Wrzesień 2022

Borsuk odkrył skarb z czasów Imperium Rzymskiego

W północno-zachodniej Hiszpanii, odkryto skarb z czasów rzymskich. Znalezisko było możliwe tylko, dzięki wysiłkom głodnego borsuka polującego w poszukiwaniu pożywienia. Niezwykłe wykopaliska zostały opisane w czasopiśmie Journal of Prehistory and Archeology, opublikowanym w zeszłym miesiącu przez Uniwersytet Autonomiczny w Madrycie.

 

Blisko 200 monet z czasów rzymskich, zostało wykopane przez borsuka szukającego jedzenia podczas ostrej zamieci, która sparaliżowała Hiszpanię w styczniu 2021 roku. W tym czasie, wiele stworzeń próbowało znaleźć jagody, robaki lub owady, jednak zwierze wykopało tylko garść monet, które później zauważył jeden z mieszkańców. Skarb znajdował się w jaskini La Cuesta de Berció.

Journal of Prehistory and Archeology

Większość z tych późnorzymskich monet „pochodzi z północnego i wschodniego regionu Morza Śródziemnego” z Antiochii, Konstantynopola, Arles i Lyon w południowej Francji, a nawet z Londynu. Według badaczy, monety zostały ukryte w związku z „niestabilnością polityczną” związaną z inwazją Swebów, ludu germańskiego, który najechał północno-zachodnią część Półwyspu Iberyjskiego w V wieku.

 


Konstrukcje z Harrat Khaybar, niedostępna zagadka Arabii Saudyjskiej

Przez prawie dekadę David Kennedy z University of Western Australia, podziwiał tysiące tajemniczych kamiennych struktur rozsianych po pustyni Arabii Saudyjskiej. Przez cały ten czas obserwował je wyłącznie zza ekranu komputera. Badacz nie był w stanie uzyskać pozwolenia na odwiedzenie tego kraju, aby z bliska przyjrzeć się tym starożytnym formacjom. Sytuacja ta, zmieniła się dopiero w 2017 roku.

 

Po ogłoszeniu, że zidentyfikował prawie 400 kamiennych „bram”, Kennedy otrzymał od saudyjskich urzędników zaproszenie do zbadania struktur z pokładu helikoptera. W ciągu trzech dni, wykonał ponad 6000 zdjęć lotniczych odkrywając nowe szczegóły tych starożytnych budowli. W tym czasie uwiecznił obiekty przypominające bramy, latawce, trójkąty, bycze oczy i dziurki od klucza. Kennedy badał bardzo podobne struktury w sąsiedniej Jordanii, przy czym wówczas, badanie były prowadzone zarówno z ziemi jak i z nieba.

Spośród 400 struktur, opisywanych przez niego jako „bramy”, Kennedy przestudiował około 40 z helikoptera. Jego zdaniem, nie zostały one ustawione w sposób losowy. Niektóre bramy miały ponad 300 metrów długości i 75 metrów szerokości. Podejrzewał, że najstarszy może mieć około 9000 lat. Chociaż nie jest pewien ich przeznaczenia, spekulował, że mogły być wykorzystywane do celów rolniczych. 

 

Kennedy był zaskoczony tym, jak regularne są linie tworzące te kształty, które w momencie ich powstawania, były widziane wyłącznie z poziomu ziemi. Każdy z trójkątów był jednak uważnie skonstruowany i wyglądał, jakby na coś wskazywał. Uwagę badacza, przykuło również kilka struktur, przypominających dziurki od klucza. Ich górne części, prawie zawsze tworzyły niemal idealne koła, a ściany miały około metr wysokości. Zdaniem badacza, struktury mogły służyć jakimś celom pogrzebowym lub symbolicznym. Artykuł, w którym badacz porówna to, co widział w Jordanii i Arabii Saudyjskiej, może zostać opublikowany już na początku przyszłego roku.

Archeolodzy nie zaangażowani w prace są podekscytowani nowymi fotografiami tych zagadkowych formacji. Wielu z nich uważa je za olbrzymi krok naprzód, w ukazaniu bogatej i skomplikowanej prehistorii Półwyspu Arabskiego.

