Listopad 2017

Chińscy naukowcy odnalezli skremowane szczątki Buddy.

Chińscy archeolodzy odnalezli tajemniczy sarkofag zawierający skremowane szczątki ludzkie. O znalezisku zapewne byśmy się nie dowiedzieli gdyby nie inskrypcja wyryta na sarkofagu. Odkrycia dokonano w środkowych Chinach w powiecie Jingchuan . Zdumiewający sarkofag odnaleziono wraz z 260 figurkami. 

 

 

Przetłumaczona inskrypcja brzmi następująco:

 

"Mnisi Yunjiang i Zhiming ze szkoły Lotus, która należy do świątyni Mañjuśrī  przy klasztorze Longxing w prefekturze  Jingzhou. Zebrali ponad 2000 śarīra  (skremowanych szczątków Buddy) oraz zęby Buddy oraz jego kości, które pochowane zostały w świątyni Mañjuśrī".

 

 

Mnisi Yunjiang i Zhiming spędzili ponad 20 lat zbierając szczątki Buddy, który czasami nazywany jest Gautama Budda.

 

Inskrypcja informuje także:

 

"By promować i rozpowszechniać buddyzm zbierali śarīra. By osiągnąć swój cel obaj mnisi praktykowali zasady buddyzmu w każdym momencie swego życia przez ponad 20 lat. Czasami otrzymywali oni śarīra jako dary od innych osób, czasem odnajdywali je przypadkiem, czasami je kupowali"

    Powyżej odkryty sarkofag.

Inskrypcja nie wspomina o 260 figurach buddyjskich pogrzebanych razem z sarkofagiem. Dlatego archeolodzy pod kierownictwem Hong Wu nie są pewni czy figury zostały pogrzebane z sarkofagiem w tym samym czasie. Wyniki badań opublikowane zostały w dwóch artykułach w magazynie Chinese Cultural Relics, ktory wydawany jest w języku angielskim. Hong Wu jest pracownikiem Gansu Provincial Institute of Cultural Relics and Archaeology.

 

Archeolodzy nie spekulowali na temat tego, czy zgromadzone w sarkofagu szczątki należą rzeczywiście do samego Buddy czy też nie. W przeszłości na terenie Chin odnajdywano juz podobne sarkofagi z inskrypcjami informującymi o tym ,że zawierają szczątki Buddy. W przeszłości na przykład odnaleziono czaszkę w złotym sarkofagu w mieście Nankin.

 

 

Figury odkryte razem z sarkofagiem, z których największa ma 2 m zostały wykonane orientacyjne w czasach pomiędzy dynastią Wei (386 n.e. - 534n.e.) a dynastią Song (960 n.e.-1270 n.e.) W tamtych czasach teren powiatu Jingchuan był ważnym węzłem handlowym na wschodnim krańcu Jedwabnego Szlaku. 


CIA odtajniła setki stron dokumentów dotyczących Stefana Bandery. Nie przebierali w słowach!

Elektroniczna biblioteka CIA, opublikowała kilkadziesiąt odtajnionych dokumentów (293 strony dokumentów) dotyczących Stefana Bandery, lidera Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów.

 

Dokumenty pojawiły się w elektronicznej formie 10 lat temu, jednak zostały ujawnione dopiero niedawno. W dokumentach CIA Stefan Bandera nazywany jest faszystą, hitlerowcem, niemieckim szpiegiem, podkreślana jest  także jego odpowiedzialność za zbrodnie dokonane przez UPA z polecenia kierownictwa partyjnego OUN.

 

W dokumentach potwierdza się działalność szpiegowska na rzecz III Rzeszy pod pseudonimem operacyjnym Consul II . Jednocześnie z dokumentów wynika, że po wojnie Bandera został współpracownikiem CIA.

 

W jednym dokumencie, sprawozdawca CIA nie bez wyrazów pogardy relacjonuje, stosunki panujące w OUN, opisując brutalne walki wewnętrzne ścierających się frakcji. Po zakończonych czystkach i przechwyceniu władzy w OUN, sprawozdawca CIA określił Banderę jako faworyta hitlerowskich władz na Ukrainie.

