O propinacji i o tym kto rozpijał chłopów

Kategorie: 

Public domain

Nie ma chyba w historii Polski bardziej gorszącego przykładu eksploatacji klas niższych społeczeństwa,  przez uprzywilejowane stany niż instytucja propinacji. Instytucja ta obok pańszczyzny oraz lichwy była główną przyczyną permanentnego ubóstwa chłopów w Rzeczpospolitej. Instytucja ta była nie tylko niecnym sposobem eksploatacji finansowej chłopów ale też narzędziem pogłębiającym i utrzymującym ich poddaństwo. Była też przyczyną powszechnego pijaństwa wszak nie od dzis wiadomo, że łatwiej rządzić pijanym, odurzonym  społeczeństwem.

 

Pierwowzoru propinacji uchwalonej przez sejm w 1496 roku należy szukać głęboko w średniowieczu. Już Bolesław Chrobry fundując arcybiskupstwo gnieźnieńskie obok szeregu różnych nadań uposażył arcybiskupstwo w dziesięcinę z karczm. Karczma wielokrotnie pojawia się w spisach dóbr klasztornych i probostw średniowiecznych będąc źródłem dochodów i utrzymania tychże,  na przykład w "Księdze uposażeń" Jana Długosza.

 

W średniowieczu karczma jest integralną częścią historii Koscioła. Jak dowiadujemy się z zachowanych sprawozdań inspekcji biskupich w probostwach. Często proboszcz po zamknięciu koscioła otwierał karczmę mieszczącą się w plebanii i sam prowadził sprzedaż piwa, miodu i okowity.

Czymże zatem była ta propinacja uchwalona przez szlachtę na sejmie w roku 1496 a sięgająca swym rodowodem średniowiecza? Propinacja to wyłączne prawo własciciela dóbr ziemskich do produkcji i sprzedaży alkoholu w obrębie swych dóbr oraz do sprowadzania wyrobów alkoholowych z innych miast i czerpania z tego dochodów.

 

W drugiej połowie XV w karczmy zostały opodatkowane przez państwo. Najłatwiej podatki można było zebrać w miastach królewskich. Starostowie królewscy poprzez odpowiednie praktyki fiskalne uzależnili od siebie szlachtę, klasztory, proboszczów i chłopów karczmarzy którzy nie posiadali własnych browarów i gorzelni. Szlachcie taka sytuacja nie była na rękę i z tego powodu postanowiła przepchnąć korzystną dla siebie ustawę na sejmie 1496 roku. Oto najważniejszy jej fragment.

„Panów dóbr i ich poddanych zachować w tej wolności, że wolno każdemu piwa i inne napoje skądkolwiek brać i sprowadzać oraz we wsiach i innych miejscach dzierżenia ich warzyć lub warzyć kazać i skądkolwiek by woleli albo chcieli wziąć, mieć je, szynkować i używać swobodnie bez wszelkiej obawy zakazu, zajęcia lub kary ze strony króla lub starostów”

Obok karczem książęcych i kościelnych istniały karczmy szlacheckie, nadawane panom na mocy przywilejów książęcych i traktowane były jako „pożytek” związany z posiadaniem dóbr ziemskich. Taki „pożytek” często był oddzielony od gruntów i podlegał sprzedaży lub dzierżawie na rzecz osób trzecich.

 

Tym sposobem czasami powstawały karczmy chłopskie. Przywilej na prowadzenie karczmy mogli chłopi wykupić od pana lub starosty w królewszczyznach. Przywilej propinacyjny mógł otrzymać także sołtys zasadzca nowej wsi lub wybraniec lokowany na łanach wybranieckich.

 

Przywilej propinacyjny z 1496 r  obejmował teoretycznie także chłopów, lecz wraz z upływem czasu gdy poddaństwo osobiste chłopów zamieniło się w formę niewolnictwa. Karczmy chłopskie zniknęły, zniszczone przez konkurencję karczem szlacheckich, które rzecz oczywista wspierane były rozporządzeniami szlachciców propinatorów, będących jedynymi prawodawcami i rządcami chłopów w swych włosciach. Wykorzystywali oni swą władzę dla bogacenia się. W konsekwencji tego w wieku XVII i XVIII propinacja przerodziła się w lukratywny monopol szlachecki.

