Październik 2017

Unikalne na skalę Polski znalezisko odkryto na polu pod Oławą na Dolnym Śląsku.

Pozostałości monumentalnej konstrukcji sprzed 7000 lat odkryto na polu w okolicach Oławy na Dolnym Śląsku. W czasie archeologicznego rekonesansu lotniczego zauważono kręgi w zbożu.

 

Drewniano ziemną konstrukcję wznieśli ludzie nie znający jeszcze metalu używając prostych narzędzi kamiennych. Archeolodzy szacują, że budowlę wzniesiono około 4900-4600 lat p.n.e.Zarys konstrukcji jest bardzo wyrazny i naukowcy byli w stanie określić jej pierwotny kształt bez przeprowadzenia prac ziemnych.Budowla składa się z podwójnego systemu rowów. Po wewnętrznej stronie rowów znajdowała się centralna część obiektu, składająca się z potrójnej palisady. Do wnętrza obiektu prowadziły cztery regularnie rozmieszczone bramy.

Według dr Mirosława Furmanka z Uniwersytetu Wrocławskiego jest to tak zwany rondel, a więc typ konstrukcji bardzo rzadko spotykanej w naszym kraju. Do tej pory w Polsce odkryto tylko trzy podobne struktury: w Wenecji pod Biskupinem, w Bodzowie koło Głogowa, a w ostatnich miesiącach  pod Chojną w okolicach Szczecina. Są to najstarsze przykłady monumentalnej architektury w Europie, określane najczęściej mianem centrów ceremonialnych lub świątyń.

Archeolodzy ustalili też wstępnie funkcję odkrytej budowli. Najprawdopodobniej za palisadą odbywały się różne obrzędy i rytuały. Miejsca takie przyczyniały się do wzmacniania tożsamości i integracji grupowej, przekazywania wartości i wzorców zachowań oraz utrwalania pamięci społecznej,  sugerują naukowcy. Naukowcy nie wykluczają także, że cały kompleks był jednym wielkim kalendarzem,  a wejścia do kompleksu pełniły też funkcję związaną z obserwacjami astronomicznymi.

Rondel odkryty pod Oławą nie pełnił funkcji obronnych, choć nie można wykluczyć, że okoliczna ludność chroniła się za palisadami w razie zagrożeń.Funkcja rondeli była złożona i zapewne łączyła w sobie wiele przeznaczeń. Niektórzy z naukowców twierdzą, że miejsca takie były centrami redystrybucji dóbr. Archeolodzy planują dalsze badania konstrukcji, na razie z wykorzystaniem metod nieinwazyjnych, m.in. geofizycznych (np. z zastosowaniem georadaru), dzięki którym bez czasochłonnych i kosztownych wykopalisk uzyskają dodatkowe informacje o konstrukcji.


Zapomniane zwycięstwo, czyli II bitwa pod Parkanami

9 pazdziernika 1683 roku rozegrała się II bitwa pod Parkanami. Choć bitwa ta jest nieco zapomniana i pozostaje w cieniu wiktorii wiedeńskiej, jest być może ważniejsza niż zwycięstwo pod Wiedniem. Pod Wiedniem Turcy zostali pobici lecz nie rozbici. Armia osmańska ciągle stanowiła śmiertelne niebezpieczeństwo o czym przekonał się na własnej skórze sam Jan III Sobieski 7 pazdziernika w I bitwie pod Parkanami.


 

Wojska sprzymierzone ruszyły w pościg za Turkami i maszerowały lewym brzegiem Dunaju na Ostrzyhom. Kolumna maszerujących wojsk była podzielona na szereg mniejszych grup i rozciągnięta na dużym dystansie, co był lekkomyślne i lekceważące przeciwnika.


 

Niespodziewanie dla Sobieskiego 7 października uderzyli Turcy, rozbijając straż przednią jego armii. Sobieski na czele 4000 wojska próbował ratować sytuację. Jego odsiecz dla straży przedniej nie powiodła się i sam musiał ratować się ucieczką po wcześniejszym odprawieniu z placu boju swego syna Jakuba.


 

Sobieski przez pół mili uciekał wraz z 7 towarzyszami. Razem z królem uchodził koniuszy wielki koronny Marek Matczyński. Gdy dwóch spahisów dogoniło króla pod którym padł koń, zasłonił go rajtar o imieniu Jędrek, pochodzący prawdopodobnie z chłopów. Sobieski poczuł się bezpieczny dopiero wtedy, gdy dotarł do nadchodzącej polskiej piechoty i regimentów jazdy Karola V Leopolda.


