Czerwiec 2012

W Egipcie odnaleziono święte jezioro z czasów faraonów

Egipscy archeolodzy odkryli święte jezioro w ruinach świątyni bogini nieba, Mut. Odkrycia dokonano na terytorium, które zajmowało starożytne miasto egipskie Tanis.

 

Święte jezioro znajduje się pod ziemią na głębokości 12 metrów i jest to sztuczny staw ułożony z bloków wapiennych o długości 15 metrów każdy. Według archeologów akwen zachował się do naszych czasów w dobrym stanie.

 

Jest to już drugie święte jezioro, jakie zlokalizowano w Tanis. Pierwsze odkryto w 1928 roku. Samo miasto było przez pewien okres czasu stolicą Starożytnego Egiptu. Miało to miejsce do panowania 21 dynastii faraonów.

 

Pierwsze niewątpliwe ślady istnienia miasta należą do czasów określanych, jako 12 dynastia. Miasto położone jest we wschodniej części Nilu. W tej chwili oprócz ruin znajduje się tam wioska rybacka San zaludniona przez w większości przez Koptów.

 


Posiadanie kolonii mogło być warunkiem rozwoju Rzeczpospolitej, Polska czyniła starania w ich pozyskaniu

Historia kolonii Rzeczpospolitej sięga 1639 roku. To wtedy naszym lennem było Księstwo Kurlandii, którego kolonią był Trinidad i Tobago. To trwało do 1693 roku. W tym samym czasie polskim lennem a więc i kolonia była afrykańska Gambia. Potem utraciliśmy ziemie zamorskie na długi czas a idea pozyskania kolonii odżyła jeszcze w latach późniejszych dzięki Beniowskiemu.

 

Trudno jednak mówić o koloniach w czasie, kiedy nie było na mapach takiego kraju jak Polska. Na dobre temat kolonii powrócił w czasach nazywany u nas Drugą Rzeczpospolitą. W latach trzydziestych powołano organizację, o nazwie Liga Morska i Rzeczna. Była to organizacja mająca w celu statutowym propagowanie silnej floty Rzeczpospolitej i niejako naturalnym celem wydawała się kolonizacja.

 

W latach trzydziestych ubiegłego wieku posiadanie kolonii wydawało się naturalnym potwierdzeniem mocarstwowej pozycji Polski. Poza tym spodziewano się, że kolonie będą impulsem rozwoju gospodarczego. Liga Morska i Kolonialna była w drugiej Rzeczpospolitej bardzo wpływową organizacją skupiającą ponad milion członków. Początkowo był okres kolonizacji osadniczej na zasadzie skupowania terytorium obcych państw.

 

Ze składek finansowano między innymi zakup ponad 7000 hektarów ziemi w brazylijskim stanie Parana. Tam pierwsi polscy osadnicy wyjechali w 1935 roku. Podróż każdej rodziny kosztowała około 3000 zł, co w ówczesnych cenach było dość dużą wartością. Większość kosztów pochłaniała podróż. Następnie stworzono w Ameryce Południowej miasto o nazwie Morska Wola. Do roku 1937 osada miała parcele wypełnione w połowie. Jednak nieprzychylne stanowisko rządu brazylijskiego w stosunku do polskiego osadnictwa zakończyło całą inicjatywę rok później.

Podobnie kształtowały się losy osadnictwa w Angoli. To terytorium zależne od Portugalii było miejscem osadnictwa polskiego na mocy poufnej klauzuli. Angola została przedstawiona w polskich mediach, jako równikowy raj. Lizbona, początkowo przychylna planom wspólkolonizacyjnych nagle zmieniła podejście do takiego typu osadnictwa. Według pogłosek na Lizbonę nacisnęli Anglicy niechętni realizacji polskich aspiracji.

 

W zamian za zagrabione rdzenne ziemie Polacy domagali się od Niemiec 10 procent ich kolonii. W grę wchodziła Niemiecka Afryka Zachodnia. Jednak mocarstwa światowe zarządzające tym terytorium zignorowały żądania Polski.

 

Kolejny ciekawy wątek to umowa Polski z Liberii. Jest to afrykański kraj, który był nieudanym eksperymentem demokratycznym z czarnymi oswobodzonymi z niewolnictwa. Jakkolwiek to brzmi przesiedlono tam z USA sporo murzynów i wprowadzono w afrykańskim państewku ustrój wzorowany na amerykańskim. W pewnym momencie do Warszawy przyjechało poselstwo z Liberii.

 

Liberia poprosiła II Rzeczpospolitą o protektorat zakładając, że lepiej związać się sojuszem z państwem, które w ich ocenie nie będzie się starało po prostu ich podbić. Umowa Polski z Liberią zakładała między innymi dzierżawę wielkich ilości ziemi dla polskich kolonistów poza tym Polska zobowiązała się do wsparcia wojskowego, do unowocześnienia armii liberyjskiej a sama Liberia zobowiązywała się do wystawienia stu tysięcznej armii gdyby doszło do wojny w Europie.

 

Liga Morska i Kolonialna zakupiła statek nazwała go "Poznań" i wysłała tam ekipy ekspedycyjne z kolonistami. Prasa nazywała ich pionierami plantatorami. Legenda obrosły już tysiące nocników, jakie w ramach promowania higieny zawieziono na statku. Tubylcy dziwili się, że nie maja one zamknięcia. Z durnot, jakie zrobili nasi przodkowie było tez zabranie ze sobą w darze kilku 240 kilogramowych beczek z cementem. Okazało się, ze nie ma go jak wyjąć, bo nie ma odpowiednio silnych mężczyzn, aby podołać wyładunkowi a przeładunek częściami odpadał ze względu na specyficzny klimat wiążący cement dość szybko.

 

Koloniści osiedlili się w okolicach Wzgórz Repu. Objęto tam początkowo 1700 hektarów pod 7 polskich plantacji. Planowano stworzenie szkółki kakao oraz kawy. Próbowano hodować banany. Niestety uprawy nie zawsze się udawały, bo koloniści nie mieli doświadczenia w uprawach tropikalnych. Poza tym często plony dziesiątkowała szarańcza.

 

Potem zdarzyło się coś, prawdopodobnie spowodowane przez pragnących zapewnić swoje interesy Anglików, wywarto presję na Polskę, Liga Morska i Kolonialna została zmuszona do wycofania się ze wsparcia dla inicjatywy. W akcjach szkalowania polskich plantatorów posunięto się nawet do oskarżeń o handel bronią.

 

Niestety jednego z marzeń, aby napić się kawy wyhodowanej na polskiej kolonii nie udało się nigdy zrealizować. Liga Morska i Kolonialna istnieje do dzisiaj pod nazwa Ligi Morskiej i Rzecznej.