Maj 2017

Opuszczona wyspa Hashima była dawniej jednym z najgęściej zaludnionych miejsc na Ziemi

Wyspa Hashima, nazywana jako Gunkanjima, to opuszczona wyspa położona około 15 km od miasta Nagasaki w Południowej Japonii na Morzu Wschodniochińskim. Jest jedną z 505 niezamieszkanych wysp w prowincji Nagasaki. Godne uwagi są porzucone betonowe budynki. Wyspa jest symbolem uprzemysłowienia Japonii, była również miejscem przymusowej pracy przed II Wojną Światową.

 

W kwietniu 1974 r. kopalnia została zamknięta, a jej mieszkańcy musieli opuścić Gunkanjima, porzucając wyspę ze wszystkimi budynkami. Zamieszkana przez ponad 5 tysięcy ludzi wyspa opustoszała w ciągu kilku tygodni. Przez lata stan obiektów górniczych pogarszał się, dając wyspie niesamowitą atmosferę nawiedzania. Ze względu na niebezpieczeństwo upadku struktur, Gunkanjima była zamknięta dla publiczności, a od wielu lat można było ją zobaczyć tylko z rejsów wycieczkowych, które okrążyły wyspę.

Hashima na XIX-wiecznej, japońskiej pocztówce - źródło: www.ehagaki-nagasaki.com

Hashima została ponownie otwarta dla turystów 22 kwietnia 2009 r. Wzrost zainteresowania wyspą spowodował inicjatywę ochrony jej jako dziedzictwa przemysłowego. Wyspa została formalnie zatwierdzona jako miejsce światowego dziedzictwa UNESCO w lipcu 2015 r. w ramach japońskiej rewolucji przemysłowej Meiji w Japonii: żelaza i stali, przemysłu stoczniowego i górnictwa węgla kamiennego.

Źródło: Hisagi/Wikimedia Commons/CC BY-SA 3.0

Począwszy od lat trzydziestych XX wieku i do końca II Wojny Światowej koreańscy cywile i chińscy jeńcy wojenni zostali zmuszeni do pracy w ciężkich warunkach i byli brutalnie traktowani. Szacuje się, że na wyspie zmarło około 1300 robotników z powodu podziemnych wypadków, wyczerpania i niedożywienia.

Źródło: Flickr/kntrty/CC BY 2.0

 


Nowe znalezisko archeologów potwierdza wierzenia Słowian

Podczas prac archeologicznych na terenie słowiańskiego grodziska w Żmijowiskach (woj lubelskie) naukowcy odkryli znalezisko potwierdzające dawne wierzenia naszych przodków.

 

Kierujący wykopaliskami archeolog Paweł Lis poinformował o odnalezieniu dobrze zachowanego naczynia zawierającego w sobie ofiarę zakładzinową, którą składano opiekuńczym bóstwom domowym, starając się w ten sposób pozyskać ich przychylność.

 

Znaleziska dokonano zupełnie przypadkowo. Na terenie grodziska od kilku lat istnieje otwarte muzeum archeologiczne, które poprzez warsztaty rekonstrukcyjne popularyzuje archeologię. Na terenie grodziska jedna ze zrekonstruowanych chat słowiańskich regularnie była zalewana wodą. Dlatego podjęto decyzję by chatę przenieść w inne miejsce.

Powyżej zrekonstruowana chata słowiańska

Jako że grodzisko obfituje w średniowieczne znaleziska w miejscu w, którym chciano postawić chatę rozpoczęto wykopaliska. Ku wielkiemu zdziwieniu natrafiono na niemal identyczną chatę sprzed ponad 1000 lat. Chat była dość duża i mierzyła 5m na 4m długości i była wkopana w ziemię dość głęboko.

 

Obok wejścia do chaty na wschodniej ścianie budynku znajdował się piec kuchenny, wykonany z gliny i kamieni granitowych. Przy budowie chaty zastosowano zaawansowane techniki zrębową i sumikowo-łątkową.

 

Starym zwyczajem właściciele umieścili pod polepą podłogi tak zwaną ofiarę zakładzinową, gliniane naczynie, które zachowało się w jednym kawałku a w jego wnętrzu zachowały się szczątki roślin.  

