Wrzesień 2016

Deus vult ! Historia wypraw krzyżowych cz.5

Wiadomość o tragicznym upadku Jerozolimy, wywołała w Europie szok, smutek i złość. Papież Urban III miał doznać śmiertelnego ataku serca na wieść o klęsce. Jego następca Grzegorz VIII wystosował emocjonalny apel wzywający do sformowania kolejnej wyprawy krzyżowej. Jego apel został wysłuchany i władcy Europy rozpoczęli przygotowania do III wyprawy krzyżowej.

III wyprawa krzyżowa była w rzeczywistości trzema odrębnymi wyprawami, prowadzonymi przez cesarza niemieckiego Fryderyka Barbarossę, króla Francji Filipa II Augusta oraz króla Anglii Ryszarda  I Lwie Serce. Pierwszy w maju 1189 roku w drogę ruszył Fryderyk Barbarossa. Wyprawa przebiegała bez problemów aż do momentu wkroczenia na ziemie Bizancjum.

Cesarz Izaak II Angelos utrudniał aprowizację i przemarsz wojsk krzyżowych przez swe ziemie. Wyprawa nie była mu na rękę gdyż bał się pogorszenia stosunków z muzułmanami z, którymi zawarł pokój. Dopiero kiedy Fryderyk Barbarossa zdobył miasto Didimotichon i zagroził krucjatą przeciw Bizancjum, przestraszony cesarz bizantyjski przestał sprawiać problemy.

Fryderyk Barbarossa kontynuował marsz przez ziemie seldżuckie staczając z nimi nieustanne potyczki. Po drodze zdobył ważne duże i bogate miasto Ikonium (dziś Konya) gdzie wojsko wypoczęło i uzupełniło zapasy. Niestety w czasie przeprawy przez rzekę Salef, Fryderyk Barbarossa spadł z konia i utonął. Pozbawiona przywódcy armia wpadła w panikę. Tylko część wojska pod wodzą Fryderyka księcia Szwabii dotarła do Ziemi Świętej. Śmierć cesarza była wielkim ciosem dla chrześcijan, gdyż osoba Fryderyka Barbarossy na czele potężnej armii przerażała muzułmanów. Sam Saladyn uznał śmieć cesarza za cud zesłany przez Allaha.

Powyżej Ziemia Święta po III wyprawie krzyżowej

Sytuacja chrześcijan w Ziemi Świętej była trudna lecz nie tragiczna. Udało im się obronić ważne miasto Tyr i rozpocząć oblężenie najważniejszego miasta na całym wybrzeżu Akki. To właśnie pod Akką wylądowały latem 1190 roku wojska francuskie i angielskie. Oblężenie trwało prawie dwa lata i zakończyło się zdobyciem miasta przez krzyżowców. Po zdobyciu Akki zmęczony ciągłymi sporami pośród krzyżowców król Francji Filip II August uznał, że zdobycie Akki wypełnia jego zobowiązanie krucjatowe i powrócił do Francji.

Tak więc w Ziemi Świętej pozostał juz tylko król Anglii Ryszard. Udało mu się pobić siły Saladyna w bitwie pod Arsuf 7 września 1191 roku i opanować całe wybrzeże od Jaffy do Tyru. Następnie Ryszard pomaszerował na Jerozolimę ale miasta nie zaatakował gdyż zdawał sobie sprawę, że nawet w wypadku jego zdobycia dłuższe utrzymanie miasta nie będzie możliwe.

Szczęśliwie dla Ryszarda jego wojska spotkały ogromną karawanę kupiecką zmierzającą do Egiptu, która została oczywiście przejęta. Po tym sukcesie Ryszard postanowił wrócić do Anglii. Kiedy odpływał z Jaffy na miasto napadł Saladyn. Na wieść o tym Ryszard zawrócił by pomóc miastu. Doszło do bitwy w, której mimo ogromnej przewagi liczebnej muzułmanów zwycięstwo odnieśli Anglicy.

Obie strony miały już jednak dość wojny. Saldyn był wyczerpany pięcioma latami  walk a Ryszard chciał wracać do Anglii gdzie knuł jego brat Jan a Filip II August chciał wyrzucić Anglików z francuskich posiadłości. 2 września 1192 roku Ryszard i Saladyn zawarli rozejm. Chrześcijanie odzyskali pas wybrzeża od Tyru do Jaffy. Jerozolima pozostała w rękach muzułmanów, ale mieli oni zagwarantować pielgrzymom dostęp do miejsc świętych. 9 października 1192 roku Ryszard opuścił Ziemię Świętą.

Choć III wyprawa krzyżowa nie osiągnęła zamierzonego celu i nie odzyskała dla chrześcijaństwa Jerozolimy, odniosła pewne sukcesy. Bezspornym sukcesem było przerwanie podbojów Saladyna. Muzułmanie byli zmęczeni długą wojną i zrezygnowali na razie z prób wyparcia chrześcijan za morze. Królestwo Jerozolimskie odrodziło się wystarczająco silne, by przetrwać jeszcze sto lat.

Jednak Jerozolima leżała teraz poza jego granicami, a całe królestwo było paskiem ziemi, które ciągnęło się wzdłuż wybrzeża od Tyru do Jaffy na przestrzeni stu pięćdziesięciu kilometrów, ale którego szerokość nigdzie nie przekraczała piętnastu kilometrów. Na północy królestwo graniczyło z księstwem Antiochii, gdzie władał Boemund III, który dzięki swojej rozumnej polityce zachował swą stolice z niewielkim obszarem okolicznym. Jego syn Boemund IV Jednooki  władał w Trypolisie.

 

IV wyprawa krzyżowa

W związku z fiaskiem III wyprawy krzyżowej,  papiestwo podjęło wysiłki w celu zorganizowania kolejnej wyprawy krzyżowej. Na apel Papieża Innocentego III odpowiedziało rycerstwo francuskie wyruszając na wyprawę, która nigdy nie dotarła do Ziemi Świętej, złupiła Konstantynopol i przeszła do historii jako najczarniejszy  epizod okresu krucjat.

Wyprawa, która do Ziemi Świętej miała się udać drogą morską, od początku nie przebiegała zgodnie z planem. W tym celu podpisano z Wenecją drogą umowę na przewiezienie krzyżowców do Palestyny. Niestety wkrótce po tym w maju 1201 roku zmarł jej przywódca Tybald  III hrabia Szampanii. Dwóch innych feudałów proszonych o przejecie dowodzenia odmówiło tego zaszczytu. Dopiero we wrześniu zadania podjął się Bonifacy z Montferratu.

Rycerstwo zbierało się w Wenecji powoli a co gorsza zmarł charyzmatyczny kaznodzieja, orędownik krucjaty Fulko z Neuilly. Do tego rycerze z Flandrii dysponujący własną flotą wypłyneli do Palestyny na własną rękę.   To spowodowało, że w Wenecji zamiast oczekiwanych 33.000 krzyżowców stawiło się tylko około 12.000.  W związku z tym dramatycznie wzrosły indywidualne koszty wyprawy, gdyż koszy jej rozłożone zostały na mniejszą liczbę uczestników. Wenecjanie odmawiali wypłynięcia bez uzyskania zapłaty od krzyżowców.

Szukając wyjścia z nabrzmiewającej konfliktem sytuacji, niewidomy doża Enrico Dandolo zaproponował krzyżowcom odroczenie płatności pozostałej części wynagrodzenia dla Wenecjan w zamian za zdobycie dla Wenecji  miasta Zadar, które wraz z całą Dalmacją należało do Węgier.  Mimo wielu głosów sprzeciwu, także wodza wyprawy Bonifacego z Montferrat, który sprzeciwiał się atakowi na inny kraj chrześcijański,  propozycję Wenecjan przyjęto i doża złożył śluby krzyżowe.

Zadar zdobyto i oddano Wenecji. Atak na Zarę potępił papież, ekskomunikując krzyżowców. Niedługo później, na ich prośbę, udzielił im rozgrzeszenia, ale tylko Frankom, Wenecjanie pozostali ekskomunikowani, co wytworzyło kuriozalną sytuację, w której część krzyżowców była wyłączona z Kościoła. Uznając ryzyko zimowej żeglugi za zbyt wielkie, zwycięskie wojska pozostały na zimę w Zadarze.  Pewna część krzyżowców, pod wodzą Szymona z Montfort, nie zważając na warunki pogodowe, zaaranżowała transport na własną rękę i wkrótce dotarła do Akki.