   Powyżej jeden z ujawnionych dokumentów. Stefan Bandera nazwany w nim jest zawodowym szpiegiem Hitlera o pseudonimie Consul II

 

Dla CIA było jasne, że Bandera był Niemcom potrzebny na Ukrainie jako narzędzie represji wobec mniejszości etnicznych. Zaznaczono także, że w tej kwestii był zupełnie bezużyteczny w centralnej i wschodniej Ukrainie gdzie był zupełnie nieznany.

 

Jeszcze gorzej opisane jest w tym samym dokumencie, odrodzone pod kierownictwem Bandery "państwo", które nazwane tam zostało jako "mongrel state" "skundlonym państwem". Podkreśla się, że 5 tygodni istnienia tej efemerydy, charakteryzowało się wysokim poziomem okrucieństwa i bezprawia. Autor raportu stwierdził nawet, że element prawa i legalności obecny w najgorszych nawet totalitaryzmach był kompletnie nieobecny w "państwie" Bandery.

 

Autor wspomina też, że w ciągu 5 tyg istnienia "mongrel state" ludzie Bandery zdążyli zamordować 15.000 Żydów, 3000 Ukraińców i kilka tysięcy Polaków. Na zakończenie raportu autor stwierdza, że apologeci "jednodniowych wakacji" jak określił krótkie istnienie samostijnej Ukrainy. Polegają na ułomności ludzkiej pamięci,  przedstawiając ten epizod jako heroiczny i bohaterski fragment historii Ukrainy.

 

Zdaniem autora powinno być dokładnie na odwrót.  Zwłaszcza ruch dążący do utworzenia w przyszłości wolnej Ukrainy, powinni wymazać ze swojej historii ten "haniebny hitlerowski, faszystowski epizod, który przyniósł tylko wstyd, hańbę i cierpienie". 

Poniżej link do omawianego w artykule dokumentu.

https://www.cia.gov/library/readingroom/docs/BANDERA%2C%20STEFAN_0018.pdf

Poniżej link do elektronicznego archiwum CIA gdzie można przeglądać dokumenty CIA o Banderze.  

https://www.cia.gov/library/readingroom/search/site/bandera%20consul%202


Chąśnicy. Słowiańscy piraci, postrach Morza Śródziemnego

Cały świat zna wyczyny żeglarskie wikingów,  ich odwaga oraz umiejętność  nawigacji na wysokim poziomie zaprowadziły ich na krańce  Atlantyku, Morza Śródziemnego a przez wielkie rzeki Rusi na Morze Czarne i dalej na Bliski Wschód. 

 

Trzeba jednak wiedzieć, że i Słowianie nie bali się wody i chętnie wyruszali na morza i oceany. Chąśnicy,  bo tak nazywał się słowiański ekwiwalent skandynawskich wikingów,  trudnili się dokładnie tym samym co wikingowie. Handlem, rabunkiem a w miejscach do tego korzystnych, zostawali na dłużej zakładając własne osady lub dzielnice w istniejących już miastach.

 

Zapraszam Was do fascynującej lektury o wyczynach chąśników na Morzu Śródziemnym o koloniach, które zakładali oraz o sojuszach, które zawiązywali,  w czasach kiedy sława słowiańskiego pirata wzbudzała lęk w sercach mieszkańców wybrzeży Morza Śródziemnego. Narratorem owej fascynującej opowieści, będzie wybitny polski naukowiec. Profesor Tadeusz Lewicki. Jego dorobek naukowy jest skarbnicą wiedzy,  także na temat kontaktów Słowian ze światem islamu.

Obszerny fragment pochodzi z Tadeusz Lewicki: „Osadnictwo słowiańskie i niewolnicy słowiańscy w krajach muzułmańskich według średniowiecznych pisarzy arabskich” w: Przegląd Historyczny ¾ (1952). Zapraszam.