Powyżej odnaleziona ofiara zakładzinowa

Z analiz archeobotaniczych wykonanych przez Grzegorza Skrzyńskiego z Muzeum Ziemi PAN w Warszawie wynika, że były to fragmenty roślin uprawnych: zbóż (jęczmień, proso, pszenica samopsza), soczewicy oraz roślin dziko rosnących: łobody, rdestu, szczawiu, mięty polnej. Szczególnie dużo było w tym zbiorze komosy białej, czyli lebiody.

 

Potrawą ugotowaną dla bóstw była prawdopodobnie kwaśna polewka,  na bazie komosy białej i dodatkiem łobody, szczawiu i rdestu, zagęszczona soczewicą, kaszą z jęczmienia i prosa, mąką pszenną oraz przyprawionej do smaku miętą. Ta ostatnia dobrze komponuje się z soczewicą.

 

Potrawa nie była wyszukana, był to typowy słowiański posiłek,  bogaty w składniki odżywcze.  Archeolodzy przypuszczają, że potrawę ugotowano pózną wiosną lub latem, biorąc pod uwagę sezonowość niektórych składników.

 

We wnętrzu chaty archeolodzy obok ofiary zakładzinowej odnalezli w sumie aż pozostałości 10 naczyń. 5 z nich uda się w całości odtworzyć.  Inne znaleziska z odnalezionego domostwa to liczne przęśliki tkackie, paciorki szklane i wyroby z rogownicze.

 

Bóstwem, które próbowali obłaskawić darami mieszkańcy chaty był zapewne  domowik lub uboże jak nazywany był na terenach Polski. Strzegł on domu i obejścia, pomagał w codziennych pracach, troszczył się także o zwierzęta gospodarskie. Utożsamiano go z duchem dawnego gospodarza domu.

Domowik był traktowany przez mieszkańców domu jak członek rodziny, należało pamiętać o zostawieniu dla niego pożywienia. Podczas zmiany mieszkania proszono domowika, by przeniósł się wraz z gospodarzami do nowego domu. Domowik zaniedbany mścił się na gospodarzach (np. tłukąc talerze, strasząc mieszkańców, bijąc dzieci) lub wyprowadzając się z chałupy. Mógł też nasłać na dom zmory i strzygi.

Domowik mieszkał za piecem, pod progiem lub też na strychu. Przybierał postać ubranego po chłopsku małego dziadka z długimi siwymi włosami i bujną brodą. Mógł też przybierać postaci kota, psa, węża lub szczura. Czasem przypisywano mu także towarzyszkę, domowichę lub domachę, identyfikowaną najczęściej z kikimorą. 


Czarni właściciele czarnych niewolników. Czyli temat Tabu.

Kontrowersyjnym tematem niewolnictwa już się zajmowałem na tojuzbylo.pl w przeszłości, lecz postanowiłem do niego powrócić w innym kontekście. W kontekście bardzo nie wygodnym dla pewnych środowisk i dlatego pozostającym na cenzurowanym,  w sferze tabu. Tym tabu jest kwestia czarnych właścicieli, czarnych niewolników. Jak się zaraz przekonamy skala zjawiska miała gigantyczne rozmiary i wcale nie ograniczała się do kilku odizolowanych przypadków.

 

Liberalna lewica uwielbia chłostać białych mieszkańców krajów zachodnich, za grzech niewolnictwa popełniony przez część ich  przodków, uwypuklając ponad miarę rolę białego człowieka w tym haniebnym procederze. Pomijając całkowicie fakt, że to nie biały człowiek wymyślił niewolnictwo, które jest prawdopodobnie tak stare jak rodzaj ludzki a był zaledwie jednym z wielu beneficjentów tego zjawiska na przestrzeni wieków.

 

Innym beneficjentem czerpiącym zyski z procederu niewolnictwa byli czarni mieszkańcy Afryki, sprzedający siebie nawzajem handlarzom w niewolę. Po drugiej stronie Atlantyku w Stanach Zjednoczonych zwłaszcza na południu, beneficjentami byli inni czarni,  kupujący swych pobratymców, którzy mieli za nic solidarność rasową, gdyż niewolnictwo nie zna pojęcia rasy.