Na przełomie lat 1202-1203 zaszły sprawy, które ostatecznie wykoleiły wyprawę z kursu na Ziemię Świętą. Do Zadaru przybyli posłowie Aleksego IV Angelosa, następcy trony bizantyjskiego i syna obalonego i uwięzionego cesarza Izaaka II Angelosa. By przekonać krzyżowców do udziału przeciwko Aleksemu III Angelosowi Aleksy IV szczodrze szafował obietnicami, przyrzekając podporządkowanie kościoła bizantyjskiego paiestwu i sowite wynagrodzenie w pieniądzu.

100 tysięcy srebrnych marek dla Wenecji za transport krzyżowców i wystawienie 50 własnych okrętów z desantem, 100 tysięcy srebrnych marek dla pozostałych krzyżowców za zdobycie Konstantynopola za utrzymanie przez Bizancjum 10.000  armii krzyżowej przez rok oraz osobiste dożywotnie sponsorowanie przez Aleksego pięciuset krzyżowców do obrony Palestyny, a nawet osobisty udział w krucjacie. Po wielu sporach trapieni problemami finansowymi przywódcy krucjaty przyjęli propozycję Aleksego. Skutkiem tej decyzji było między innymi to, że szeregi zasadniczej części wojska krzyżowego zaczęły stopniowo topnieć, gdyż przeciwnicy awantury konstantynopolitańskiej korzystali z każdej sposobności, by na własną rękę podążać do Palestyny.

Powyżej zdobycie Konstantynopola przez krzyżowców

Krzyżowcy zdobyli Konstantynopol w nocy z 17 na 18 lipca 1203 roku. Nie lubiany powszechnie Aleksy III Angelos uciekł z miasta. Mieszkańcy miasta uwolnili więzionego Izaaka II Angelosa i przywrócili mu władzę. Pod naciskiem krzyżowców zgodził się koronować na współcesarza swego syna Aleksego IV Angelosa.

W obozie krzyżowców ponownie podniosły się głosy, że skoro wypełniono umowę z Aleksym, czas ruszać do Palestyny. Jednak nie rozwiązana pozostała kwestia zapłaty krzyżowcom. Nowy cesarz zastał pusty skarbiec a zbieranie obiecanej krzyżowcom kwoty szło opornie ze względu na opór ludności. Wkrótce doszło do starć pomiędzy Bizantyjczykami i krzyżowcami. Starcia zamieniły się szybko w II oblężenie Konstantynopola.

Krzyżowcy zdobyli miasto 12 kwietnia, które straszliwie splądrowali zdobywając niesłychane ilości złota i srebra.  Po tym zdarzeniu bogate i potężne niegdyś miasto już nigdy nie podniosło się ze zniszczeń. Przyjmuje się, że na tym kończą się dzieje IV krucjaty. Dalsze zdarzenia należą już do historii Cesarstwa Łacińskiego i innych mniejszych łacińskich państewek, utworzonych przez Franków na ziemiach Bizancjum.

 

Krucjata dziecięca

Mimo serii katastrof i niepowodzeń krucjatowych, ruch ten ciągle pozostawał dla Europejczyków atrakcyjnym konceptem. Objawiło się to tak zwaną "krucjatą dziecięcą" z 1212 roku,  bez wątpienia najdziwniejszą wyprawą w dziejach krucjat.

Masy dzieci i młodzieży plebejskiej, ale także z drobnego rycerstwa. Zainspirowane zostały objawieniami jakich miał doświadczyć 12 letni pastuszek Stefan z Cloyes. Mały Stefan wygłaszał kazania przed opactwem Saint-Denis. Głosił w nich, że na czele gromady niewinnych dzieci wyruszy do Jerozolimy i wyzwoli ją z rąk muzułmanów, niewinnością i czystością ich serc. Stefan okazał się dobrym mówcą, a tłumy dzieci zaczęły ściągać na jego wezwanie.

Ośmielony tym sukcesem, rozpoczął wędrówkę po Francji, apelując do dzieci o udział w wyprawie. Zapowiadał, że morza będą rozstępowały się przed nimi jak przed Mojżeszem, tak że suchą nogą dojdą do Palestyny. Dzięki rzekomym cudom i objawieniom zebrało się wokół niego 30.000 dzieci i młodzieży, która często uciekała z domów by się przyłączyć do wyprawy.

W czasie drogi do Marsylii gdzie morze miało się rozstąpić, umarło z głodu i chorób wiele dzieci. Kiedy dzieci dotarły do Marsylii zostały tam przyjęte serdecznie i nakarmione przez mieszkańców. Kiedy następnego dnia zebrali się nad morzem a to nie chciało się rozstąpić., część dzieci oskarżyła Stefana o oszustwo i wyruszyła w drogę powrotną do domów, inni postanowili jeszcze poczekać.  Po kilku dniach dwóch marsylskich kupców Hugon Ferrus (Żelazny) i Wilhelm Porcus (Świnia) zaoferowali, że przewiozą dzieci za darmo do Palestyny. Stefan przyjął tę propozycję. Dzieci wsiadły na siedem wynajętych przez kupców okrętów i ślad po nich zaginął.

Powyżej krucjata dziecięca

Po piętnastu latach przybył do Francji pewien ksiądz który twierdził, że był uczestnikiem dziecięcej krucjaty i razem z dziećmi wsiadł na statki. Według jego relacji kilka dni po wypłynięciu dwa z siedmiu okrętów zatonęły podczas burzy, zaś pasażerowie pozostałych pięciu zostali sprzedani jako niewolnicy, zgodnie z umową, jaką zawarli wcześniej dwaj marsylscy kupcy z odbiorcami egipskimi.

Podobny los spotkał dzieci niemieckie, które pod przywódcą innego samozwańczego proroka niejakiego Mikołaja z Kolonii,  przez szwajcarskie Alpy dotarła do Genui, Wiele dzieci zmarło po drodze z głodu i zmęczenia. W Genui morze też nie chciało się rozstąpić. Część dzieci  opuściła szeregi krucjaty i osiedliła się w Genui, korzystając z zaproszenia władz tego miasta. Reszta postanowiła ruszyć w dalszą drogę licząc, że morze rozstąpi się dla nich w innym miejscu. Kiedy dzieci dotarły do Rzymu, papież Innocenty III  nakazał im wracać do domu, tak jak to wcześniej czynił król Francji Filip II August w stosunku do francuskich dzieci.

W Pizie na dwa statki wsiadła grupa dzieci i też ślad po nich zaginął. Reszta została w Italii i osiedliła się w jednym z miasteczek. Jeszcze inni odbyli morderczą podróż powrotna przez Alpy, która przeżyła garstka z nich. Drogi tej nie przeżył sam Mikołaj z Kolonii. Ojciec Mikołaja na żądanie rodziców zmarłych dzieci, którzy obwiniali go, że namówił syna do tej wyprawy, został uwięziony i powieszony.

 

V wyprawa krzyżowa

Niezrażony wynikiem IV wyprawy krzyżowej papież Innocenty wystosował kolejny apel krucjatowy. Udział w krucjacie, której celem miał być Egipt wzięło udział rycerstwo z Francji, Italii, Węgier i Niemiec. Pod koniec lata 1217 roku w Akce wylądowały pierwsze odziały krzyżowców. Krzyżowcy pod wodzą króla Węgier Andrzeja II i księcia Antiochii Boemunda IV Jednookiego oraz krola Cypru Hugona I Cypryjskiego rozpoczęły działania w Tranjordanii. Muzułmanie nie podjęli walki i wycofali się do Damaszku. Krzyżowcy nie zdecydowali się na oblężenie miasta w zimie i tez się wycofali.

Rozczarowany przebiegiem dotychczasowych działań król węgierski postanowił wracać do domu. Jego nagły wyjazd wywołał konsternację wśród baronów palestyńskich. Sytuację poprawiło jednak w pewnym stopniu przybycie do Akki w kwietniu 1218  roku nowych oddziałów krzyżowców, francuskich i niemieckich. Jednak sam Fryderyk II pozostawał ciągle w Europie czym narażał się papieżowi.