 

To, co teraz najważniejsze, to wykonanie badań gruntu i szczegółowych prac wykopaliskowych. W przeciwnym razie stanowiska archeologiczne będą często wydawać się tajemnicze i enigmatyczne. Dużym i trudniejszym zadaniem jest udokumentowanie takich struktur w terenie, aby zbadać ich funkcję i zrozumieć życie ludzi, w tym regionie świata.


Polacy odkryli "niewidzialne" budowle Inków w Machu Picchu

Zespół polskich archeologów pod kierunkiem dr. Bartłomieja Ćmielewskiego natrafił na nieznane struktury na terenie Parku Narodowego Machu Picchu. Konstrukcje, były dotąd niewidoczne gołym okiem, ze względu na gęstą dżunglę. Artykuł naukowy na ten temat, pojawił się na łamach Journal of Archeological Science.

 

Jak podaje Nauka w Polsce, na pokładzie drona zainstalowano skaner laserowy wykorzystujący technologię LIDAR. Z jego pomocą, archeolodzy zbadali duży obszar dżungli, pod którą skrywały się nieznane wcześniej budowle. Projekt badawczy, rozpoczął się kilka lat temu, a jego celem było zbadanie kompleksu ceremonialnego Chachabamba Inca znajdującego się w Narodowym Parku Archeologicznym Machu Picchu.

 

Analiza zdjęć pozwoliła ustalić, że centralną częścią kompleksu ceremonialnego była ogromna skała z wyrzeźbionymi w niej ołtarzami, stopniami i rowkiem. Ten ostatni, zgodnie z założeniami archeologów, mógł służyć do wlewania rytualnych napoji lub krwi zwierząt ofiarnych. Przed skałą znajdował się mały plac, na którego wierzchołkach, wzniesiono kilka budynków. Plac otaczały także małe łaźnie rytualne, których w sumie było około pół tuzina.

Dron wykorzystany do badania dżungli
Źródło: Dominika Sieczkowska

Skanowanie laserowe ujawniło także nieznane wcześniej kanały, którymi do kompleksu ceremonialnego wpadała woda z pobliskiej rzeki. Stwierdzono, że była ona dostarczana przez rury wykonane z bloków kamiennych. Odkryty system był częściowo podziemny, a woda, po przejściu przez centrum ceremonialne, wracała z powrotem do rzeki dzięki przemyślanemu systemowi odwadniania wstecznego.

 

Radar pomógł również w badaniu budynków znajdujących się na obrzeżach kompleksu ceremonialnego. Obrazy laserowe pomogły ustalić, że budynki zostały wykonane znacznie mniej starannie niż struktury rytualne w centralnej części kompleksu. Zdaniem badaczy, kompleks był zarządzany głównie przez kobiety. Wskazują na to obiekty znalezione podczas wcześniejszych wykopalisk, prowadzonych przez wspólny polsko-peruwiański zespół. Znalezione wówczas artefakty związane są z tkactwem, a w państwie Inków zajmowały się tym tylko kobiety.

Jedna z porośniętych struktur, odnalezionych przez polskich badaczy
Źródło: Dominika Sieczkowska

Archeolodzy wykorzystali również dane ze skanowania laserowego do zbudowania hydrodynamicznego modelu kanałów, które doprowadzały wodę do wanien. Dzięki temu można było ustalić, że nie był on wykorzystywany do potrzeb gospodarczych, ale miał charakter czysto symboliczny. Potwierdziło to wcześniejszą hipotezę, że woda w Chachabamba odgrywała rolę ceremonialną.

 


Pomnik sprzed 6 tysięcy lat, przedstawia starożytną mapę gwiazd

W gminie Ingá, w centrum brazylijskiego stanu Paraíba, znajduje się masywny blok skalny, zwany kamieniem Inga lub Pedra do Inga. Na jego powierzchni, przed tysiącami lat, wyrysowano szereg skomplikowanych symboli, gwiazd i spiral, które po dziś dzień zapierają dech badających je archeologów.