 

 

 

"Źródła arabskie zawierają również wzmianki o osadach słowiańskich na Sycylii. Jedną z nich, a mianowicie Sclafani, wymieniają one pod r. 939. Inną osadą jest Hārat as-Saqāliba („Dzielnica słowiańska”) w Palermo, stolicy emirów sycylijskich, położona w pobliżu portu. Wiadomość o niej podaje geograf i podróżnik arabski z drugiej połowy X w. Ibn Hauqal oraz Jāqūt, który zresztą najprawdopodobniej opiera się na relacji Ibn Hauqala.

 

Ten ostatni podróżnik wymienia również inną dzielnicę Palermo, którą nazywa „Dzielnicą meczetu Ibn Saqlaba”.  O początku osad słowiańskich na Sycylii nie mamy pewnych wiadomości, możemy jednak przypuszczać, że przynajmniej niektóre z nich powstały w ten sam sposób, jak i kolonie słowiańskie w Małej Azji, tzn., że zakładali je cesarze bizantyńscy dla obrony wyspy przed Arabami. Co się tyczy Hārat as-Saqāliba, to M. Amari i przypuszcza, że zawdzięcza ona swe powstanie piratom słowiańskim.
 

Opiera się on mianowicie na informacji arabskiego historyka i geografa Abū'l Fidāy’a, (XIV w.), według którego pojawiło się w r. 928/9 u wybrzeży Maghrebu i Sycylii 30 statków piratów słowiańskich, którzy wspólnie z Arabami pustoszyli Kalabrię, Sardynię i Korsykę. Przewodził im niejaki Sārib as-Saqlabi. Amari uważa, że ci korsarze, po zakończeniu swych operacji, osiedlili się w Palermo, właśnie w tej części miasta, która zwała się Hārat as-Saqāliba.

 

Imię wodza owych słowiańskich piratów Sārib nie wygląda na imię własne, lecz wskazuje raczej na jego przynależność do słowiańskiego szczepu Serbów. Byłby to więc członek któregoś z nadadriatyckich plemion, Serbów bałkańskich. Tym korsarskim plemieniem serbskim mogli być tylko, jak się zdaje, Narentanie czyli Arentanie zwani przez Konstantyna Porfirogenetę Paganami (poganami), którzy mieszkali w dorzeczu Narenty, w południowej części Dalmacji.

 

Narentanie pozostali przez długi czas poganami (stąd ich przezwisko u Konstantyna Porfirogenety) i dopiero pod koniec IX w. przyjęli chrześcijaństwo. Wydaje się, że oni jedni spośród Serbów mogli sprzymierzyć się w początkach X w. z Arabami dla wspólnej akcji przeciw chrześcijańskim miastom włoskim. Nie wiemy, ile załogi mogły pomieścić owe słowiańskie statki korsarskie.

 

Sądzę, że nie popełnię zbyt dużej omyłki, jeżeli liczbę załogi takiego statku określę na około 40 ludzi tj. tyle, ile, według Konstantyna Porfirogenety, liczyły duże statki wojenne (tzw. sagany) sąsiednich Chorwatów. Tak więc owa grupa korsarzy słowiańskich, która dała ewentualnie początek „Dzielnicy słowiańskiej” w Palermo, mogła liczyć około 1200 ludzi.  Nazwa Hārat as-Saqāliba później zanika i w dyplomach łacińskich z XII-XIII w. zastępuje ją określenie Seralcadi (< ar. Szari' al-qādi „Ulica Sędziego”). 
 

Piraci słowiańscy na Morzu Śródziemnym w X w. nie byli zjawiskiem rzadkim.

 

Cytowany wyżej geograf arabski Ibn Hauqal powiada, że wśród okrętów korsarskich, łupiących w tej epoce wybrzeża al-Andalus, t.j. Hiszpanii muzułmańskiej, nie brakło również i statków słowiańskich. Skądinąd wiemy, że nie brakło także Słowian chorwackich i dalmatyńskich we flocie bizantyńskiej, operującej na M. Adriatyckim i Jońskim, jak np. w czasie wyprawy na Bari (w połowie IX w.) przeciwko Arabom, którzy usiłowali tam zdobyć punkt oparcia. 
 