W maju 1218 roku silna flota krzyżowa pod dowództwem króla Jerozolimy Jana z Brienne wypłynęła z Akki i zaatakowała Damiettę w delcie Nilu. Wśród oblegających Damiettę krzyżowców zaczęły się wkrótce szerzyć choroby. Muzułmanie gotowi byli na podjęcie z krzyżowcami rokowań pokojowych. W zamian za wycofanie się z Egiptu  zaproponowali im zwrot Jerozolimy  i relikwii Krzyża Świętego. Krzyżowcy odrzucili jednak tą ofertę, pragnąc złamać potęgę Egiptu.  W listopadzie 1219 roku roku krzyżowcom udało się w końcu zdobyć Damiettę. Droga do Kairu stanęła przed nimi otworem.

W lipcu 1220 roku wojska krzyżowe zaczęły posuwać się w kierunku Kairu. Opieszałość krzyżowców pozwoliła jednak Al-Kamilowi na przygotowanie się do obrony. Wojska egipskie okrążyły armię krzyżowców, a jednocześnie flota sułtana odcięła ich od Damietty. Odcięci i okrążeni w malarycznej delcie Nilu krzyżowcy,  zostali zmuszeni do kapitulacji i opuszczenia Egiptu 27 sierpnia 1227 . Wyzwolenie Ziemi Świętej poprzez podbój Egiptu okazało się chybionym pomysłem.

V krucjata nie zakończyła się na klęsce krzyżowców w Egipcie. W grze pozostawał bowiem ciągle Fryderyk II Hohenstauf. Choć Fryderyk przyjął zobowiązanie krucjatowe aż do roku 1227 ociągał się z różnych powodów z wyjazdem na wyprawę. Zezłościł tym papieża Grzegorza IX, który ekskomunikował cesarza. W czerwcu 1228 roku pomimo ciążącej na nim  ekskomuniki , wyrusza do Ziemi Świętej.  

Fryderyk podjął negocjacje z sułtanem egipskim Al-Kamilem, w celu odzyskania i dołączenia Jerozolimy,  Nazaretu i Betlejem do Królestwa Jerozolimy. Udane negocjacje doprowadziły do koronacji Fryderyka w Jerozolimie 18 marca 1229 roku. Po koronacji Fryderyk wrócił do Europy. Odzyskanie Jerozolimy przyniosło Fryderykowi sławę i poważanie w Europie skłoniło też papieża Grzegorza IX do zdjęcia z niego ekskomuniki w 1231 roku.

Zaskakiwać może łatwość z jaką Fryderyk odzyskał Jerozolimę dla chrześcijaństwa, praktycznie bez rozlewu krwi. By to wyjaśnić bez wdawania się w szczegóły, wystarczy powiedzieć, że Al-Kamil uwikłany był w nieustające walki wewnętrzne z innymi władcami muzułmańskimi. Dlatego dwa razy oferował krzyżowcom (nawet gdy ci byli już okrążeni na bagnach w rozlewisku Nilu) zwrot Jerozolimy. Dopiero trzecia oferta została przyjęta przez Fryderyka II.

VI i VII wyprawa krzyżowa

W 1244 roku Jerozolima wpadła ponownie w ręce muzułmanów. Utrata Jerozolimy sprowokowała kolejne dwie wyprawy krzyżowe zorganizowane przez króla Francji Ludwika IX.  VI wyprawa krzyżowa odbyła się w latach 1248-1254. Udział w krucjacie wzięło głównie rycerstwo francuskie na czele z królem Ludwikiem IX. Krzyżowcy zaatakowali ponownie Egipt i zdobyli Damiettę. Wyprawili się w roku 1250 na Kair, gdzie Ludwik IX i duża liczba rycerstwa dostała się do niewoli. By odzyskać wolność, król musiał oddać Damiettę oraz zapłacić kwotę odpowiadającą poborom podatkowym z dwóch lat. Po rozbudowie fortyfikacji w Akce i Jaffie król  powrócił w roku 1254 do Francji.

W roku 1270 podjęto ostatnią próbę wyzwolenia Ziemi Świętej. Król Ludwik IX i Karol I Andegaweński wyruszyli na kolejną wyprawę. Tym razem jej celem była Tunezja. Król przypuszczał, że emir Tunisu Al-Mustansir zechce przyjąć wiarę chrześcijańską, co pozwoli krzyżowcom bez walki zdobyć przyczółek w północnej Afryce z, którego będzie można w przyszłości wyprowadzić atak na Egipt.

Jednak emir nie zamierzał zmieniać wiary i przygotował miasto do obrony. Wojska krzyżowe szykowały się do szturmu, ale w ich obozie wybuchła epidemia. 25 sierpnia 1270 w wyniku choroby zmarł Ludwik IX. Tego samego dnia do Tunisu przybyła armia Karola I. Krzyżowcy oblegali miasto do jesieni, gdy Al-Mustansir zdecydował się zapłacić Karolowi za wycofanie armii.

Karol przystał na te warunki i opuścił Afrykę. Nieudane oblężenie Tunisu zakończyło VII wyprawę krzyżową i jednocześnie epokę wypraw krzyżowych. Ostatecznie sułtan Al-Aszraf Chalil w 1291 roku zdobył ostatni bastion krzyżowców w Ziemi Świętej i zakończył tym obecność łacinników w Palestynie.


Deus vult ! Historia wypraw krzyżowych cz. 4 ( II wyprawa krzyżowa i upadek Jerozolimy)

W ciągu dekady po zakończeniu I wyprawy krzyżowej, łacińscy władcy Ziemi Świętej konsolidowali swe panowanie i poszerzali kontrolowane terytorium na wybrzeżu Morza Śródziemnego. Działo się to przy wydatnej pomocy zbrojnych pielgrzymów przybywających do Ziemi Świętej z Europy. Także słabość skłóconych muzułmanów,  ułatwiała zadanie chrześcijanom.

Kluczową rolę w tym procesie odegrały floty włoskich miast handlowych, takich jak Wenecja, Piza a szczególnie w początkowym okresie Genua. To dzięki ich pomocy zdobyto Jaffę, Akkę i Cezareę. Pomoc oferowali z powodów szczerej chęci pomocy państwom chrześcijańskim powstałym w Ziemi Świętej, gdyż nastawienie takie było w tym czasie bardzo powszechne w Europie.

W zamian oczywiście  otrzymali lukratywne  przywileje handlowe, które ożywiły handel i przyczyniły się do rozwoju ekonomicznego państw łacińskich. Włoscy kupcy prowadzili handel z muzułmańskimi ziemiami (zwłaszcza luksusowymi przyprawami eksportowanymi do Europy). Inna ważną gałęzią gospodarki, dostarczającą zysk tak Włochom jak i państwom łacińskim. Stał się transport do Ziemi Świętej pielgrzymów i osadników.

Łacińscy osadnicy w Ziemi Świętej musieli wpasować się, w skomplikowany religijny i kulturowy świat Bliskiego Wschodu. Ich populacja  była tak szczupła, że szybko zamienili wojowniczą krucjatową retorykę,  na bardziej pragmatyczną postawę tolerancji religijnej, rozejmy a nawet okazjonalne sojusze z lokalnymi władcami muzułmańskimi. Łacińscy władcy zawierali także związki małżeńskie z lokalną chrześcijańską arystokracją, co zjednywało im poparcie wśród ludności i dodawało legitymizacji ich władzy.

Frankowie w Ziemi Świętej zawsze cierpieli na braki w ludziach. Ale  byli grupą dynamiczną i innowacyjną,  która powołała do życia instytucje w postaci zakonów rycerskich. Początkowo zakony zajmowały się opieką nad chorymi i pielgrzymami lecz szybko przyjęły funkcje militarne. Ciesząc się poparciem papiestwa, koronowanych głów i arystokracji europejskiej, oraz dzięki szczodrym nadaniom ziemskim tak w Europie jak i Ziemi Świętej.

Osiągnęli pozycję ekonomiczną pozwalającą na utrzymywanie stałych kontyngentów wojskowych i budowę warowni umacniających władzę chrześcijan w Ziemi Świętej. Zakony rycerskie były niezależne od władzy świeckiej i zdarzało się, że sprawiały kłopoty samemu królowi jerozolimskiemu i innym władcom feudalnym. Do najważniejszych zakonów rycerskich zaliczali się w Ziemi Świętej  Templariusze, Joannici i  Bożogrobcy.

