Listopad 2016

Polscy naukowcy potwierdzają średniowieczną obecność Słowian w Maroku

Na początku września pisałem o planowanej przez polskich naukowców wyprawie do Maroka. Celem wyprawy było potwierdzenie informacji zawartych w średniowiecznych,  islamskich dokumentach wzmiankujących o obecności Słowian w Maroku. Wyprawa a w zasadzie rekonesans archeologiczno- etnologiczny zakończył się i można mówić o sukcesie i obiecujących perspektywach na przyszłe właściwe już badania.

Głównym celem wyprawy było wytypowanie miejsc w, których zostaną podjęte badania poszukiwawcze legendarnej osady słowiańskiej Quarjat as-Saqaliba co tłumaczy się "wieś Słowian" . Więcej na temat samej osady i historii Słowian w świecie muzułmańskim,  można przeczytać w artykule pt "Polscy archeolodzy na tropie słowiańskiej warowni w Maroku" http://tojuzbylo.pl/wiadomosc/polscy-archeolodzy-tropie-slowianskiej-warowni-w-maroku

Polscy naukowcy przeprowadzili analizę średniowiecznej ceramiki zmagazynowanej w Instytucie Archeologii w Rabacie. Stwierdzono, że ceramika ta wykazuje podobieństwo do ceramiki słowiańskiej wytwarzanej na wyspie Wolin.

Potwierdzona została zatem pierwotna teza, że obecność Słowian w Maroku pozostawiała ślady w kulturze materialnej regionu gór Rif. Naukowcy są dobrej myśli i twierdzą, że istnienie takiej ceramiki daje możliwość odnalezienia jej przykładów w terenie i ułatwi zlokalizowanie zaginionej warowni.

Dr Piotr Maliński z Uniwersytetu  Szczecińskiego powiedział, że w czasie wyprawy starano się rozpoznać współczesną ceramikę górali Rifu. Dzięki pomocy marokańskich kolegów dotarli do ostatniego warsztatu garncarskiego działającego w odizolowanej małej wsi Idardouchen położonej wysoko w górach Rif. Warsztat ten produkuje do dziś tradycyjną ceramikę  rifańską. Naukowcy zakupili kilkadziesiąt naczyń w celu ich opracowania naukowego.

Powyżej część polskie wyprawy w terenie

Naukowcy przeprowadzili także badania powierzchniowe w dawnej stolicy królestwa Nekor,  dziś wiosce Mnoud Nekkour, wytyczono także obszary dalszych poszukiwań. Według "Księgi dróg i królestw" autorstwa Abdullaha Al-Bakriego,  Słowianie z gwardii emira po pokonaniu jego wojsk opuścili stolicę królestwa i wycofali się w góry gdzie wybydowali ufortyfikowaną osadę.

„Przeprowadziliśmy także wizję lokalną, która pozwoliła nam skorelować zasięgi jednostek fizjograficznych, czyli wzgórz, dolin, rzek, z zasięgiem jednostek etnicznych, plemiennych” - powiedział opiekun naukowy wyprawy, afrykanista prof. Ryszard Vorbrich. „Dalsze badania etnologiczne mają doprowadzić do tego, by z toponimii, czyli z nazw miejsc, wydobyć jakieś ślady obecności Słowian” - zaznaczył.

Naukowcy zaplanowali już kolejną wyprawę.  „Wytypowany przez nas obszar zostanie objęty badaniami etnograficznymi i językoznawczymi. Chcemy znaleźć toponimy, a także legendy i podania miejscowej ludności, w których mogły zachować się ślady po Słowianach. Równolegle chcemy podjąć się badań nad rękopisem Al-Bakriego, który jest naszym głównym źródłem informacji o słowiańskiej wsi. Chcielibyśmy aby historycy stworzyli własne tłumaczenie tekstu, którego oryginał znajduje się w Paryżu” - powiedział dr Wojciech Filipowiak. Pod koniec roku 2017 zaplanowane są pierwsze badania powierzchniowe w górach Rif.

