michale w stolicę, i sam z nami pomieszkał ze trzy niedziele.”

W zdaniu tym kryje się ważna wskazówka. Otóż świętego Michała obchodzi się właśnie 29 września. Komu więc można wierzyć? Obaj rycerze pisali swe wspomnienia po latach a jak wiadomo pamięć ludzka jest zawodna.

W rozwiązaniu zagadki pomocne mogą być wspomnienia Niemca, który w tym czasie był w Moskwie i odnotował co następuje.

„wykorzystali tę sytuację, aby niezauważenie, stopniowo, dzień po dniu, coraz większymi oddziałami przekradać się do Moskwy, aż okazało się, że około 5000 Polaków i 800 cudzoziemskich żołnierzy (znalazło się w mieście)”

Oznacza to, że pierwsze polskie odziały wkroczyły do Moskwy już 29 września a oddział towarzysza husarskiego Maskiewicza był prawdopodobnie jednym z ostatnich polskich oddziałów wkraczających do Moskwy. Tak więc teraz kiedy widzicie mem w internecie, obwieszczający datę polskiego tryumfu nad Moskalami na 9 pazdziernika, możecie spokojnie powiedzieć, że to nie prawda.