 

W celu wsparcia monopoli szlacheckich, szlachta wykorzystując poddaństwo chłopów zamieszkujących w ich posiadłościach. Narzuciła chłopom obowiązek zakupu ustalonego kontyngentu alkoholowego. Pod grozbą  surowych kar chłop ze wsi szlacheckiej miał zakaz picia w obcych karczmach, zakaz obejmował także sprowadzanie alkoholu na własny użytek z obcych karczm i browarów

 

Należność za kontyngenty i ewentualne zaległości traktowane były jako zaległości w zapłacie danin publicznych i ich egzekucja często kończyła się zajęciem majątku dłużnika jeśli takowy dany delikwent posiadał. Nawet jeśli zdarzyła się sytuacja, że dwór miał zapłacić chłopu za jego świadczenia. Płacił mu nie gotówką lecz asygnatami na pobór alkoholu z pańskiej karczmy! Tak więc propinacja była obok pańszczyzny drugą formą odbierania chłopom dorobku ich ciężkiej pracy.

 

W średniowieczu w karczmie wszystkie stany były równe. Chłopi i mieszczanie na jednej ławie siedzieli ze szlachtą i klerem. Popijając piwo i miód, pogrywając przy tym w kosci. Jak wspomniałem kler często osobiście parał się szynkarstwem. Jednak w roku 1279 legat papieski przywiózł do Polski papieskie rozporządzenie, zakazujące klerowi trudnienie się szynkarstwem.

 

Stary obyczaj trudny był do wykorzenienia i w roku 1423 wizytacja w diecezji włocławskiej wykazała wielu plebanów szynkujących piwo w swych plebaniach. Duchownym  za picie w karczmie groziła kara trzech grzywien lub miesięczny areszt w klasztorze. Synod uniejowski z 1326 roku nakazał klerowi swiecenie przykładam i tym samym zniechęcanie narodu do pijatyk.

 

Jedyną okolicznością usprawiedliwiającą wizytę księdza w karczmie była według tego synodu „słuszna przyczyna” .Za taką słuszną przyczyną mogło być uznane zaproszenie od „poważnej osoby”. Jak widać pijatyka była łatwa do usprawiedliwienia.

 

Władze kościelne nie ustępowały i zaostrzały kary dla księży nawiedzających karczmy. W 1529 r biskup Karnkowski zagroził więzieniem wszystkim księżom chodzącym do karczem. W Płocku kapituła katedralna groziła swym księżom klątwą koscielną za chodzenie do karczem.

Tym sposobem ustawodawstwo kościelne wygoniło kler z karczem. Pozostała tam jeszcze szlachta lecz też nie na długo. Konstytucja z roku 1576 skodyfikowała nie pisane prawo ziemi mazowieckiej, zakazujące szlachcie przesiadywania z chłopstwem w karczmie. Oto fragment tej konstytucji.

„ Szlachcice w karczmie nie mają bywać, gdy im powoli umyślnego obcowania miewać ani z kmiotkami w rząd siedzieć i piwa pić przystoi”

Zakaz ten był traktowany poważnie o czym może świadczyć fakt, że chłopu który poranił lub nawet zabił szlachcica w karczmie. Występek taki uchodził płazem, gdyż ta sama konstytucja stanowiła co następuje.

„jesliby szlachcicowi tak w karczmie umyślnie w rzędzie z chłopy siedzącemu będącemu i pijącemu przydało się, żeby przez kmiotka albo kmiotki ubit  abo ranion był, gdy to uczyni on kmiotek, od wszystkich win i płacy onego bicia będzie wolen skutecznie od wszystkiego”

Zasada ta utrzymywała się do końca I Rzeczpospolitej i pokazuje z jaką pogardą szlachta traktowała chłopów, którzy byli dla nich kmiotkami i śmierdzielami z którymi szlachcicowi nie godziło się obcować. Pieniądze wyszarpane chłopu za alkohol im jednak nie śmierdziały.

 

W połowie XV wieku w karczmach w Polsce zaczyna się pojawiać wódka wczesniej nie będąca trunkiem oferowanym w karczmach. Ironicznym faktem jest, że propagatorem picia wódki był lekarz Michael Shrick z Augsburga. Napisał on nawet dzieło naukowe w którym wódkę przedstawia jako lekarstwo na wszystkie dolegliwości. Według niego picie wódki pozwalało na zachowanie piękności i sprzyjało dobrej pamięci!