W roku 1144 roku Zengi,  muzułmański władca Aleppo i Mosulu zadał Frankom pierwszą znaczącą klęskę. Najechał i zdobył Edessę likwidując tym samym pierwsze łacińskie państwo ustanowione na Bliskim Wschodzie. Wieść o tej klęsce wstrząsnęła Europą. Papież Eugeniusz III oraz jeden z największych intelektualistów tamtego czasu, wpływowy zakonnik cysterski Bernard z Clairvaux wystosowali apel o zebranie II wyprawy krzyżowej.

Apel został usłyszany na dworach królewskich Francji i Niemiec, swój udział w krucjacie ogłosili król Francji Ludwik VII oraz król Niemiec Konrad III. II wyprawa krzyżowa (1147-1149) składała się w zasadzie z dwóch odrębnych wypraw, gdyż armia francuska i niemiecka maszerowały osobno.

Jako pierwsza po minięciu Konstantynopola na terytorium Turków wkroczyła armia Konrada III. W czasie I wyprawy krzyżowej największą bolączką były braki w pożywieniu, niestety II wyprawa cierpiała z tego samego powodu. 25 października 1147 wykończona długim marszem i brakiem dostatecznych zapasów armia Konrada dotarła nad rzekę Bathys. Tam czekały na nią wojska seldżuckie, które z zaskoczenia zaatakowały krzyżowców. Doszło do II bitwy pod Doryleum, w wyniku której Niemcy utracili około 90% swojej armii. Konradowi udało się uciec, a resztki jego wojsk dołączyły później do oddziałów Ludwika. W tej nieszczęśliwej wyprawie u boku Konrada III udział wziął Władysław II Wygnaniec. Ta szybka i spektakularna klęska Konrada była głównym powodem niepowodzenia II wyprawy krzyżowej.

Francuzom udało się dotrzeć do Ziemi Świętej i połączyć się z wojskami Królestwa Jerozolimy. Na naradzie w Akce Ludwik VII i Konrad III mocno naciskali na Baldwina III by wyprawę wojenną skierować na Damaszek. Jest to o tyle dziwne, ponieważ rządząca w Damaszku dynastia Burydów była profrankijska i wroga Nur ad-Dinowi władającemu północnym Irakiem i Syrią. Być może wpływ na ich decyzję miał fakt, że Damaszek był bogatym emiratem o strategicznym położeniu. Jego opanowanie przez łacinników odcięłoby muzułmanów z Afryki od ich współwyznawców na Wschodzie. Jednak było to także jedyne państwo muzułmańskie pragnące zachować przyjazne stosunki z chrześcijanami. 

Połączona, francusko-niemiecka armia krzyżowa licząca w sumie 900 konnych rycerzy i ponad 16 tysięcy piechoty zebrała się w Galilei na początku lipca. Tam dołączyły do niej wojska jerozolimskie w liczbie 550 rycerzy i 6 tysięcy piechoty, dowodzone osobiście przez Baldwina III. Poczatkowo emir Damaszku Unur nie dowierzał, że zaprzyjazniony z nim Baldwin III może zaatakować jego emirat. Kiedy jednak zwiadowcy potwierdzili, że armia krzyżowa rzeczywiście kieruje się w stronę Damaszku wysłał gońców do swego wroga Nur ad-Dina z prośbą o pomoc.

24 lipca krucjata dotarła pod Damaszek. Po początkowych sukcesach i zwycięstwie w bitwie o wioskę Al-Mazza gdzie znajdowało się zródło wody, w obozie chrześcijan zaczęły się spory o przyszłość miasta. Do tego muzułmanie wzmocnieni przez stale nadciągające posiłki wkraczające do miasta przez północną bramę rozpoczęli kontrataki, które wyparły krzyżowców z zajmowanych pozycji blisko zródeł wody. Do tego w obozie zaczęto szemrać, że baronowie jerozolimscy biorą pieniądze od emira Damaszku Unura. Pozniej okazało się to prawdą. Unur potajemnie wysyłał pieniądze księciu Galilei Elinandowi (okazało się, że czynił to fałszywymi monetami)

Sytuacja krzyżowców była bardzo trudna. Nie posiadali żadnych nadziei na wsparcie, a tymczasem załoga Damaszku była stale wzmacniana przez nadchodzące posiłki. Do tego wojska Nud ad-Dina znajdowały się już blisko miasta i ich przybycie było kwestią najwyżej kilku dni. Możni jerozolimscy zrozumieli bezcelowość dalszych działań wojennych przeciwko Damaszkowi znacznie szybciej od rycerzy europejskich. Zaczęli nakłaniać królów do poniechania walk. Królowie Ludwik i Konrad z oburzeniem przyjęli pomysł wycofania się. Nie chcieli słyszeć o odwrocie spod Damaszku. Dopiero, gdy możni jerozolimscy zagrozili, że opuszczą obóz i na własną rękę wrócą do Palestyny, monarchowie przychylili się do ich decyzji zdając sobie sprawę, że bez ich pomocy niczego nie osiągną.

Atak krzyżowców na Damaszek zakończył się kompletną porażką. Zarówno straty w ludziach, jak i w rynsztunku wojennym były ogromne, a rycerze chrześcijańscy okryli się straszliwą hańbą, rezygnując z zamierzonego celu już piątego dnia od rozpoczęcia walk. Do właściwego oblężenia Damaszku nawet nie doszło, a emir Unur stracił zaufanie do łacinników. Jedyną osobą, która skorzystała na wyprawie przeciwko Damaszkowi był Nur ad-Din. Przymierze pomiędzy jego dwoma wrogami, Królestwem Jerozolimskim i emiratem damasceńskim legło w gruzach. Zwiększyły się przez to szeregi muzułmanów pragnących wypędzić łacinników z Syrii i Palestyny.

Winą za klęskę wyprawy na Damaszek, a także za sam pomysł podjęcia takiej akcji przeciwko sojusznikowi, należy obarczyć przede wszystkim krzyżowców europejskich, a zwłaszcza ich przywódców. Władcy Francji i Niemiec kompletnie nie orientowali się w polityce Królestwa Jerozolimy i nie potrafili zrozumieć, że lepszym celem wyprawy od zaprzyjaznionego emiratu byłoby Aleppo, główna siedziba Nur ad-Dina. Nie bez winy byli także baronowie jerozolimscy, skorzy do kłótni ze swoimi pobratymcami z Zachodu.

Największą chyba korzyścią z II wyprawy krzyżowej był chyba fakt, że wyprawa ta sprowokowała uformowanie się  II wyprawy ludowej. Było to projekt niezależny od II rycerskiej wyprawy krzyżowej. W skład tej wyprawy wchodzili ludzie niskiego stanu i drobni rycerze z ziem flamandzkich, fryzyjskich, szkockich, angielskich i niektórych niemieckich. Wyprawą liczącą około 13.000 ludzi dowodził rycerz angielski  Henry Glanville.

Grupa ta udała się na wyprawę drogą morską. Po drodze zatrzymali się w Portugalii i Hiszpanii pomagając w rekonkwiście,  odzyskując z rąk niewiernych duże obszary tych państw. Krzyżowcy byli mile widziani w prowadzących rekonkwistę Portugalii i Hiszpanii, wielu z nich pozostało tam na stałe uzyskując nadania ziemskie.

Porażka II wyprawy krzyżowej zaszkodziła bardzo entuzjazmowi krucjatowemu w Europie. Mimo wielkiego wysiłku i kolejnych apeli przez następne 30 lat do Ziemi Świętej nie dotarła żadna duża krucjata. Pojawiały się tylko prywatne ekspedycje możnowładców, którzy po zwiedzeniu miejsc znanych z Biblii i odbyciu kilku potyczek z muzułmanami wracali do siebie zadowoleni, że wypełnili swój chrześcijański obowiązek.