Wyprawa, która odbyła się w pażdierniku była pierwszą polską wyprawą etnoarcheologiczną używającą nowatorskich metod cyfrowych. Naukowcy mieli do dyspozycji nowoczesne urządzenia do skanowania 3D przestrzeni i obiektów. W czasie wyprawy naukowcy spędzili sporo czasu w archiwach i bibliotekach, ośrodków naukowych we Francji, Hiszpanii i Maroko, zajmujących się badaniem historii, etnologii i archeologii królestwa Nekkor. Nawiązano cenne kontakty ze Stowarzyszeniem Pamięci i Dziedzictwa Rifu, Fundacją Al-Idrissi i Królewskim Instytutem Kultury Amazigh. Kontakty te na pewno pomogą polskim naukowcom w badaniach nad  tym mało znanym acz bardzo ekscytującym i fascynującym epizodem z historii naszych przodków.  


Bojowa łódz z czasów Mieszka I wydobyta z Jeziora Lednickiego

Jezioro Lednickie ujawniło swój kolejny sekret. Naukowcy z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika wydobyli z dna jeziora łódz jednopienną czyli dłubankę. Naukowcy szacują, że ich najnowsze znalezisko pochodzi z X wieku i zostało wytworzone przez rzemieślników pracujących dla Mieszka I.

 

Łódz spoczywała w mętnych wodach jeziora na głębokości 7,5 m w odległości około 75 m od brzegu jeziora. Do akcji wydobycia łodzi o długości 10 m przystąpiono na początku pazdziernika, lecz ze względu na kruchość znaleziska pośpiech nie był wskazany i prace trwały aż do 14 listopada.

Dodatkowo pracę archeologom utrudniały fragmenty drewnianej konstrukcji mostu, który zawalił się na spoczywająca na dnie łódz. Niestety łodzi nie udało się wydobyć w całość, upływ czasu, nietrwałość materiału, działające na nią ponad 1000 lat środowisko wodne spowodowało liczne pęknięcia. Z tego powodu łódz wydobyto w kilku fragmentach.

 

Co ciekawe naukowcy o łodzi wiedzieli juz od lat, gdyż łódz została zlokalizowana już w latach 90. Jednak dopiero teraz została podjęta decyzja o jej wydobyciu i konserwacji. Łodzie tego typu były bardzo popularne wśród Słowian i używano ich od VI wieku.

 

Łodzie gospodarcze służące do połowu ryb były mniejsze, natomiast łodzie bojowe sięgały rozmiarami 11m i spokojnie mieściły 10 wojowników, którzy mogli się w nich przemieszczać rzekami na setki kilometrów w czasie najazdów podejmowanych na wrogie plemiona.

 

 

Znalezisko zostało natychmiast przewiezione do Torunia gdzie przejdzie konserwację. Następnie stanie się eksponatem w Muzeum Historii Polski w Warszawie jako długoterminowy depozyt wypożyczony przez Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy.


W Izraelu odnaleziono średniowieczny granat ręczny

W Izraelu rodzina zmarłego zbieracza staroci, przekazała władzom jego zbiory wśród, których ciekawym eksponatem jest granat ręczny pochodzący z czasów wypraw krzyżowych.

W odróżnieniu od współczesnych granatów, średniowieczny granat wykonany został z grubej gliny a jego wytwórca włożył wysiłek by granat był nie tylko skuteczną bronią ale także aby posiadał walory estetyczne.

Drugą różnicą jest to, że w momencie eksplozji średniowieczny granat nie raził wroga odłamkami tak jak współczesne granaty ale był wypełniony tak zwanym "greckim ogniem" czyli  łatwopalną substancją.

Prawdopodobnie była to mieszanina oleju lub ropy naftowej  i smoły, siarki,  saletry,  soli kamiennej, żywicy i wapna palonego. Cechą charakterystyczną tej mieszaniny mógł być zapłon przy kontakcie z wodą morską co zawdzięczał zawartości wapna palonego, którego reakcja z wodą wytwarza duże ilości ciepła.