 

Od początków XVI wieku zaczęto na szeroką skalę produkować i pić wódkę. Nie wytwarzano jej jednak ze zboża gdyż uważano to za grzech śmiertelny. Polakom picie wódki wielce podeszło co nie uszło uwadze władz które opodatkowały wódkę. Z czasem wódka zdetronizowała ulubione trunki Polaków jakimi były piwo i miód pitny zastępując je jako najpopularniejszy alkohol serwowany w karczmach.W aktach prawnych wódka nazywana była „prostą” „przepalanką” „okowitą” lud miał swoje nazwy dla wódki takie jak „śmierdziucha” czy też „szmorgawica”.

 

Piwa bywały rodzimej produkcji, pito także droższe piwa importowane z Brna, Wrocławia czy Świdnicy a nawet sprowadzano smakowite piwa angielskie typu Ale. Dobre piwo sporządzane  dla zamożnej klienteli wyrabiano z pszenicy. Dla chłopów wyrabiano piwo z poślednich składników takich jak owies, tatarka czy jeżyna.

 

Wino sprowadzano oczywiście w największej ilości z Węgier ale też z odleglejszych krain takich jak Włochy Francja, Hiszpania czy z krajów niemieckich i austriackich. Wina takie pite były oczywiście  na dworach magnackich i dworze króla a nie w karczmach chłopskich.

 

Karczma była nie tylko miejscem gdzie pito alkohol. Szynkarz prowadził także sklep ogólny z mięsem i innymi produktami spożywczymi. Sprzedawał też owies i siano. Był tez pachciarzem dworskim załatwiającym wszelkie interesy pomiędzy dworem i chłopami mając z tego naturalnie prowizję.

 

Jako, że prawo i godność zakazywały szlachcie i klerowi wchodzenia do karczmy musieli oni się posługiwać innymi ludzmi którzy prowadzili dla nich interes. Oddawali oni zatem karczmy w zarząd arendarzom, grupą która była szczególnie zainteresowana tego typu biznesem byli Żydzi, którzy z czasem opanowali niemal na wyłącznosć ten sektor gospodarki.

 

Żyd arendarz stał się dla szlachty i kleru kurą znoszącą złote jaja. W imieniu dworu trudni się obok sprzedaży alkoholu obsługą monopolu sprzedaży soli i zboża na przednówku a także obsługuje powierzony mu monopol młynny.  Na wschodzie kraju Żydzi dzierżawili nawet  od panów cerkwie czerpiąc zyski z poboru opłat za obrzędy religijne i użyczaniu kluczy do cerkwi!

Delegaci rządu austriackiego panowie Haugwitz i Procop którzy podróżowali po Polsce zaznaczyli w swym opisie dróg polskich, że wszystkie karczmy na drodze z Krakowa do Warszawy prowadzone były przez Żydów. Miały to być miejsca tak brudne i nędzne, że były wielkim utrapieniem dla podróżnych.

 

Austeria wybudowana przez Jana Biberstaina- Starowieyskiego w Choczni była ponoć tak brudna, ciemna i zakopcona wewnątrz, że wchodzący nie poznawali ludzi siedzących w srodku. Na zewnątrz gnój miał sięgać okien.

 

Pewien Niemiec zwiedzający Polskę w XVIII w pozostawił po sobie książkę zatytułowaną „Obraz narodu polskiego” w książce tej poczynił ciekawą obserwację

„ bez księdza i bez Żyda szlachcic polski się nie obejdzie, jak cień za nim idą. Czego Żyd na nim nie wymoże, zrobi to kapelan, zwykle mnich z najbliższego klasztoru”

Puszczanie propinacji w pacht Żydom było zjawiskiem powszechnym w majątkach szlacheckich zwłaszcza na wschodzie kraju. Jedno tylko województwo sieradzkie w 1786 roku zabroniło oddawania karczem Żydom pod grozbą kary 500 grzywien i sześciu niedziel w wieży.  W 1776 roku Żydzi dostali zakaz prowadzenia karczm w miastach królewskich.

 

W 1789 roku władze austriackie Galicji zakazały Żydom prowadzenia karczem i dodatkowo osiedlania się na wsi jeśli nie trudnili się rolnictwem lub rzemiosłem. Niestety w roku 1848 prawo to zostało uchylone i szlachcice propinatorzy zapraszali na swe ziemie Żydów tak by każdy szlachcic miał „swojego Żyda”

 

Ci sprytni lichwiarze sami cechujący się trzeźwością, przy pomocy wódki i procesów wekslowych za kredytowaną wódkę z kontyngentu który chłop musiał obowiązkowo wykupić. Pozbawiali na licytacjach zadłużonych po uszy chłopów ziemi i dorobku życia.