Wysiłek II wyprawy krzyżowej został całkowicie zmarnowany. Nie znaczy to jednak, że łacinnicy przestali odnosić sukcesy. Wykorzystując okazjonalnie przybywające z Europy posiłki zdobyli w 1153 roku Aszkelon, ważny fatymidzki port i twierdzę graniczną. Pozwoliło im to na wzmocnienie bezpieczeństwa na morskim szlaku handlowym i pielgrzymkowym.

Niestety następnego roku Nur ad-Din zdobył Damaszek i zjednoczył w swoich rękach niemal całą Syrię. W latach po 1160 roku rozpostarł swą kontrolę nad Egiptem. Dramatycznie zwiększając tym strategiczną presję na państwa łacińskie w Ziemi Świętej.  Dzięki kontroli nad Aleksandrią i bogatą deltą Nilu,  uzyskiwał dostęp do ogromnych środków finansowych.

Powyżej Baldwin IV trędowaty król Jerozolimy

W latach 70 i 80 XII wieku Królestwo Jerozolimy przechodziło okres poważnych wstrząsów wewnętrznych, wywołanych politycznymi walkami toczonymi o wyłonienie następcy tronu. Młody król Baldwin IV od 9 roku życia chorował na trąd i z tego powodu nie mógł mieć potomstwa. Królestwo Jerozolimskie choć osłabione i targane wewnętrznymi konfliktami, ciągle było w stanie zadawać poważne klęski muzułmańskim wrogom. Przekonał się o tym Saladyn, nowy władca zjednoczonych pod jego władzą ziem Egiptu, Syrii i Iraku.

Saladyn wyruszył z Egiptu prowadząc na Jerozolimę 30.000 wojowników. Na wieść o tym ciężko chory król wyruszył na czele 500 rycerzy i kilku tysięcy pieszych na spotkanie Saladyna. Do spotkania wrogich armii doszło 25 listopada 1177 roku pod Montgisard koło Ramli.

Saladyn został całkowicie zaskoczony. Jego armia była rozrzucona na znacznym obszarze, bez zaopatrzenia i wycieńczona długim marszem. Teraz, w ogromnym pośpiechu i zamęcie, próbowała sprawić szyki, by stawić czoła nieprzyjacielowi. Tymczasem chrześcijanie zachowywali całkowity spokój. Baldwin kazał nieść przed frontem oddziałów relikwię Krzyża Świętego.  Król, bardzo wycieńczony chorobą, został zdjęty z konia i umieszczony na klęczkach przed krzyżem, gdzie modlił się o zwycięstwo, a następnie przy aplauzie całej armii  wstał na równe nogi. Po chwili chrześcijańskie rycerstwo, z królem Baldwinem na czele, ruszyło do szarży na wciąż nie gotowych muzułmanów.

Impet uderzenia był tak duży, że muzułmanie z miejsca ponieśli ogromne straty. Do zwycięstwa znacznie przyczynił się sam król, który - z obandażowanymi rękoma - walczył w pierwszych szeregach, co dodawało rycerstwu animuszu i ochoty do walki. W krótkim czasie wojsko Saladyna zostało pokonane i rzuciło się do ucieczki. Niewielu jednak zdołało ujść. Saladyn uratował się dosiadłszy najszybszego wielbłąda. Zwycięstwo było pełne. Baldwin całkowicie rozbił armię Saladyna i zagarnął jego tabory.

Chrześcijanie ścigali Saladyna do zmroku, po czym wycofali się do Aszkelonu. Tymczasem Saladyn, który stracił większość swych wojsk, uciekał do Egiptu szarpany po drodze przez Beduinów. W wyniku kilkudniowych ulewnych deszczów, które zamieniły pustynię w jezioro, zaledwie dziesiąta część sułtańskich wojsk dotarła wraz z nim nad Nil.

Jednak już dwa lata pozniej Saladyn odnowił swe siły i walki rozgorzały  ponownie.  Saladyn odniósł zwycięstwo w bitwie pod Marj Ayyun. Następnie doszło do bitwy o zamek Chastellet wybudowany po sukcesie bitwy pod Montgisard. Zamek wybudowali w strategicznym miejscu Templariusze. Zadaniem zamku położonego tylko jeden dzień marszu od Damaszku,  było kontrolowanie strategicznego brodu na rzece Jordan. Saladyn zdawał sobie sprawę, że chrześcijański zamek położony tak blisko Damaszku stanowi śmiertelne zagrożenie.  Saladyn próbował przekonać Baldwina IV by odstąpił od budowy zamku, swe argumenty poparł nawet propozycją łapówki w wysokości najpierw 60.000 dinarów a następnie 100.000 dinarów. Baldwin IV oczywiście odrzucił ofertę i ukończył zamek.

23 sierpnia 1179 roku Saladyn zaatakował zamek i po tygodniu zaciekłych walk zdobył i zrównał z ziemią nowy zamek. Odsiecz prowadzona przez Baldwina IV spózniła się. W ciągu następnych dziesięciu lat toczyły się nieustające walki w toku, których doszło do nierozstrzygniętych bitew pod Al- Fule i o zamek Belvoir.  

Rok 1187 maił się okazać decydującym, Saladyn zdołał zebrać wielką lecz kruchą koalicję wojowników z podległych sobie ziem egipskich, syryjskich i irackich. Potrzebował teraz tylko pretekstu do rozpoczęcia wojny. Pretekst znalazł bez trudu i stał się nim rozbójniczy proceder Renalda z Chatillon, księcia regenta Antiochii i seniora Zajordanii frankijskiej. Od lat łupił on bezlitośnie ziemie muzułmanów, zdobył nawet port Ajla (dzisiejszy Ejlat) i napadał na statki kupieckie muzułmanów oraz na pielgrzymów udających się drogą morską do Mekki i Medyny, za co był znienawidzony przez Saladyna i muzułmanów.

30 czerwca 1187 roku Saladyn przekroczył Jordan. Po rozbiciu obozu 15 km od obozu krzyżowców w Seforii, sułtan wysłał część wojsk, które przystąpiły do uderzenia na Tyberiadę Miasto padło, ale twierdza utrzymała się i była broniona przez łacinników pod dowództwem Eschivy, żony Rajmunda z Trypolisu. Za namową wielkiego mistrza templariuszy Gerarda de Ridefort król Gwidon de Lusignan 3 lipca postanowił iść na pomoc oblężonej przez wojska Saladyna Tyberiadzie.

Nie posłuchał przy tym rozsądnych rad samego Rajmunda z Trypolisu, aby się powstrzymać od tego kroku, albowiem ani czas, ani miejsce nie sprzyjały Frankom i wojsko nie miało przygotowanych odpowiednich zapasów wody na wyprawę. Poza tym uznał, że ważniejsze jest dobro i bezpieczeństwo Królestwa Jerozolimskiego (troska o nie narażanie armii na klęskę i utraty możliwości ofensywnych i defensywnych państwa) i w tym celu gotów był poświęcić Tyberiadę wraz z obecną tam żoną. Ponadto obozowisko w Seforii miało dobre zaopatrzenie w wodę i paszę dla koni a król Gwidon de Lusignan nie zdążył zabrać na wyprawę dostatecznych zapasów wody.

Powyżej kapitulacja chrześcijan pod Hittin.

Maszerująca armia chrześcijan została otoczona i odcięta od wody w okolicy wioski Hittin. Chrześcijanie ponawiali kontrataki szarżując na pozycje muzułmanów ale ci unikali starcia rozstępując się w ostatniej chwili rażąc jednocześnie wroga strzałami. Spragnieni, pozbawieni wody chrześcijanie nie mieli już sił do walki. Kolejne ataki muzułmanów przyniosły efekt. Jako ostatni padł czerwony namiot króla jerozolimskiego. W  ręce niewiernych dostała się relikwia Krzyża Świętego, zginął też dzierżący ją w rękach biskup Akki.

Klęska była zupełna.  Straty krzyżowców wyniosły ok. 10 000 zabitych oraz 10 000 jeńców. Tylko około 3 000 żołnierzy udało się uratować. Do niewoli dostał się sam król Gwidon i najznakomitsi dygnitarze królestwa. Spośród pojmanych pan Zajordanii  Renald z Chatillon najbardziej znienawidzony przez Saladyna, został przez niego stracony osobiście. Zginęli też  po odmowie przejścia na islam prawie wszyscy pojmani rycerze zakonni, z wyjątkiem wielkiego mistrza templariuszy Gerada de Rideforta, który najprawdopodobniej był na usługach Saladyna. Spośród jeńców świeccy możni zostali potraktowani godnie a ludzi niskiego stanu oddano w niewolę.