 

Ktoś może właśnie robić wielkie oczy i przecierać je ze zdumienia po przeczytaniu tych słów, pytając jednocześnie. Co czarni właściciele niewolników w tych złych rasistowskich Skonfederowanych Stanach Ameryki? Tak, tak  czarni żyli tam nie tylko w roli niewolników. Na 9 milionów mieszkańców Skonfederowanych Stanów Ameryki 260 tyś stanowili czarni wolni ludzie. To właśnie w tej grupie ludności znajdowali się właściciele niewolników, niektórzy z nich byli prawdziwymi magnatami, potentatami w różnych dziedzinach gospodarki dzięki posiadaniu niewolników.

 

Z urzędowych statystyk wynika, że praktykowanie niewolnictwa pośród tych 260 tyś wcale nie było zjawiskiem marginalnym. Dla przykładu wedle spisu z 1830 roku w Karolinie Północnej co czwarty! Wolny Murzyn był właścicielem 10 niewolników a co ósmy posiadał ich więcej niż 30.  Ze wspomnianego spisu wynika także, że we wszystkich pięciu stanach południa  czarni właściciele posiadali aż 10 tyś niewolników. Wiadomo, że 30 lat pózniej w przeddzień wybuchu wojny secesyjnej liczba ta wzrosła do 20 tyś. W samym Nowym Orleanie wolni Murzyni posiadali 3 tyś niewolników.

 

By nie być gołosłownym przytoczę teraz całą garść przykładów. Niejaki Antoine Dubuclet dorobił się fortuny na produkcji cukru. Był właścicielem wielkiej plantacji trzciny cukrowej w Luizjanie. U szczytu powodzenia posiadał i zatrudniał na swej plantacji 70 czarnych niewolników. Załamanie przyszło wraz z wybuchem wojny secesyjnej.

 

Po wojnie choć biedniejszy i pozbawiony niewolników, Antoine przekazał swoim spadkobiercom pokazną sumkę 264 tyś $. Suma dziś nie robi wrażenia ale w czasach  kiedy przeciętny Amerykanin zarabiał  100 $  rocznie była to fortuna. Choć  zbiedniał po zmianie systemu należał do absolutnej elity społecznej, piastując po wojnie przez dwie kadencje stanowisko ministra finansów z ramienia republikanów w stanie Luizjana.

 

Jeszcze bogatszymi właścicielami niewolników byli Justus Angel oraz kobieta L.Horry, mieszkanka hrabstwa Colleton. Posiadali oni po 80 ludzi. Najbogatsza była jednak czarna rodzina Richardsów posiadająca aż 152 niewolników. W historii stanu Karolina Południowa zapisał się natomiast Joseph Pendarvis. Człowiek ten już w XVIII wieku był właścicielem 123 niewolników! By uzmysłowić skalę bogactwa tego człowieka trzeba zaznaczyć, że nawet wśród białych,  właściciel więcej niż 50 niewolników uważany był za ekstremalnie bogatą osobę, gdyż było takich ludzi mniej niż 1%, a w całej populacji Południa  tylko co 20 biały mieszkaniec Południa posiadał 1 niewolnika.

 

Niewolnictwo w Stanach Zjednoczonych kojarzone jest głównie z  południową częścią tego państwa, w rzeczywistości na północy też funkcjonowało niewolnictwo, także i tam beneficjentami byli Murzyni. Co prawda z końcem XVIII wieku niewolnictwo zniesiono na terenie większości stanów w praktyce proceder nadal funkcjonował. Dla przykładu w Maryland na północ od Waszyngtonu naliczono aż 500 czarnych właścicieli niewolników. W okolicach Nowego Jorku niewolnictwo istniało nawet po zakończeniu wojny secesyjnej!

 

Czarni właściciele niewolników czerpali spore zyski nie tylko z pracy swoich niewolników ale i z handlu niewolnikami oraz obrotem nieruchomości. Do potentatów posiadających na kontach bankowych po kilkaset tysięcy dolarów,  w tej branży należeli na przykład Nat Butler, Bernard Soulie czy Francis La Croix.