 

Karczmarze jak to bywa w życiu. Próbowali kantować nie tylko swą klientelę ale też właścicieli karczem które mieli w arendzie od szlachty i kleru. Karczmarzom łamiącym monopol propinacyjny groziły surowe kary. Jednak jak się zaraz przekonamy na przykładach nie odstraszało to rządnych zysku oszustów.

 

Niejaki Mikołaj Włoch „cudze gorzałki przenosił i szynkował w pańskiej” Dostał za to grzywnę i więzienie. Mikołaj Włoch okazał się recydywistą i przy kolejnej rewizji znaleziono u niego baryłkę obcej wódki. Sąd wójtowski obliczył straty na kilka lat wstecz na kwotę 1280zł .

 

Karczmarz nie miał tak dużej kwoty dlatego jak to ujęto „zasłużył gardło”. Miał szczęscie i okazano mu łaskę, dekretem odebrano mu zagrodę, chałupę oraz skazano na banicję ze szlacheckiego „państwa suskiego”. Synów którzy w procederze mu pomagali sąd skazał na kajdany i konfiskatę zboża.

 

Inny karczmarz z 22 letnim stażem zwany Cipcia (nie smiejcie się to nie jego wina) został złapany w 1707 r na przemycie wódki z Kęt. Dekretem sądu odebrano mu na rzecz zamku bydło, budynki i grunt  „a to jemu na ukaranie a drugim na pokajanie”

 

Karczmarze moralnością nie grzeszyli i jak by im mało było zysków z pachciarstwa i arendy nie gardzili innymi źródłami dochodów nawet z prostytucji. Niejaki Jędrzej Hereńczyk który będąc karczmarzem i zarazem wójtem przysięgłym przemienił swą karczmę w dom publiczny gdzie zatrudnił banitkę z „państwa suskiego” Zofię Mikołajczankę i używał tą „rozpustną białogłowe dla swywoli”. Do tego Jędrzej klientów oszukiwał choć cechowane naczynia otrzymywał.

 

Proceder ten kwitł w najlepsze i pewnie karczmarz pozostał by bezkarny. Jednak Jędrzej był pazerny i czynszu i innych powinności nie odprowadzał choć dochody miał znaczne. Zaniepokojony tym dwór zarządził rewizję, która ujawniła wszystkie szwindle karczmarza. Za nie moralny proceder sąd wójtowski skazał Jędrzeja Hereńczyka i Mikołajczankę na leżenie krzyżem w kosciele w każdą niedzielę w czasie postu. Za fałszowanie kwart, kwaterek i garnców pozbawiono go funkcji karczmarza.

 

Propinacja i karczma odgrywała też dużą rolę polityczną gdyż będąc obok pańszczyzny największym źródłem dochodów szlachty. Pozwalała wielu szlachcicom na realizowanie własnych ambicji politycznych dając srodki na na ubieganie się o lukratywne urzędy i prestiżowe tytuły. Inni drobni bracia szlachcice korzystali na tym także. To o ich przychylność wódką i jadłem na sejmikach i sejmach zabiegali panowie kandydaci.

 

Łatwo sobie wyobrazić jakie spustoszenie musiało to wywołać w kulturze politycznej kraju i w konsekwencji odbić się na jego kondycji. Wgląd w obyczaje sejmowe daje Jędrzej Kitowicz(1727-1804) w swoim „Opisie obyczajów i zwyczajów za panowania Augusta III „

 

Kiedy data i miejsce sejmu zostały wyznaczone. Szlachta z całego kraju tłumnie sciągała na pole sejmowe, często zwożona na sejm przez magnatów. Rozkładane było obozowisko w którym szlachta lokowała się na czas sejmu. Kucharze magnatów i różnych trybunów szlacheckich rozkładali polową garkuchnię w której gotowali dla szlacheckich popleczników swego pana.

 

Podawano wtedy różne pieczenie wołowe, wieprzowe i dróbiowe na pieprzno, kwasno, czy słono tak by jak to wspomina Jędrzej Kitowicz w swych pamiętnikach.

„  …lepiej do trunków zaostrzało pragnienie. Od rana dano wódki raz, drugi, trzeci, postawiono na stole kilka bochnów chleba, kilka brył masła i kilka pieczeni w zrazy pokrajanych, co naprędce w stojaczki między siebie rozerwano, kto czuł po tym posiłku pragnienie dawano mu piwa”

Tak nażartą i napitą elitę rycerską  prowadzono na miejsce sejmu „ nauczonych co mają utrzymywać lub czemu mają przeszkadzać” Po obradach i głosowaniu brać szlachecka spieszyła na powrót do garkuchni gdzie raczono ich napitkiem i jadłem do białego rana na koszt pana magnata. Taką biesiadę  opisuje Jędrzej Kitowicz w następujący sposób.