Po klęsce pozbawione załóg miasta i zamki w Palestynie,  poddawały się łatwo Saladynowi. Wkrótce po tym zwycięstwie Saladyn zdobył Jerozolimę i większość miast Królestwa Jerozolimskiego. Od tego czasu, pomimo jeszcze nielicznych sukcesów krzyżowców, datuje się stopniowy upadek Królestwa Jerozolimy.


Deus vult ! Historia wypraw krzyżowych cz.3 ( I wyprawa krzyżowa i zdobycie Jerozolimy

W tym samym czasie kiedy wyprawa ludowa maszerowała przez Bałkany, rycerstwo  Europy dopiero się zbierało i trwały przygotowania do wymarszu. Termin rozpoczęcia wyprawy ogłoszono na 15 sierpnia, kiedy to zakończą się żniwa i wyżywienie ogromnej armii nie będzie stanowiło większego problemu.

Papież Urban II mianował przywódcą całej wyprawy  biskupa Le Puy Ademara z Monteil, który był jednak tylko przywódcą duchowym wyprawy. Jego autorytet i zdolności dyplomatyczne zażegnały w czasie wyprawy nie jeden spór w obozie krzyżowców. Formalnego dowódcy wojskowego nie wyłoniono a wszystkie decyzje podejmowała rada wojenna złożona z najznamienitszych członków wyprawy.

Być może gdyby do wyprawy przyłączyła się jedna z koronowanych głów, krzyżowcy mieliby jednego wyrazistego lidera. Jednak cesarz Henryk IV był ekskomunikowany i pozostawał w konflikcie z Papieżem, także król Francji Filip I był ekskomunikowany. Król Anglii Wilhelm II Rudy choć nie był ekskomunikowany to jego stosunki z papieżem pozostawały napięte.

Większość zgromadzonej armii była pochodzenia frankońskiego i normańskiego, uzupełnienie stanowiły poczty nielicznych rycerzy z Niemiec i Anglii. Najbogatszym z feudałów biorących udział w wyprawie był Rajmund z Tuluzy prowadzący rycerzy z Prowansji. Inne istotne postaci to Boemund z Tarentu wiodący Normanów z Sycylii, Tankred z Tarentu (siostrzeniec Boemunda), Gotfryd z Bouillon książę Dolnej Lotaryngii,  Robert II Krótkoudy książę Normandii (syn Wilhelma Zdobywcy), Stefan hrabia Blois, hrabia Flandrii Robert Flandryjski, Baldwin I z Bouillon (brat Gotfryda).

Cała armia liczyła około 40 tyś zbrojnych, w tym 4500 ciężkiej jazdy, resztę stanowiło 35 tyś pieszych wojowników. Była to świetnie uzbrojona i wyszkolona armia złożona z rycerzy i zawodowych żołnierzy, niewątpliwie najlepsza siła zbrojna ówczesnej Europy.

Po długim marszu przez Bałkany kolejne hufce możnowładców, maszerujące często różnymi trasami dotarły na jesień 1096 roku pod mury Konstantynopola. Przemarsz przez Bałkany przebiegał bez incydentów choć oddział Boemunda z Tarentu, starł się z eskortującymi ich Pieczyngami w służbie cesarza Aleksego I.

Cesarz nie spodziewał się przybycia aż tak wielkiej armii krzyżowców. Pamiętając kłopoty jakie sprawili krzyżowcy ludowi, Aleksy I roztropnie postąpił nie wpuszczając armii krzyżowej do miasta, krzyżowcy musieli rozbić obóz pod murami miastem. Zresztą niezwłocznie Grecy przystąpili do transportu armii na drugą stronę Bosforu, także przy pomocy floty weneckiej.

Bizantyjczycy chcąc uzyskać kontrolę nad wyprawą obsypywali przywódców podarunkami. Stefan z Blois dostał na przykład od cesarza tyle podarków, że w liście do swej żony Adeli z Blois (córki króla Anglii Wilhelma Zdobywcy) mógł napisać, że mają  teraz dwa razy więcej złota i srebra niż przed wyjazdem na wyprawę. Grecy nie omieszkali także pokazać od kogo zależna jest wyprawa i kto dostarcza armii krzyżowej prowiant i tym samym napełnia brzuchy żołnierskie.

Jako anegdotkę można dodać, że Stefan na wyprawę wcale się nie kwapił. Jego wpływowa, dobrze wykształcona żona a za razem religijna kobieta wypchnęła go na siłę. Argumentując, że nie będzie jej robił wstydu siedząc w domu,  podczas gdy chrześcijańska Europa wyrusza na wojnę z niewiernymi. Stefan chcąc nie chcąc spakował kanapki i pojechał na wojnę:).

Grzeczności, biesiady i negocjacje trwały 2 tygodnie. Na koniec cesarz zażądał złożenia przez krzyżowców przysięgi, że wszystkie miasta i terytoria odbite z rąk niewiernych wrócą pod panowanie Bizancjum. Niektórym krzyżowcom bardzo to było nie w smak, najbardziej niechętny takim porozumieniom Rajmund z Tuluzy stoczył nawet potyczkę z wojskami Bizancjum. Po pewnych perturbacjach,  dla dobra wyprawy wszyscy możni wyprawy złożyli przysięgę i wyprawa ruszyła w dalszą drogę. Pierwszą przeszkodą na jej drodze było miasto Nikea, stolica Sułtanatu Rumu, bez zdobycia, którego nie można było myśleć o dalszym marszu w kierunku Jerozolimy.

Zdobycie Nikei

Poszczególne oddziały krzyżowców z posiłkami bizantyjskimi nadciągały osobno i proces otaczania miasta trwał od początku maja, ostatecznie oblężenie rozpoczęto 14 maja. Ostatni kontyngent krzyżowców pod wodzą  Roberta z Normandii i Stefana z Blois,  dotarł pod mury miasta 3 czerwca gdy trwały już walki. 

Nikea była silnie ufortyfikowana, a jej umocnienia, znajdowały się w doskonałym stanie. Mury miasta miały długość około 6,5km a baszt było 240. Miasto leżało na skraju  Jeziora Askaniańskiego, zbudowane na planie nieregularnego pięcioboku. Garnizon turecki w mieście był spory, nie wystarczał on jednak do skutecznej obrony przed tak licznym nieprzyjacielem. Z tego powodu wysłano do sułtana gońców z wezwaniem o pomoc.

Pierwsze oddziały tureckie przybyłe pod miasto uderzyły bez zwłoki na hufce tuluskie, z pierwszego starcia zwycięsko wyszli krzyżowcy. Turcy wycofali się by poczekać na sułtana nadciągającego z głównymi siłami. Widząc, że odsiecz wycofuje się,  oblężeni Turcy zaprosili do miasta bizantyjskiego generała Butumitesa by uzgodnić warunki kapitulacji. Szybko jednak nadeszły wieści, że sułtan jest już blisko i negocjacje przerwano.

Jego armia przybyła pod Niceę 21 maja. Sułtan od razu zaatakował krzyżowców, usiłując przebić się do miasta. Główne uderzenie przyjęło wojsko Rajmunda, którego prawym skrzydłem dowodził Ademar z Monteil biskup Le Puy. Oddziały tuluskie wzięły na siebie całe uderzenie, ponieważ Gotfryd i Boemund nie mogli opuścić swoich stanowisk pod murami, w obawie przed atakiem miejskiego garnizonu.

Rajmunda wspomogły hufce Roberta z Flandrii. Bitwa trwała cały dzień i mimo zażartego ataku, Turcy nie zdołali przebić się przez oddziały krzyżowców. Okazały się one silniejsze niż sądzili muzułmanie, do tego w pojedynkach dobrze uzbrojeni i wyszkoleni  rycerze europejscy pokonywali lekkozbrojnych Turków. O zmroku widząc nieuchronną klęskę, Kilidż Arslan zdecydował się na odwrót.