 

Ściganym Polakom Turcy zadali znaczne straty. Przed całkowitą zagładą jazdę polską uratowała nadciągająca polska piechota i austriacka jazda, na widok których Turcy wstrzymali pościg. Przez pewien czas Turcy byli przekonani, że Sobieski poległ. Spowodowane było to tym, że znaleźli na pobojowisku ciało wojewody pomorskiego Władysława Denhoffa, bardzo podobnego do króla. Głowę wojewody odcięto i triumfalnie odwieziono do Budy.


 

II bitwa pod Parkanami.


 

8 pazdziernika Sobieski skoncentrował wszystkie dostępne siły i postanowił stoczyć z Turkami walną bitwę. Turcy także ściągnęli posiłki gromadząc 36000 wojska (głównie jazdy). Turcy rozwinęli szyki na północny zachód od Parkan (dziś Sturovo na Słowacji)


 

przy czym same Parkany obsadzone przez janczarów stanowiły osłonę lewego skrzydła armii tureckiej. Za szykiem tureckim znajdowała się rzeka Garam (obecnie Hron) dopływ Dunaju. Turcy pragnęli swym prawym skrzydłem złamać lewe skrzydło armii Sobieskiego i zepchnąć je do Dunaju.

 

Sobieski przewidział to, dlatego oparł liczące 7500 ustawionej w szachownicę jazdy i piechoty lewe skrzydło o wzgórza. W środku szyku stanęły liczące 16 000 żołnierzy wojska cesarskie (dowodzący Dunewald, Starhemberg, Ludwik Wilhelm Badeński)  piechota w centrum, a jazda na skrzydłach: na lewym Jabłonowski, na prawym Lubomirski.

 

Zadaniem lewego skrzydła i centrum było związanie Turków walką. W tym czasie prawe skrzydło polskie miało odciąć nieprzyjaciela od Parkan, uniemożliwiając w ten sposób odwrót. Dodatkowo lewe skrzydło miał osłaniać przed nadejściem Tatarów lub Węgrów Tökölego specjalny oddział Stefana Czarnieckiego, bliskiego kuzyna hetmana Czarnieckiego.


 

9 października pierwsze uderzenie Turcy przeprowadzili przeciwko wojskom cesarskim i zostali odparci. Następnie większość sił tureckich zaczęła koncentrować się naprzeciw lewego skrzydła armii Sobieskiego. Ataki jazdy tureckiej powstrzymywała swym ogniem polska piechota i artyleria.

 

Później następowały kontrataki jazdy Jabłonowskiego. Przedłużająca się walka na tym skrzydle coraz bardziej absorbowała uwagę Turków, co pozwoliło Sobieskiemu podsunąć jazdę prawego skrzydła pod Parkany i odciąć Turkom jedyną drogę odwrotu przez most. Fakt ten połączony z narastającym naciskiem sił polsko-cesarskich spowodował, że Turcy rzucili się do ucieczki.


 

Przedmoście zdobyła polska i austriacka piechota, a sam most zawalił się na skutek celnego ognia artylerii Marcina Kątskiego. Jazda turecka próbowała przeprawy przez Dunaj na Ostrzyhom, wyginęła jednak pod ogniem Polaków i żołnierzy cesarskich. Przed zniszczeniem mostu na drugi brzeg zdążył się przeprawić jedynie Mehmed na czele 800 żołnierzy. Około 2000 żołnierzy przedostało się na drugi brzeg rzeki innymi sposobami. Do niewoli wzięto zaledwie 1500 Turków, którzy poprosili o łaskę, na placu bitwy zginęło 9000 Turków.


 

Bitwa okazała się być całkowitym i dewastującym zwycięstwem wojsk dowodzonych przez Sobieskiego. W odmętach rzeki lub na kopiach husarskich poległ kwiat kawalerii tureckiej. Wielo tysięczne straty w szeregach elitarnej jazdy spahisów, zaprawionej w bojach i świetnie wyszkolonej. Były bardzo bolesne dla sułtana tureckiego. Dzięki temu ofensywne zapędy Turków zostały wyhamowane na kilka lat.


 

Praktycznie całkowita masakra spotkała kilkudziesięciotysięczną armię turecką, a droga do wyzwolenia Węgier stanęła otworem. Sprzeciw austriacki nie pozwolił jednak połączonym armiom koalicji wyzwolić krajów korony św. Stefana, co mogłoby się udać w ciągu kilku miesięcy, gdyż siły tureckie były całkowicie rozbite. Przebiegli Niemcy obawiali się niepodległych Węgier tak mocno jak Turków.