Ropa naftowa mogła pochodzić z terenów położonych nad Morzem Czarnym. Produkcja i skład mieszanki otoczone były w Cesarstwie Bizantyńskim tajemnicą. Za jej ujawnienie groziła w Cesarstwie kara śmierci.

"ogień grecki" użyto  pierwszy raz w bitwie 29 kwietnia 694 roku w czasie oblężenia Konstantynopola przez muzułmanów. Wynalezienie tego pierwowzoru napalmu przypisuje się Kalinnikosowi, choć przyjmuje się uważać, że podobna substancja znana była już w starożytności a Kalinnikos bazował na doświadczeniach starożytnych Greków.

Granaty takie używane były głównie w bitwach morskich, skutecznie wzniecając pożary na okrętach wroga. Marcel Mazliah,  przez wiele lat pracownik elektrowni w północnym Izraelu znajdującej się blisko morza znalazł granat właśnie w  morzu. Średniowieczny granat nie był najstarszym znaleziskiem w kolekcji zbieracza, niektóre eksponaty sięgają 3500 lat wstecz. 


Hieny cmentarne, czyli upiorny proceder w służbie nauki i postępu

XVIII wiek przyniósł ludzkości ogromny postęp w medycynie i wiedzy na temat ludzkiego ciała, tworząc tym samym podstawy dla współczesnej medycyny. Rzesze studentów uczęszczających na zajęcia w licznych szkołach medycznych i uniwersytetach, poznawały budowę ludzkiego ciała i funkcje poszczególnych organów.

Oczywiście wiedzę taką można poznać najlepiej przeprowadzając autopsję, w tym przypadku książki i tablice poglądowe są cennym uzupełnieniem. Zapotrzebowanie na ciała zmarłych ludzi stało się tak wielkie, że kontrolowana przez państwo (poprzez akt prawny Murder Act 1752) dystrybucja ciał  skazańców na, których wykonano wyrok, nie zaspokajała ogromnych potrzeb środowiska naukowego.

W sytuacji kiedy podaż nie zaspokaja popytu, natychmiast powstaje lukratywny czarny rynek, tak było i w tym przypadku. Szybko powstały grupy specjalizujące się w wykopywaniu świeżo pochowanych zmarłych w celu sprzedaży ich ciał naukowcom, nazywano ich "rezurekcjonistami".

Powyżej: wieża obserwacyjna na cmentarzu w Dalkeith w Szkocji. Wieża taka dawała w nocy chronienie straznikom cmentarza a w dzień umożliwiała obserwację terenu.

Proceder ten przybrał ogromne rozmiary w Wielkiej Brytanii a szczególnie w Edynburgu w Szkocji, który był w tym czasie wiodącym europejskim ośrodkiem naukowym. Wykopane ciała były w sekrecie przewożone w inne miejsca w całym kraju, zdarzały się nawet przypadki przemycania ciał za granicę.

Władze udawały, że proceder nie istnieje gdyż zdawały sobie sprawę, że sprzyja to postępowi naukowemu. Przypadki kradzieży ciał były wyciszane by opinia publiczna nie zdawała sobie sprawy z prawdziwej skali procederu. Pomimo wysiłków władz często dochodziło do zamieszek i śmiertelnych linczów na osobach podejrzanych o popełnienie upiornego czynu.

Sytuację pogarszał fakt, że zgodnie z ówczesnym prawem w Wielkiej Brytanii rozkopywanie grobów nie było traktowane jako ciężkie przestępstwo i kary za ten proceder były stosunkowo łagodne i sprowadzały się do grzywny lub krótkiego uwięzienia. Powodowało to, że spore wynagrodzenie uzyskiwane ze sprzedaży ciała,  wynagradzało podejmowane ryzyko.