 

Ta starożytna kamienna rzeźba, zajmuje powierzchnię około 250 metrów kwadratowych. Oprócz gwiazd i spiral, starożytni astronomowie wyrzeźbili tam również wiele niejasnych "wpisów", których dokładne znaczenie pozostaje tajemnicą. Uczeni pozostają zgodni, że wizerunki gwiazd, konstelacji, a nawet galaktyk, są wyraźnie widoczne na powierzchni skały. Dokładny wiek powstania tych inskrypcji, jest trudny do określenia. Naukowcy twierdzą, że formacja skalna może pochodzić nawet sprzed około 6000 lat. Badania tego zabytku, rozpoczęły się w 1976 roku, za sprawą hiszpańskiego inżyniera Francisco Pavía Alemany.

Jego pierwsze wyniki zostały opublikowane w 1986 roku przez Instituto of Arqueologia Brasileira. Alemany zidentyfikował na powierzchni kamienia serię „mis” i petroglifów wyrytych na pionowej powierzchni ściany, tworzący „kalendarz słoneczny”. Alemany kontynuował swoje badania, skupiając się na rejestrowaniu i dokumentowaniu serii symboli na powierzchni. To właśnie jemu, zawdzięczamy wiele ze zidentyfikowanych petroglifów przypominających gwiazdy, które wydawały się być zgrupowane w konstelacje. Do tej pory eksperci zidentyfikowali ponad 400 rycin, skrywających się na powierzchni kamienia. Kilka z postaci wyrzeźbionych na tej płaskorzeźbie odzwierciedla konstelacje, takie jak Orion, a nawet widoczne z Ziemi ramie Drogi Mlecznej.

 

To monumentalne dzieło sztuki, nigdy nie zostało przypisane jakiejkolwiek ze starożytnych kultur, żyjących na terenie Mezoameryki. Początkowo dominowała teza, że ​​petroglify powstały rękoma ludu Cariris, ale wspomnieni Indianie przybyli do Paraíby dopiero po 1500 roku, z dorzecza São Francisco razem z Portugalczykami. Wszelkie dostępne dowody, sugerują jednak, że inskrypcje były wykonane co najmniej tysiąc lat wcześniej. Pomnik znajduje się w korycie rzeki Rio Bacamarte, a więc trudno o dokładniejsze szacunki. Widziane na nim przedstawienia, są zresztą dość osobliwe, a w przeciwieństwie do większości inskrypcji jaskiniowych, składających się z postaci ludzkich i zwierzęcych, rysunki Pedra do Ingá w dużej mierze pokrywają się z symbolami planet, używanymi do przedstawienia znaków zodiaku.

Stąd też pojawiły się mniej popularne teorie, wedle których ​​kamień został wyrzeźbiony przez ludy prehistoryczne. Inne teorie, przypisują autorstwo tego monumentu fenickim żeglarzom, którzy przypadkowo wylądowali na wybrzeżu Paraíba, mieszkańcom legendarnego kontynentu  Atlantydy, Polinezyjczykom z Wyspy Wielkanocnej, czy nawet egipskiemu kapłanowi, który przybył na te tereny, aby pochować ukochaną faraona. Niektórzy ufolodzy są natomiast zdania, że rysunki zostały wykonane przez istoty pozaziemskie.

 


Rujm el-Hiri, osobliwy kompleks megalityczny ze wzgórz Golan

Rujm el-Hiri - to niezwykła konstrukcja megalityczna zbudowana w pobliżu Morza Galilejskiego. Ten starożytny pomnik złożony jest z ogromnych kamiennych kręgów postawionych we wczesnej epoce brązu i do dziś pozostaje wielką tajemnicą. Nikt nie wie, kto stworzył kamienne pierścienie w kształcie koła, ani też dlaczego nigdy nie skończono ich budowy.

Imponujące starożytne ruiny, znajdujące się na Wzgórzach Golan, regionie znanym z roszczeń terytorialnych stawianych zarówno przez Izrael, jak i Syrię. Przypominają one okręgi zbudowane z ogromnych kamieni, ułożonych w stos. Całość konstrukcji składa się z około 40 000 ton czarnego bazaltu ułożonych w co najmniej pięć koncentrycznych pierścieni, z centralnym kopcem pogrzebowym ulokowanym w jego centrum.