Zwycięstwo okupiono wielkimi stratami, poległo wielu znamienitych rycerzy w tym Baldwin hrabia Gandawy. Zwycięstwo podniosło jednak morale krzyżowców i osłabiło wolę walki oblężonych w mieście Turków. Lekcję pokory odebrał także sułtan, który po łatwych zwycięstwach rok wcześniej nad wyprawą ludową nie miał szacunku dla wojsk europejskich. Po bitwie krzyżowcy poucinali głowy poległym Turkom. Część głów wrzucono katapultami do miasta a resztę obnoszono na pikach wokół miasta.

Przez następne tygodnie krzyżowcy próbowali dokonać wyrwy w murach przy pomocy maszyn oblężniczych oraz podkopów w, których rozpalano ogień by skruszyć fundamenty jednej z wież obronnych. Nie przynosiło to jednak większych efektów, uszkodzenia spowodowane przez krzyżowców były za każdym razem naprawiane przez Turków pod osłoną nocy. W tym czasie miasto ciągle było zaopatrywane od strony jeziora.

Krzyżowcy wysłali do cesarza posłańców z prośbą o przetransportowanie na jezioro floty cesarskiej. 7 dni zajęło przeniesienie okrętów na dystans 30km. Wysiłek opłacił się. Kiedy Turcy zobaczyli, że ich jedyna droga zaopatrzenia jest odcięta,  postanowili się poddać. Turcy jeszcze raz skontaktowali się z Butumitesem i uzgodnili warunki kapitulacji. 18 czerwca, w noc poprzedzającą planowany szturm walny,  Turcy  otworzyli bramę na odcinku bizantyjskim i wpuścili do miasta Bizantyjczyków, którzy zatknęli na wieżach miasta cesarskie chorągwie.

Było to na rękę cesarzowi gdyż ten chciał przejąć miasto w jak najlepszym stanie i zapobiec jego splądrowaniu do, którego by zapewne doszło w wypadku sforsowania obrony w wyniku bitwy i wdarcia się do miasta krzyżowców. Cesarz miał także na uwadze dobro mieszkańców miasta, gdyż większość z nich stanowili greccy chrześcijanie.

Doszło do zadrażnienia stosunków pomiędzy krzyżowcami a cesarzem, gdyż krzyżowcy poczuli się oszukani tajnymi negocjacjami prowadzonymi przez Bizantyjczyków z Turkami. Radość ze zwycięstwa przesłoniła jednak animozje pomiędzy sojusznikami. Zwycięstwo dodało krzyżowcom wiary w powodzenie wyprawy i spowodowało napływ nowych ochotników. Turcy zdali sobie natomiast sprawę, że wyprawa krzyżowa jest dla ich panowania w Anatolii śmiertelnym zagrożeniem.

Bitwa pod Doryleum

29 czerwca armia krzyżowa podzieliła się na dwie części i wyruszyła w dalszą drogę. Tymczasem sułtan Kiildż Arslan zawarł sojusz ze swoimi dotychczasowymi wrogami, tureckimi Daniszmendydami władającymi własnym państwem w okolicach dzisiejszego miasta Sivas. Armia sułtana śledziła bacznie ruchy armii krzyżowej, czekając na dogodny moment do wydania walnej bitwy.

Do bitwy doszło u zbiegu dwóch dolin, w pobliżu dawnej twierdzy bizantyjskiej Doryleum. Przodem maszerowali  Normanowie pod wodzą Boemunda z Tarentu i Roberta z Normandii, za nimi zaś w pewnej odległości reszta armii z Gotfrydem z Bouillon,  Rajmundem z Tuluzy i biskupem Ademarem. Zwiadowcy Boemunda i Roberta dostrzegli nawet grupę konnych Turków o czym donieśli dowódcom. Boemund i Robert uznali, że są to tylko Tureccy zwiadowcy i kontynuowali marsz. Gdy wyszli na otwartą przestrzeń w dolinie, dostrzegli tysiące Turków, którzy zastąpili im drogę.

W szeregi krzyżowców wdarł się niepokój. Krzyżowcy zatoczyli obóz warowny w, którym schronili się cywile towarzyszący armii. Wojownicy zaś sformowali kordon ochronny wokół obozu. Turcy stosowali swoja ulubioną taktykę, zacieśniania pętli wokół przeciwnika i zasypywania go tysiącami strzał wystrzelonych z galopujących koni. Krzyżowcy nie znający takiej taktyki dążyli do bezpośredniego starcia od, którego Turcy się uchylali. Tylko osobiste męstwo Roberta i Boemunda, którzy objeżdżali pozycje swych wojsk dodając otuchy, zapobiegło załamaniu się obrony i ucieczce.

Po 5 godzinach morderczego ostrzału, na horyzoncie zamajaczyły proporce drugiej armii krzyżowej zbliżającej się do pola bitwy. O wyniku bitwy przesądziło pojawienie się na tyłach Turków oddziału krzyżowców, którzy za radą Bizantyjczyków dokonali górskimi ścieżkami szerokiego obejścia pola bitwy. Krzyżowcy uderzyli na skrzydło wojsk tureckich. Turcy nie wytrzymali natarcia i uciekli z pola bitwy. W ręce krzyżowców wpadł obóz ze skarbcem sułtana  Kilidż Arslana.

Krzyżowcy byli bliscy katastrofy, lecz ostatecznie odnieśli decydujące zwycięstwo.  Zwycięstwo zawdzięczali dyscyplinie i wysokiemu morale, pozwalającym im trwać pod tureckim obstrzałem. Zwycięstwo zostało okupione dużymi stratami. Zginęło około 4000 krzyżowców, a więc utracono jedną trzecią armii. Także Turcy ponieśli dotkliwe straty, tracąc około 3000 ludzi.

Sułtan przekonał się jeszcze raz, że przyszło mu walczyć z doborową armią. Dlatego uznał, że nie zdoła pokonać krzyżowców w walnej bitwie i od tej pory przyjął taktykę spalonej ziemi i nękania przeciwnika nagłymi acz krótkimi atakami. Po trzech dniach obozowania na polu bitwy, spędzonych na grzebaniu zmarłych i odzyskiwaniu sił. Armia krzyżowa ruszyła w kierunku potężnej Antiochii, kolejnego ważnego celu zbrojnej wyprawy do Jerozolimy.

Od Głównej wyprawy odłączył się Baldwin z Bouillon (brat Gotfryda), który udał się księstwa Edessy gdzie został powitany z radością przez miejscowych chrześcijan w większości Ormian. Baldwin zawarł sojusz z księciem Edessy Torosem, który uznał Baldwina za następcę tronu. Po kilku tygodniach Toros umiera w dziwnych okolicznościach a Baldwin ogłasza powstanie Hrabstwa Edessy. Tym sposobem powstało pierwsze państwo łacińskie na Bliskim Wschodzie. Trzeba zaznaczyć, że Baldwin złamał umowę z cesarzem i nie zwrócił Bizancjum ziem niegdyś należących do Bizancjum.

Zdobycie Antiochii

Reszta wyprawy dotarła w pazdzierniku 1097 roku do Antiochii i rozpoczęła jej oblężenie, które trwało aż do czerwca 1098 roku. Samo oblężenie Antiochii obfitowało w emocjonujące zwroty akcji, kiedy to szala zwycięstwa przechylała się z jednej strony na drugą. Jest to materiał na osobny, obszerny artykuł. Dlatego opiszę oblężenie Antiochii w wielkim skrócie nie wdając się przesadnie w detale.

Trwająca od 20 pazdziernika 1097 roku do 28 czerwca 1098 roku oblężenie Antiochii było w zasadzie serią oblężeń i bitew krzyżowców z Turkami w wyniku, których krzyżowcy ostatecznie zdobyli Antiochię. Oblężenie można podzielić na dwie główne fazy. W pierwszej fazie, trwającej do 2 czerwca 1098 roku, krzyżowcy oblegali miasto i odparli dwie armie tureckie próbujące odblokować Antiochię. Faza ta zakończyła się zdobyciem miasta (po zdradzie Firuza, ormiańskiego dowódcy trzech baszt, który wpuścił Normanów na dowodzone przez siebie baszty) przy czym Turcy utrzymali się w cytadeli.