W tamtych czasach, wśród religijnej ludności panowało przekonanie o dosłownym zmartwychwstaniu a także o niemożności zmartwychwstania w przypadku gdy ciało jest niekompletne. W wyniku ogromnej skali procederu i jego cichego tolerowania przez władze, ludzie zmuszeni zostali do zabezpieczania grobów zmarłych bliskich własnymi metodami.

Najczęstszym sposobem zabezpieczania trumny, było zakopywanie jej w masywnej stalowej klatce, często obciążonej kamienną płytą, najbogatsi budowali dla swych zmarłych dobrze zabezpieczone mauzolea. Biedota zaś zakopywała kamienie nad trumną tak by maksymalnie utrudnić kopanie i zniechęcić tym złodzieja.

Administracja cmentarza często posiadała własne klatki, które wypożyczano mniej zamożnym ludziom na okres 2 do 3 tygodni po, którym ciało nie nadawało się już do autopsji ze względu na daleko posunięty rozkład.

Całe parafie wspólnym kosztem budowały nawet na cmentarzach wieże obserwacyjne, powstawały także straże obywatelskie patrolujące cmentarze. Na przykład w Glasgow straż taka liczyła aż 2000 członków. Wszystkie te zabezpieczenia spowodowały drastyczny spadek przypadków rozkopywania grobów, choć nie zdołano zupełnie temu zapobiec.

Skuteczniejsze zabezpieczenia spowodowały, że zapotrzebowanie na ciała wzrosło jeszcze bardziej a razem z nim cena. Doszło do sytuacji w, której znalezli się ludzie nie wahający się zamordować człowieka by sprzedać jego ciało naukowcom jako wykopane na cmentarzu.

Głośna stała się sprawa Williama Hare i Williama Burke, którzy zamordowali wspólnie 16 osób i sprzedali ich ciała dr. Robertowi Knox. Wszystko zaczęło się kiedy osoba wynajmująca pokój od Williama Hare zmarła. Hare za poradą swego przyjaciela Williama Burke postanowił nie zgłaszać śmierci do władz, tylko sprzedać ciało Knoxowi.

Łatwe pieniądze okazały się bardzo kuszące. By je pozyskać posunęli się krok dalej. Zamordowali inną osobę wynajmującą pokój od Hare. Jak się pózniej tłumaczyli zrobili to gdyż osoba ta była ciężko chora i odstraszała potencjalnych najemców od zamieszkania w budynku należącym do Williama Hare.

Mężczyzni kontynuowali swój morderczy proceder, do momentu kiedy zaniepokojeni najemcy odnalezli ciało ich ostatniej ofiary, niejakiej Margaret Docherty, która została przez nich uduszona i zawiadomili policję. Obaj zostali aresztowani. Hare skorzystał z oferty zostania świadkiem koronnym i obciążył zeznaniami swego wspólnika Burke, dzięki czemu uniknął kary śmierci. Burke został powieszony i o ironio jego ciało zostało przeznaczone do autopsji. Jego szkielet został spreparowany i do dziś znajduje się wystawiony w muzeum w Edinburgh Medical School.

Przypadek ten i inne jemu podobne spowodowały, że na władze wywierano dużo nacisk by  należycie uregulować prawnie kwestie pozyskiwania ciał do autopsji. Parlament Wielkiej Brytanii ustanowił prawo (Anatomy Act 1832) nadające legalny dostęp licencjonowanym i monitorowanym  palcówkom do ciał zmarłych bezdomnych, sierot, porzuconych dzieci i skazańców w przypadku kiedy nikt nie zgłaszał się po ciało. Ustanowione prawo położyło kres nielegalnemu i obrzydliwemu procederowi. Podobne akty prawne ustanowiono w innych państwach europejskich zmagających się z tym samym problemem.