Co ciekawe, podczas gdy w języku arabskim nazywa się on Rujm el-Hiri, co oznacza „kamienny kopiec dzikiego kota” co odnosi się zapewne dość niezwykłego umiejscowienia kamieni w tej konstrukcji. W języku hebrajskim nazywa się on Gilgal Refaim lub „koło olbrzymów”. Jest to również odniesienie do rasy gigantów występujących w Biblii pod nazwą Nefilim. Biorąc pod uwagę wielkość Rujm el-Hiri, nic dziwnego, że można by było go uznać za dzieło gigantów. Tym bardziej iż zgodnie z szacunkami, budowla ta powstała 5 tysięcy lat temu, a więc od około o 3000-2700 lat p.n.e we wczesnej epoce brązu.

 

Najciekawsze w tym wszystkim jest to że megalit ten nie zostałby odkryty jeszcze przez wiele lat gdyby nie badania archeologiczne z poziomu nieba. Z perspektywy gruntu, konstrukcje widziane w Rujm el-Hiri przypominają dość osobliwe gruzowisko. Dzięki temu, wiadomo nam teraz, że stanowisko to składa sią na pięć do dziewięciu masywnych okrągłych pierścieni otaczających centralną komorę grobową. Największy z nich mierzy ponad 152 metrów szerokości i od 1 do 2,5 metra wysokości. Pierścienie nie są kompletne, a niektóre z nich są połączone krótkimi ścianami, tworząc coś w rodzaju „szprychy” w gigantycznym kole. Ściany uformowano w jednolitej grubości, między 3,2 i 3,3 metra.

 

Źródło: Naomi Porat

Oto co na temat tego megalitu powiedział Uri Berger, ekspert od megalitycznych grobowców z Israel Antiquities Authority:

„To enigmatyczne miejsce. Mamy trochę informacji, ale nie cały obraz. Naukowcy przychodzą i są zadziwieni tym miejscem po czym wymyślają swoje własne teorie. ”

Archeolodzy uważają, że miejsce to nie było wykorzystywane jako osada lub struktura obronna, ale poza tym nie ma zgody co do jego funkcji. Na Bliskim Wschodzie nie znaleziono żadnej podobnej struktury. Jedną z teorii wyjaśniających cel tego miejsca jest kalendarz astrologiczny. Uri Berger twierdzi, że w czerwcu i grudniu podczas przesilenia wschód słońca pokrywa się z otworami na skałach. 

Niektórzy badacze uważają, że miejsce to było używane jako lokacja dla rytualnych obserwacji astrologicznych lub kultu słońca. Niestety w dalszym ciągu nie wiadomo czy centralny kopiec pogrzebowy tego prehistorycznego megalitu powstał w czasie pierwotnego stworzenia pierścieni. Centralny kopiec mierzy około pięć metrów wysokości i 20 do 25 metrów średnicy.

 

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze kwestia artefaktów które na zawsze zaginęły z Rujm el-Hiri z powodu jego wieku i niefortunnej historii grabieży w tym miejscu. Uważa się, że centralny kopiec mógł kiedyś zawierać biżuterię i broń. Podczas wykopalisk w komnatach i ścianach nie znaleziono żadnych artefaktów, co wskazuje, że przestrzenie nie były wykorzystywane do przechowywania żywności lub życia.

Źródło: Naomi Porat

Nie można ustalić terminów datowania radiowęglowego, ponieważ nigdy nie odzyskano żadnego prehistorycznego materiału organicznego z tego miejsca. Całą sprawę dodatkowo komplikuje fakt, że w Rujm el-Hiri nigdy nie znaleziono ludzkich szczątków co utrudnia uznanie tego miejsca za grobowiec. Obecnie sugeruje się iż może to być spowodowane tym, że pogrzeby wiązały się z tak zwanym„wcieleniem” a więc pozostawienie zwłok na pastwę ptaków i dzikiej zwierzyny. Pozostałości były później zebrane przez lokalnych mieszkańców i umieszczone w skrzyniach z kośćmi.