 

Raczej ironicznym chichotem historii jest fakt, że jednym z pierwszych ludzi na terenie Ameryki Północnej, który posiadał sądownie przyznane prawo do posiadania na własność drugiego człowieka był Murzyn. Trzeba sobie zdawć sprawę, że do połowy VXII wieku nikt za wyjątkiem przestępców nie mógł być dożywotnio skazany na bycie niewolnikiem. Po odpracowaniu 7 letniego kontraktu były właściciel miał obowiązek zwolnić ze służby służącego i przekazać mu wyprawkę w postaci ziarna siewnego, ziemi i bydła.

 

Znana jest historia jednego z takich wyzwoleńców. Niejaki Anthony Johnson w 1616 roku przetransportowany został ze swojej rodzinnej Angoli na plantację tytoniu w Wirginii.  Po odpracowaniu kontraktu dzięki wyprawce zabrał się za gospodarzenie na swoim. Anthony odniósł duży sukces i po pewnym czasie posiadał już 100 hektarów własnej ziemi. Dorobił się także 5 służących  w tym 4 białych.

 

W 1654 roku jedyny czarny sługa Johnsona niejaki John Castor uznał, że kontrakt swój wypełnił i odszedł do pracy u sąsiada Johnsona, białego plantatora Roberta Parkera. Johnson nie chciał się pogodzić z taką sytuacją i zaskarżył Parkera o bezprawne użytkowanie jego mienia ruchomego.

 

Po sądowej batalii w dwóch instancjach, sąd w imię świętej własności uznał prawo Johnsona i zezwolił mu na dożywotnie użytkowanie  Castora. Tym samym precedensowo sąd uznał niewolnictwo w Wirginii. W sąsiedniej Karolinie Północnej aż do 1670 roku nawet białym nie wolno było posiadać niewolników.

 

Ciekawostką jest, że w 1699 roku w Wirginii planowano wyekspediować na powrót do Afryki wszystkich wolnych czarnych, gdyż ich liczba bardzo wzrosła i obawiano się o porządek społeczny. Ci by uniknąć ekstradycji poczęli sprzedawać się sami w niewolę! W 1833 roku Sąd Najwyższy w Karolinie Północnej uznał prawo tak czarnych jak i białych do nieskrępowanego posiadania własności,  w ramach czego mieściło się posiadanie niewolników.

 

Czarnym najczęściej zezwalano na czynienie niewolnikami członków swej rodziny. Umożliwiało to na przykład kupowanie i mężczyznom żon a wolnym kobietom mężów. Często formalnie niewolnikami były własne dzieci a nawet rodzice. Prawo takie było bardzo praktyczne gdyż zapobiegało popadnięcie członków rodziny w niewolę  u obcych.

 

 

Sprawy przybierały brzydki obrót kiedy dochodziło do konfliktu na łonie rodziny, kiedy jedno ze zwaśnionych małżonków było właścicielem drugiego. Pewien szewc z Charlston rozczarowany zakupioną żoną po kilku miesiącach odsprzedał ją. Zarobił nawet na tej transakcji gdyż wcześniej zapłacił za nią  700$ a odsprzedał za 750$.

 

Znany jest także przypadek innego szewca. Ten nieborak został sprzedany przez swoją żonę. Fanny Canady z Kentucky miała dość popijającego ponad miarę męża więc się go pozbyła. Gorzej skończyła się rodzinna kłótnia w stanie Georgia. Wściekła na męża Dilsey Pope sprzedała go białemu farmerowi. Kiedy kobieta ochłonęła nieco i foch jej minął, chciała odkupić męża, niestety nowy właściciel nie chciał anulować zawartej transakcji.

 

Niewolnictwo odsłaniało najciemniejsze strony ludzkiego charakteru. W miejscowości New Bern w Karolinie Północnej syn sprzedał własnego ojca na plantację kukurydzy w Nowym Orleanie. W Kentucky niejaki Trimble sprzedał własne dzieci za 2200 $.

 

 

EMANCYPACJA

 

W stanie Pensylwania sprawa była prosta. Dzieci niewolników uzyskiwały status osoby wolnej wraz z osiągnięciem wieku 28 lat. W innych stanach nie było tak prosto, odkąd plantatorom zakazano spontanicznego uwalniania niewolników, teraz o nadaniu statusu wolnego człowieka decydował sąd.  Stało się tak ponieważ utworzyła się ogromna masa bezrobotnych, bezdomnych czarnych ludzi, którzy by zdobyć środki do życia popełniali przestępstwa.