Sensacyjne odkrycia pod nosem ISIS w Iraku

Niemieccy archeolodzy z Uniwersytetu w Tybindze nie zważając na niebezpieczeństwo ze strony morderczego ISIS, odkryli duże i dotąd nieznane miasto z epoki brązu. Fascynujące odkrycie znajduje się w północnym Iraku koło miasta Dohuk, 45km od terytorium kontrolowanego przez samozwańczy kalifat i tylko 60km od Mosulu gdzie właśnie toczą się ciężkie walki z terrorystami ISIS.

Wykopaliska ujawniły, że w miejscu gdzie dziś istnieje malutka osada kurdyjska, 3000 lat p.n.e. założone zostało duże miasto otoczone murem, które prężnie funkcjonowało przez ponad 1200 lat. Badaniom przewodzą  prof. Peter Pfalzner z Institute for Ancient Near Eastern Studies (IANES) oraz dr. Hasan Qasim z Directorate of Antiquities w Dohuk.

Naukowcy odnalezli także na stanowisku, warstwy z epoki Akkadu, pierwszego imperium w dziejach ludzkości (2340-2200 p.n.e.). Badania prowadzone od sierpnia do pazdziernika 2016 miały charakter ratunkowy i ocaliły wiele zabytków od zniszczenia, w czasie budowy nowej drogi. O dużym znaczeniu miasta w zamierzchłej przeszłości świadczą liczne znaleziska odkryte na stanowisku.

Jak wykazały badania miasto posiadało mur obronny już w okresie około 2700 lat p.n.e. Duże kamienne budowle wznoszone były w mieście około 1800 roku p.n.e. Interesującym znaleziskiem są fragmenty ceramicznych płytek zapisanych asyryjskim pismem klinowym z około 1300 roku p.n.e. Sugeruje to, że w mieście istniała świątynia poświęcona Adadowi jednemu z najważniejszych bóstw Mezopotamii.

Adad był bóstwem  burzy, wiatru, deszczu i piorunów oraz siły niszczycielskiej.  Geneza Adada sięga okresu sumeryjskiego. Był on utożsamiany z pomniejszym bóstwem w panteonie sumeryjskim Iszkurem, którego cechy rozwinęły się w okresie babilońskim, a następnie asyryjskim, gdy Adadowi przypisano atrybuty i cechy wojskowe. O randze Adada świadczy włączanie jego imienia do imion królów.

Badania ujawniły także istnienie poza murami miasta podgrodzia. Używając pomiarów geomagnetycznych stwierdzono istnienie rozległej siatki dróg oraz dużych rozmiarów dzielnicę mieszkalną z wieloma budynkami o charakterze rezydencji a także jeden kompleks pałacowy, wszystkie budynki datowane są na epokę brązu. W czasie badań odkryto również cmentarz oraz drogę łączącą miasto z innymi regionami Mezopotamii i Anatolii, naukowcy szacują, że drogę wybudowano około 1800 roku p.n.e.

Kurdyjska wioska Bassetki w, której odkryto miasto z epoki brązu w przeszłości była już sławna a to za sprawą fragmentu pomnika z brązu odkrytego w tej wiosce w 1975 roku.  Z pomnika do naszych czasów ocalała tylko dolna część, podstawa i nogi wraz z fragmentem tułowia.

Powyżej: fragment pomnika króla Naram Sin

Dzięki inskrypcji na podstawie pomnika wiemy, że pomnik poświęcony jest władcy Akkadu o imieniu Naram Sin (2254-2218 p.n.e.), wnuka słynnego Sargona. Pod rządami Naram Sin imperium Akkadu osiągnęło szczyt potęgi. Sam Naram Sin jest jedynym znanym królem Akkadu uzurpującym sobie boskość i nazywającym się "Bogiem Akkadu". Na tej podstawie naukowcy przypuszczają, że nieznane z nazwy miasto było ważnym ośrodkiem granicznym Akkadu.

Powyżej: Stela przedstawiająca króla Naram Sin pokonującego irański lud Lullibi circa 2230 p.n.e.