 

Korsarze słowiańscy na południu Europy są znani już od dawna. Już w r. 526 flota słowiańska atakuje od strony morza Konstantynopol. W r. 580 Słowianie budują dla chagana awarskiego Bajana most pontonowy z łodzi na Sawie i Dunaju. W r. 626 lekkie wojenne statki słowiańskie pojawiają się na M. Czarnym, walcząc po stronie Awarów przeciwko flocie bizantyńskiej.

 

Dzięki poparciu Awarów, korsarze słowiańscy pojawiają się w VII w. również na M. Egejskim oraz na Adriatyku. Lekkie statki słowiańskie kontrolują północne wybrzeża M. Egejskiego w drugiej połowie VII w., atakując statki bizantyńskie wiozące żywność z Salonik do Konstantynopola. Śmiałość tych korsarzy była tak wielka, że oblegli oni nawet Saloniki, największy port bizantyński na Morzu Egejskim i spustoszyli Cyklady.

 

W r. 623 Słowianie napadli na Kretę i M. Azję, zaś w r. 642 na Apulię, Te ostatnia wyprawa wyszła prawdopodobnie z Dalmacji, gdzie żegluga słowiańska rozwinęła się bardzo wcześnie. Sojusz piratów słowiańskich z Arabami, o którym mówi Abū'l-Fidā nie był wcale pierwszym wypadkiem tego rodzaju, wiemy bowiem, dzięki Konstantemu Porfirogenecie, że za panowania cesarza Nicefora, zapewne w r. 805 lub 807, Słowianie napadli na miasto Patras na Peloponezie, zmówiwszy się z „Saracenami i Afrykanami”.

 

 

Profesor Tadeusz Lewicki (ur. 29 stycznia 1906  we Lwowie zm. 22 listopada 1992w Krakowie) - polski orientalista, arabista i historyk mediewista o światowym uznaniu, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego. Członek Polskiej Akademii Nauk i Polskiej Akademii Umiejętności oraz m.in. Acadèmie des Sciences d’Outre-MerAssociation Internationale d’Études des Civilisations MediterranéennesRoyal Asiatic SocietyKörösi Csoma, Polskiego Towarzystwa Orientalistycznego i Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego. Zajmował się źródłami orientalnymi (arabskimi i hebrajskimi) do dziejów Afryki Północnej i Słowiańszczyzny oraz piśmiennictwem niektórych sekt muzułmańskich, przede wszystkim sekty ibadytów. Prowadził badania terenowe w Algierii, Mauretanii, Senegalu, Kamerunie i Tanzanii.

 

Jeszcze więcej na temat kontaktów Słowian ze światem Islamu,  osadnictwie słowiańskim w Syrii i Iraku obecności w Hiszpani w linku poniżej.  http://tojuzbylo.pl/wiadomosc/polscy-archeolodzy-tropie-slowianskiej-warowni-w-maroku


Sacsayhuaman. Inkaska forteca, której precyzyjna konstrukcja zadziwia i imponuje do dziś

Sacsayhuaman to kompleks inkaskich budowli, które spędzają sen z powiek naukowców badających cywilizację Inków.  Mający zazwyczaj na wszystko odpowiedz naukowcy,  w tym przypadku są bezradni. 

 

Sacsayhuaman ( co w języku keczua oznacza sokół) wzniesione na wysokości ponad 3600 m n.p.m. W okolicach miasta Cusco stolicy imperium Inków, zadziwia precyzją spasowania poszczególnych bloków  kamiennych,  oraz skalą konstrukcji. Mury ciągną się na długości 400m na trzech poziomach,  jeden nad drugim i zbudowane są w zygzak.  