 

Dobra wola właściciela oraz certyfikat moralności wydany niewolnikowi przez właściciela okazały się niewystarczające. Nawet jeśli ktoś został wyzwoleńcem w ciągu roku,  sąd mógł przywrócić  mu status niewolnika jeśli osoba ta nie radziła sobie na rynku pracy. Wielu niewolników zdawało sobie z tego sprawę i zabiegało o to by zdobyć lepsze kwalifikacje niż fizyczna praca na roli.

 

Dzięki temu wolność odzyskiwali najzdolniejsi, najbardziej zdeterminowani i ambitni niewolnicy. Dzięki swym umiejętnościom odnosili sukces i sami stawali się plantatorami i właścicielami niewolników.

 

Przykładem takiej drogi jest niejaki William Ellison z Karoliny Południowej. Jako, że byl zdolny od najmłodszych lat uczył się nie tylko kowalstwa ale też czytania, pisania i księgowości. W wieku 26 lat odłożył wystarczająca kwotę wy wykupić z niewoli siebie i swoja rodzinę. Wielkie pieniądze zarobił na produkcji odziarniarek do bawełny własnej konstrukcji. Zarobione pieniądze zainwestował w kupno 2 pierwszych niewolników i grunt pod sklep w mieście Stateburg.

 

Założył także własną plantację bawełny. Po dziesięciu latach miał 400 ha i 63 niewolników co uczyniło go największym ich posiadaczem w całym hrabstwie. Swój status społeczny zaakcentował ufundowaniem  własnej ławki w kościele, nie w nawie głównej gdzie cisnęło się pospólstwo tylko na antresoli pośród białych zamożnych mieszkańców.

    Powyżej William Ellison.

Jednak nie produkcja bawełny była głównym zródłem dochodu Ellisona. Wielkie zyski czerpał z handlu niewolnikami. Znany był z wyjątkowej brutalności i złego traktowanie niewolników z których większość stanowiły kobiety.  Jego niewolnicy byli najgorzej ubrani i odżywieni w całym stanie.

 

Po wybuchu wojny secesyjnej gorliwie wspierał Konfederatów. Przekazując na cele wojenne olbrzymie sumy pieniędzy. Armii Konfederatów zaoferował nawet swoich synów i 50 niewolników, spotkał się jednak z odmową. Archiwa pełne są podobnych przykładów. Czarni właściciele razem wystawili oddział liczący 1000 ochotników, lecz władze Konfederatów nie miały chyba odwagi posłać ich do boju i oddział został rozwiązany w 1862 roku.

 

Nie wszyscy czarni, którzy się dorobili poszli drogą Ellisona. Pozytywnym przykładem jest los Anthony Westona z Karoliny Południowej, który zdobył majątek równy 50 tyś $. Formalnie pozostał niewolnikiem lecz dzięki talentowi w usprawnianiu pracy młynów,  jego właściciel  Plowden Weston pozwolił mu na dysponowanie połową własnego czasu według własnego uznania. Zarobione pieniądze inwestował  w nieruchomości i niewolników za pośrednictwem swej żony , która była wolna kobietą.

 

Sprawy bardzo się skomplikowały dla Anthony Westona po śmierci jego właściciela, który nie wyzwolw najemnił swego podopiecznego ani nie wyznaczył swojego następcy. W takiej sytuacji na naszym bohaterem ciągle wisiało niebezpieczeństwo aresztowania przez władze stanowe i sprzedania na aukcji. Jednak reputacja jaką się cieszył chroniła go przed takim losem.

 

Anthony pozostawiał także swoim niewolnikom wiele swobody i traktował ich jako robotników najemnych. Warto dodać, że sam pozostając niewolnikiem w czasie wojny secesyjnej aktywnie popierał Konfederatów.

 

Dla kobiet natomiast  najkrótszą drogą do wolności była droga przez sypialnię właściciela. Była to tak skuteczna ścieżka, że aż 75% wszystkich wyzwalanych niewolników stanowiły aktualne lub byłe kochanki właścicieli. Dlatego też to właśnie panie dominowały wśród czarnych właścicieli niewolników.