Oprócz badań w Bessetki, zespół przeprowadził archeologiczny rekonesans na rozległym obszarze sięgającym granic Turcji i Syrii. W wyniku wstępnych badań określono pozycje ponad 300 wcześniej nieznanych stanowisk archeologicznych.

Cały rejon w okolicach Bessetki, określany przez naukowców jako skrzyżowanie kultur epoki brązu z Anatolii, Mezopotamii i Syrii,  jest bardzo obiecujący dla archeologów i planowane są dalsze badania w 2017 roku. Już teraz planowane są badania na wiele lat naprzód i naukowcy z Niemiec mają nadzieję na owocną współpracę z kolegami z Kurdystanu. Badania sponsorowane są przez Fritz Thyssen Foundation.


Poszukiwania kolejnej zaginionej sztolni w Sudetach rozpoczęte

Sezon na zasypane sztolnie w Sudetach  i niemieckie skarby w nich ukryte trwa w najlepsze. Po błazenadzie w Wałbrzychu  teraz pora na pogoń fantasmagorii w Szklarskiej Porębie Smile

Ludzie z magazynu Odkrywca, którym nie szkoda czasu ani pieniędzy,  rozpoczynają poszukiwania legendarnej sztolni mającej się rzekomo znajdować gdzieś na obrzeżach miasta.

Schemat jest klasyczny. Wojna zbliża się do końca, Niemcy wycofują się przez Sudety do Czech. Tajemnicza kolumna wojskowa, zmuszona jest porzucić kilka lub kilkanaście ciężarówek nie będących  w stanie przedostać się przez górskie przełęcze. Oczywiście sprzęt chowają w sztolni:)

Sprawa nie jest nowa. W latach 70 tych i 80 tych podejmowano już próby lokalizacji sztolni, bez rezultatu ( a to ci niespodzianka). Tym razem jednak ekipa Odkrywcy jest pewna sukcesu. Twierdzą, że mają pewny trop i wytypowane miejsca.

Na razie jednak trwają uzgodnienia z lokalnym nadleśnictwem. W najbliższych dniach odbędzie się wizja lokalna a prace mają ruszyć w ciągu kilkunastu tygodni.

Na planach oczywiście nie ma żadnych sztolni, lecz jej istnienie zdradza według poszukiwaczy ukształtowanie terenu. Twierdzą, że znajdować się tam może główny korytarz sztolni i mniejszy korytarz komunikacyjny.

Ekipa Odkrywcy opiera się na relacji byłego żołnierza wojsk ochrony pogranicza, który mieszkał w Szklarskiej Porębie. A teraz uwaga!  Najlepszy trop. Jesteście gotowi? W latach 90 tych pojawiła się informacja, że ktoś zajrzał do sztolni przez szyb wentylacyjny:)

Poszukiwacze nie spodziewają się, że w sztolni będzie skarb, choć nie wykluczają takiej niespodzianki. Jak wynika z ich oświadczeń zadowolą się pozostałościami sprzętu wojskowego a jeśli i tego nie będzie to odkrycie pustej nieznanej sztolni także będzie sensacją.


Ślady szamańskiego sanktuarium i obserwatorium astronomicznego sprzed 9000 lat odnaleziono pod Szczecinem.

9000 lat temu nad dzisiejszym Jeziorem Świdwie w Bolkowie koło Szczecina funkcjonowało szamańskie sanktuarium, twierdzą naukowcy, którzy odnalezli jego ślady.

Profesor Tadeusz Gliński z Instytutu Archeologii i Etnologii PAN, podkreśla, że znaleziska są unikalne na sklę nie tylko Polski ale i Europy. Kiedy naukowcy rozpoczęli badania w 2012 roku i natknęli się na resztki szałasów, początkowo uznali, że mają do czynienia z obozowiskiem myśliwych. Wraz z postępem prac i ujawnianiem nowych artefaktów miejsce stawało się coraz bardziej intrygujące i interesujące.