 

Materiał użyty do budowy megalitycznej konstrukcji,  wydobyty został w kamieniołomie odległym o 15 km od placu budowy. Następnie jakimś sposobem został dostarczony na miejsce budowy i tam precyzyjnie obrobiony. Obrobiony w ten sposób, by idealnie bez zastosowania żadnej zaprawy,  połączył się z innymi blokami. Największy użyty tam blok kamienny ma 9m wysokości, 5m szerokości i 4m grubości, osiągając wagę 350 ton!

Zagadką jest jak Inkowie transportowali wielki kamienie, nie znając przecież ani koła ani rolek. Posiadali jednak mocne liny, które zaimponowały także Hiszpanom, Diego de Trujillo wspomniał o nich po odbytej wizycie w inkaskim magazynie materiałów budowlanych. Inkowie prawdopodobnie budowali wielkie rampy ziemne by umieścić gigantyczne kamienie jeden na drugim.

 

Niewyjaśnione jest także przeznaczenie Sacsayhuaman oraz dokładna data jego powstania. Przypuszcza się, że budowla mogła służyć jako miejsce kultu lub jako twierdza.  Przypuszcza się również, że Sacsayhuamán stanowi głowę pumy, której kształt widoczny z lotu ptaka, tworzy razem z historyczną częścią miasta Cuzco.

Co do okresu w jakim wybudowano konstrukcję, przypuszcza się, że została wybudowana w drugiej połowie XV wieku w czasie panowania króla  Pachacuteca, względnie została w tym czasie rozbudowana na podstawie  konstrukcji wzniesionych w XI wieku. W 2008 roku archeolodzy odkryli w pobliżu Sacsayhuaman ruiny świątyni pochodzącej z czasów preinkaskich, wybudowanej przez lud tworzący kulturę  Killke    (900 do 1200 r.n.e. ).

 

Jeszcze większą zagadką pozostaje jak Inkowie obrobili twarde granitowe bloki, nie znając przecież metalu i mając do dyspozycji tylko kamienne narzędzia, których twardość i wytrzymałość  nie pozwala na obrabianie granitu. Biorąc pod uwagę powyższe, współczesnego obserwatora zadziwia  precyzja spasowania ze sobą poszczególnych elementów kamiennych. Warto zaznaczyć, że precyzja wykonania nie ma sobie równych w całej prekolumbijskiej Ameryce. 

W wielu przypadkach nie jest nawet możliwe by wsunąć pojedynczą kartkę papieru w łączenia bloków. Na precyzję wykonania zwrócili już uwagę bracia Pizarro. Relacjonowali po zdobyciu Cusco, że mury były tak wybudowane, że pomiędzy bloki kamienne nie dało się nawet wcisnąć igły.  Zagadką dla współczesnych pozostaje to jak Inkowie zdołali wybudować tak imponującą budowlę, posiadając tak skromne środki techniczne.

Po zdobyciu Cusco Hiszpanie rozebrali wiele ze znajdujących się tam budowli, w tym częściowo świątynię Słońca Coricancha (Złoty Dziedziniec) będącą miejscem koronacji i pochówku inkaskich władców. Świątynia, która wyłożona była panelami ze złotej blachy została oczywiście obrabowana. Hiszpanie oszczędzili tylko mumie władców siedzących na pozłacanych tronach. Budulec użyli do budowy nowych budowli dla administracji oraz kościoła św. Dominika.

 

Kościół ten uległ zniszczeniu podczas trzęsienia ziemi w 1950 roku.  Dzięki trzęsieniu ziemi odsłonięte zostały mury dawnej świątyni. Inkaskie budowle, w przeciwieństwie do hiszpańskich, są odporne na trzęsienia ziemi. Swą wytrzymałość zawdzięczają prawdopodobnie właśnie precyzji wykonania.

 

Zaokrąglone rogi kamiennych bloków i  różnorodność  ich nawzajem zazębiających się kształtów,  przyczynia się do wysokiej odporności na drgania wywołane przez trzęsienia ziemi. Inaczej niż europejskie mury, wybudowane na sztywno, połączone zaprawą  inkaskie mogą "pracować" co chroni je przed zawaleniem w czasie wstrząsów tektonicznych.