 

Najsławniejszą wyzwoloną kobietą stała się Marie Metoyer. Po zakończeniu związku z pewnym bogatym Francuzem założyła ze swoim licznym potomstwem prawdziwą potęgę tytoniową, obrabianą przez ponad 215 niewolników. Do historii przeszła też C. Richards zawiadująca plantacją trzciny cukrowej  na której pracowało 150 niewolników.

Powyżej Marie Metoyer

Naturalną sprawą jest, że ze związków białych właścicieli z czarnymi niewolnicami pojawiły się dzieci. Dużo dzieci. Dzieci takie nabywały automatycznie wolność i szybko wytworzyła się grupa społeczna  Mulatów. Członkowie nowej klasy szczelnie się izolowali od czarnych i strzegli hermetyczności w swej grupie. Wkrótce też stali się większością pośród czarnych właścicieli niewolników.

 

Ich kolor skóry nie miał żadnego wpływu na ich relacje z czarnymi niewolnikami i był kopia stosunków pomiędzy białym właścicielem i czarnym niewolnikiem. W większości przypadków stosunków pomiędzy Mulatami a Murzynami nie niwelował nawet status społeczny, gdyż Mulaci izolowali się od Murzynów bardziej niż biali od czarnych o takim samym poziomie zamożności.

 

Tak uformowaną mutację rasizmu Afroamerykanie mieli wkrótce przenieść za ocean na kontynent swych przodków. Tworząc Liberię,  Amerykańskie Towarzystwo Kolonialne snuło wizję utopijnego raju na ziemi. Przesiedleńcy z Ameryki wbrew intencjom inicjatorów szczytnej inicjatywy, nie stworzyli Arkadii.

 

Wręcz przeciwnie przenieśli do Afryki nieudolną kopię południowych stanów Ameryki sprzed wojny domowej. Przybysze szybko uznali rdzenną ludność za niższą cywilizacyjnie i rasowo. Ludność ta został podbita i zdominowana a w Liberii rozkwitło niewolnictwo jak nigdy przedtem. Do dziś Liberia jest jednym z najciemniejszych zakątków Afryki.

 

Podane w artykule przykłady postępowania mogą szokować dziś, lecz trzeba pamiętać, że istota niewolnictwa tkwiła w modelu gospodarki Południa. Ludzie postrzegający świat przez pryzmat pieniędzy szybko zapominali o solidarności rasowej, sięgającej tylko tam gdzie zaczyna się zysk. Ktokolwiek wtedy bez względu na kolor skóry chciał uprawiać ziemię bez udziału niewolniczej siły roboczej nie był w stanie konkurować z farmerami eksploatujących tanią siłę roboczą.

 

Takie były wtedy warunki ekonomiczne. Dziś jednak istnieje tendencja postrzegania niewolnictwa przez pryzmat kategorii rasowych zamiast ekonomicznych. Rasizm, który  niewątpliwie towarzyszył czasami niewolnictwu,  moim zdaniem był skutkiem niewolnictwa niż jego przyczyną.

 

Na zakończenie trzeba także powiedzieć, że dominująca obecnie w mediach głównego nurtu tendencja przypisywania niegodziwości niewolnictwa wyłącznie białym ludziom jest wielce niesprawiedliwa i krzywdząca.  Jak już wspomniałem biały człowiek nie wymyślił niewolnictwa, mało tego biały człowiek zakończył niewolnictwo i z całą stanowczością przeciwdziałał procederowi niewolnictwa czyniąc niewolnictwo przestępstwem.

 

By wyegzekwować  przestrzeganie tego prawa europejskie państwa takie jak Wielka Brytania, Francja, USA czy Holandia wysyłały swe okręty by zwalczały handlarzy niewolników w osobie muzułmańskich władców Afryki Północnej czy przemytników na wodach oblewających zachodnie wybrzeże Afryki. O walce europejskich krajów z muzułmańskimi władcami handlarzami niewolników, która trwała do początków XX wieku można przeczytać -> http://tojuzbylo.pl/wiadomosc/biali-niewolnicy-afryki