 

Dalsze komplikowacje w kwestii tego megalitu pojawiają się wraz z pytaniem, kto zbudował Rujm el-Hiri? Zgodnie z szacunkami specjalistów z organizacji Reuters, budowa tak ogromnego pomnika wymagałaby ponad 25 000 dni roboczych. To, w połączeniu z gromadzeniem i transportem kamienia, wymagało ogromnej sieci wsparcia, której zgodnie z naszą wiedzą, nie powinna posiadać koczownicza cywilizacja lub wędrowcy.

 

Tym samym natrafiamy również na kolejny trudny do wyjaśnienia megalityczny konstrukt, który na domiar złego znajduje się w sferze stałych napięć pomiędzy dwoma państwami na Bliskim Wschodzie. Czy kiedykolwiek poznamy odpowiedź na to kto zbudował "krąg gigantów" lub choćby jaki był cel istnienia tej konstrukcji? Najprawdopodobniej, przyjdzie nam jeszcze poczekać zanim odnajdziemy odpowiedź na to pytanie.

 


Rysunki sprzed 40 tysięcy lat dowodzą zaawansowanej wiedzy starożytnych

Eksperci ujawnili niedawno, że starożytne obrazy uważane wcześniej za prehistoryczne symbole zwierząt, to starożytne mapy gwiazd. Nowe badanie naukowe ujawniło zaawansowaną wiedzę starożytnych ludzi o gwiazdach i konstelacjach, sprzed ponad 40 000 lat temu.

 

Starożytne dzieła sztuki, które można znaleźć w wielu miejscach w Europie, nie są jedynie przedstawieniami dzikich zwierząt. Okazuje się, że symbole zwierząt reprezentują konstelacje gwiazd na nocnym niebie. Są używane do reprezentowania dat, oznaczania ważnych wydarzeń czy przedstawiania momentó upadków asteroid. Nowe badanie, zostało opublikowane przez specjalistów z University of Edinburgh. Naukowcy sugerują, że starożytni ludzie zdawali sobie sprawę ze zmiany osi obrotu Ziemi. Odkrycie tego zjawiska, zwanego precesją równonocy, zostało wcześniej przypisane starożytnym Grekom. Zdaniem specjalistów:

„Wczesna sztuka jaskiniowa pokazuje, że ludzie posiedli zaawansowaną wiedzę o nocnym niebie podczas ostatniej epoki lodowcowej. Pod względem intelektualnym, nie różnili się od nas niczym”- wyjaśnił dr Martin Sweatman z Uniwersytetu w Edynburgu .

Eksperci z uniwersytetów w Edynburgu i Kent studiowali starożytną sztukę jaskiniową w Turcji, Hiszpanii, Francji i Niemczech. Naukowcy określili wiek sztuki jaskiniowej, datując chemicznie farby używane przez starożytnych ludzi. Następnie, za pomocą oprogramowania komputerowego, naukowcy przewidzieli położenie gwiazd, z chwilą powstawania farby. To ujawniło, że uznawane wcześniej za abstrakcyjne, przedstawienia zwierząt, można interpretować jako konstelacje, które pojawiły się w odległej przeszłości. Naukowcy doszli do wniosku, że niesamowite malowidła naskalne są dowodem na to, że starożytni ludzie stosowali wyrafinowaną metodę pomiaru czasu opartą na obliczeniach astronomicznych. Wszystko to pomimo tego, że malowidła naskalne dzieliły dziesiątki tysięcy lat.

Warte wzmianki są tu również nowe ustalenia dotyczące figury tak zwanego Człowieka-Lwa z Hohlenstein-Stadel. Pomnik uważany dotąd za czysto symboliczne dzieło, upamiętnia katastrofalne uderzenie asteroidy, które miało miejsce około 11 000 lat temu. Mowa tu o zdarzeniu, które rozpoczęło okres zlodowacenia znany jako Młodszy dryas.

„Ta data jest zapisana za pomocą precesji równonocy, a symbole zwierząt reprezentują konstelacje gwiazd odpowiadające czterem przesileniom i równonocy w tym roku”.