„ Ordynaryjnie taką szlachtę pojono winem z gorzałką zmieszanym, dla prędszego zawrotu głowy, i piwem dla ochłody pragnienia. Pijąc tedy na przemianę raz owę mieszaninę wina z gorzałką, drugi raz piwo, prędko się i niewielkim kosztem popili. Popiwszy się, wywracali się, i tam zaraz, gdzie który spali przy stole, pod stołem, pod płotem, na srodku ulicy, w rynsztoku, w błocie, gdzie kogo nogi taczające się zaniosły”

W takim stanie niektórzy rycerze dalej „głosowali” ale już w rowie przy akompaniamencie własnych ejekcji żołądkowych i obowiązkowego zawołania liberum veto! Niejeden nieborak obudził się nad ranem w samych kalesonach okradziony z ubrania i szabli przez trzeźwiejszego brata szlachcica.

 

Po tak przykrym przebudzeniu czekała jeszcze naszego rycerza długa droga piechotą do domu. Gdyż magnat co go przywiózł na sejm, zwinął skoro swit garkuchnię i wyszynk i slad po nim zaginął. Marszu do domu nie ułatwiał ból głowy który musiał być widocznie skutkiem ubocznym wyczerpujących obowiązków sejmowych.

 

Nasuwa się szybko jedna refleksja, państwo tak zarządzane musiało upaść i upadło.

 

Wszechobecne pijaństwo stymulowane propinacją odbijało się nie tylko na jakości sejmowania ale też odcisnęło swe piętno na jakości systemu sądowego państwa. Już Kazimierz Wielki nakazywał by sądy sprawowano tylko rano na czczo by po pijanemu nie sądzić. Później ten zwyczaj musiał zaniknąć skoro w 1765 r spotykamy instruktarz z posiadłości jaworowskich który nakazuje.

„ Urząd miejski, gdy jakową sprawę sądzić będzie, nie po pijanemu, ale po trzyzwu, na stole w urzędowej izbie nie kwarta gorzałki lub konew miodu, ale krucyfiks i Sakson być ma…”

Ważne w procesie sądowym osoby takie jak kat (oprawca) jego pomocnik (hycel) oraz policjant (ceklarz) wykonujący tortury. Będąc pod wpływem alkoholu męczyli strasznie podejrzanych co piętnuje Groicki w „Porządku sądów miejskich”

 

Gorzej nawet było po wsiach gdzie sądy wójtowskie skazywały winnych na ufundowanie sądowi kilku garnców wódki. W księdze sądowej ponikiewskiej odnajdujemy w 1765 roku, że przy ugodzie Lenia z Gancarczykiem sąd, strony i świadkowie wypili trzy garnce gorzałki bo jak to ujęto „ każdemu trzeba było gardło zapchać i natłoczyć aż po widełki”. Karne achtle piwa i garnce gorzałki zasądzane były regularnie w sądach gromadzkich  Andrychowa i Wadowic.

 

Historia propinacji   kończy się ostatecznie na ziemiach polskich dopiero pod władzą zaborców. Najwcześniej w zaborze pruskim w 1845 roku,  w austiackim w 1889 roku a w rosyjskim w 1898 r. Przy okazji zniesienia propinacji w zaborze austriackim do Wiednia najechała się cała masa galicyjskich chałaciarzy protestując i grożąc cesarzowi rewolucją jeśli ten nie zaniecha zamachu na ich odwieczne prawo arendy karczm od szlachty.

 

W zaborze austriackim szlachta zdołała wynegocjować od rządu odszkodowanie za zniesienie propinacji. W zaborze rosyjskim natomiast propinacja zeszła śmiercią naturalną a tam szlachta nie miała odwagi zapytać cara o odszkodowanie z publicznych pieniędzy. Tak oto zakończyła swój żywot szkodliwa instytucja propinacji, która przez niemal 900 lat gnębiła lud polski a jej skutki w moim odczuciu widoczne są do dzis w naszym społeczeństwie, odzwierciedlając choćby kulturę picia Polaków. 

 

 

 

Ocena: 

5
Średnio: 5 (1 vote)

Skomentuj