Powyżej: znaleziska są dobrze zachowane dzięki torfowemu i piaskowemu podłożu

Do badań wyselekcjonowano obszar o okręgu 6m i tam skoncentrowano główny wysiłek prac. Głównym punktem wytyczonego stanowiska okazała się żerdziowa konstrukcja na planie trapezu. Konstrukcja ta otoczona była kamieniami ułożonymi w równych od siebie odległościach.

Znaleziono tam także zaostrzone wbite w ziemię paliki cisowe, usytuowane tak by reprezentowały Wielki Wóz, wycinek gwiazdozbioru Wielkiej Niedzwiedzicy. Z wysokiej skarpy na, której znajdowało się obozowisko szamana rozciąga się dobry widok na całą okolicę. Profesor Gliński uważa, że miejsce to dobrze nadawało się do obserwacji gwiazd.

Powyżej: cisowe paliki użyte do wytyczenia Wielkiego Wozu

Powyżej: plan rozmieszczenia palików

O tym, że miejsce to służyło w zamierzchłej przeszłości jako sanktuarium szamańskie, mogą świadczyć według naukowców odnalezione tam liczne nietypowe artefakty. Ciekawym znaleziskiem jest na pewno drewniana kadzielnica, którą używano w obrzędach do rytualnego okadzania  miejsca, osób, przedmiotów. W ten sposób prawdopodobnie chciano uwolnić się od obecności złych mocy.

Na stanowisku odkryto także intrygujące zawiniątka, w których znajdowały się kawałki kory, kawałki drewna(sosnowego, brzozowego), trawy (kostrzewy owczej) i kości zwierząt leśnych. Profesor Gliński twierdzi, że zawiniątka należy uznać za dary, składane bóstwom jako ofiary.

Intrygujący jest fakt, że w obozowisku odnaleziono kilkanaście kamieni o dużych rozmiarach, każdy inny. Gnejs, piaskowiec, kwarcyt, granit, sjenit, dioryt. Wśród odnalezionych kamieni znajduje  się rzadko spotykany na Pomorzu czerwony granit, zupełnym zaskoczeniem było odnalezienie gagatu inaczej zwanego czarnym bursztynem a także pumeksu i szlaki pochodzenia wulkanicznego.

Powyżej: drewniana kadzielnica

Imponujący zbiór kamieni jest unikatem na skalę europejską. Wcześnie nie odkryto podobnej kolekcji na żadnym stanowisku mezolitycznym. Niektóre kamienie przebyły długa drogę zanim trafiły na Pomorze. Na przykład najbliższe pokłady skały rogowej znajdują się w Karkonoszach lub w górach Harz. Interesujące jest także to, że kamienie noszą ślady obróbki.

Najbardziej jednak intrygującym znaleziskiem jest bez wątpienia fragment meteorytu o wysokości 8 cm i szerokości 5,3cm. Meteoryt choć mały jest dość ciężki. Meteoryt stał się zapewne przedmiotem magicznym, jako obiekt nie z tego świata,  z czego na pewno zdawał sobie sprawę jego właściciel.

Powyżej: meteoryt z obozu szamana

Na terenie obozowiska porozrzucane były liczne przedmioty wykonane z poroża, kamienia oraz drewna. Ich charakter pozwala twierdzić, że związane są z obrzędami. Wśród nich wyróżnia się nietypowa w kształcie laska, drewniana zawieszka oraz kawałek kory brzozowej identyfikowany jako fragment maski obrzędowej. Wszystkie znaleziska zachowały się w dobrym stanie pomimo upływu 9000 lat, zawdzięczamy to torfowemu i piaskowemu środowisku w, którym zalegały artefakty. Badania ciągle trwają i zapewne przyniosą jeszcze wiele zaskakujących odkryć i konkluzji. Jeśli ktoś pragnie  zapoznać się szczegółowo z tym unikalnym stanowiskiem, może to zrobić poprzez lekturę magazynu "Archeologia Polski" (LX: 2015)