W drugiej fazie od 3 do 28 czerwca, krzyżowcy panujący nad miastem oblegali cytadelę i jednocześnie byli oblegani przez turecką armię Kurbughi, atabega Mosulu. Zakończyła się ona bitwą w, której krzyżowcy zmusili armię Kurbughi do ucieczki, zaś cytadela poddała się.

Sytuacja krzyżowców w oblężonym mieście stała się tragiczna. Odcięci od zaopatrzenia cierpieli głód, dochodziło dezercji a morale zupełnie upadło. Turcy spodziewali się lada dzień zupełnego zwycięstwa. Wtedy nastąpiło ważne wydarzenie, które odmieniło losy bitwy i uratowało wyprawę krzyżową od zupełnej klęski.

Podczas tureckiego szturmu 10 czerwca do dowódców zgłosił się jeden z towarzyszących wyprawie biedaków niejaki  Piotr Bartłomiej. Twierdził on, że już od grudnia 1097 roku miał objawienia, w, których ukazywał mu się Andrzej Apostoł. W ostatnim z tych objawień miał przekazać mu informację o ukrytej pod jednym z antiocheńskich kościołów Świętej Włóczni, którą został przebity bok Jezusa. 14 czerwca na polecenie Rajmunda z Tuluzy podjęto poszukiwania pod wymienionym przez Piotra Bartłomieja kościołem. Wieczorem we wskazanym miejscu odkopano oczywiście Świętą Włócznię, co wywołało wielki entuzjazm wśród krzyżowców.

W serca krzyżowców wlała się nadzieja i entuzjazm. W mieście podjęto uroczyste przygotowania do bitwy. Krzyżowcy przez trzy dni pościli, spowiadali się i odbywali procesje ze Świętą Włócznią. Ostatniego dnia wszyscy przyjęli Komunię Świętą. Przed bitwą na tymczasowego wodza wybrano Boemunda.

Powyżej Biskup Ademar niosący Świętą Włócznię

Skrajnie zdesperowani lecz natchnięci wiarą w zwycięstwo krzyżowcy wydali Turkom walną bitwę. Kurbugha pozwolił krzyżowcom spokojnie wyjść z miasta i ustawić się w szyku na polu bitwy. Wszyscy krzyżowcy walczyli pieszo, gdyż swoje konie już dawno zjedli, paradoksalnie okazało się to wielką siłą.  

Boemund zorganizował wszystkich krzyżowców w jedną, dużą, pieszą formację, która mimo wielkiego osłabienia przemaszerowała przez pole bitwy i szybko zdobyła obóz Kurbughi. Pożar obozu wywołał panikę wśród Turków i ich odwrót, mimo że wciąż mogli wygrać bitwę. Starcie spowodowało jednak u krzyżowców ogromne straty, polegli niemal wszyscy Normanowie, którzy stanowili czoło nacierających krzyżowców.

Zwycięstwo pod Antiochią otworzyło krzyżowcom drogę do Jerozolimy. Niestety w obozie krzyżowców wybuchł spór o to komu należy się władza nad miastem. Spór na wiele miesięcy opóznił marsz armii krzyżowej na Jerozolimę. Ostatecznie władzę przekazano Boemundowi, który odłączył się od wyprawy i utworzył Księstwo Antiochii.

Wieść o klęsce Turków rozniosła się szybko po całym regionie i kolejne małe emiraty położone na trasie przemarszu krzyżowców poddawały się krzyżowcom. W międzyczasie Jerozolima przeszła pod panowanie Fatymidów egipskich, którzy w 1099 roku zdobyli na Turkach Jerozolimę.

Zdobycie Jerozolimy

Wyprawa na Jerozolimę była bardzo ryzykowna, gdyż w tym czasie armia krzyżowców stopniała do zaledwie 1500 rycerzy i około 6000 pieszych. Krzyżowcy bez przeszkód podeszli pod  mury Jerozolimy 7 czerwca 1099 roku. Jednak już w czasie marszu do Jerozolimy krzyżowcy cierpieli na braki w zaopatrzeniu. Pod murami Jerozolimy doskwierał im głód i pragnienie, gdyż obrońcy zasypali wszystkie studnie w okolicy. Najbliższe zródło wody znajdowało się 6km od ich obozu.

Krzyżowcy dysponowali tylko jedną drabiną oblężniczą, dlatego pierwszy szturm przyniósł mizerny efekt w postaci uszkodzenia niższego muru zewnętrznego. 10 dnia oblężenia do portu w Jaffie dotarła flota genueńska z zaopatrzeniem. Niestety flota genueńska została otoczona w porcie przez liczniejszą flotę Fatymidów. Wobec tego załogi statków i rzemieślnicy wchodzący w skład załóg porzucili statki i z ładunkiem udali się do obozu krzyżowców pod Jerozolimą, gdzie przyłączyli się do wyprawy.

Przy pomocy drewna i materiałów pozyskanych ze statków, rzemieślnikom udało się wybudować dwie wieże oblężnicze. Niestety jeszcze raz w obozie krzyżowców powstał spór. Krzyżowcy jeszcze nie zdobyli miasta a już rozgorzała między nimi kłótnia o to kto przejmie władzę w zdobytym mieście. Na naradzie wodzowie zgodzili się tylko co do tego, że należy przeprowadzić szturm wspólnymi siłami.

Podczas całego oblężenia krzyżowcy starali się złamać morale obrońców, poprzez pokazowe egzekucje znaczących więzniów pod murami miasta, czy też wrzucanie jeńców muzułmańskich do miasta przy pomocy katapult. Obrońcy odpowiadali na to profanowaniem krzyży i nękaniem pozostałych w mieście nielicznych chrześcijan.

Główny szturm został przeprowadzony od strony południowej oraz północnej, gdzie przeniosły się siły Gotfryda. Atak rozpoczął się w środę 13 lipca, był kontynuowany następnego dnia, a także w nocy z 14 na 15 lipca. Pierwszy atak od strony północnej został przeprowadzony pod tzw. wieżą czterokątną pod, którą Gotfryd budował swoją wieżę oblężniczą. W nocy z 13 na 14 lipca wieża Gotfryda została zdemontowana i przeniesiona pod słabszą Bramę Kwietną (Heroda). 14 lipca na północnym odcinku udało się zniszczyć mur zewnętrzny. Tymczasem atak Rajmunda z Tuluzy od południa załamał się wobec silnej obrony. 15 lipca Gotfryd podszedł ze swoją wieżą pod główny mur, i przez kilka godzin ostrzeliwał obrońców z jej górnych kondygnacji (wieża miała ok. 16 metrów, mur ok. 13 metrów).

Około południa na murach wybuchł pożar, wydaje się, że wywołany przez samych obrońców, którzy używali płonących pocisków i substancji podobnej do ognia greckiego. Muzułmanie uciekli z płonącego fragmentu muru na, który wkroczyli krzyżowcy. Pierwszym z nich miał być rycerz Lethold z Tournai. Zarówno dzień, jak i godzina decydującego szturmu miały dla krzyżowców znaczenie symboliczne, gdyż były co podkreślają źródła z epoki, dniem i godziną Męki Pańskiej. Wśród pierwszych napastników na murach był sam Gotfryd, który kierował atakiem ze szczytu wieży oblężniczej. Na wieść o wdarciu się krzyżowców do miasta obrońcy południowego odcinka murów poddali się Rajmundowi. Jemu też poddała się jerozolimska cytadela czyli Wieża Dawida.

Niestety kulminacyjnym momentem bitwy była masakra mieszkańców miasta i grabież ich mienia. Z żołnierzy ocaleli jedynie ci, którzy poddali się Rajmundowi z Tuluzy.  Część krzyżowców, m.in. Tankred, usiłowała ocalić mieszkańców zebranych w meczecie Umara, jednak również oni zostali zgładzeni. O ostatecznym sukcesie I wyprawy krzyżowej przesądziło zwycięstwo pod Askalonem, gdzie mimo miażdżącej liczebnej przewagi wroga, pobito idącą na Jerozolimę armię Fatymidów, która miała za zadanie odbić miasto.

Gotfryd z Bouillon został wybrany władcą miasta. Gotfryd nie zgodził się przyjąć tytułu króla mówiąc, że w mieście, w którym Jezus Chrystus nosił cierniową koronę, nie może być króla. Był tytułowany odtąd Obrońcą Grobu Świętego, niemniej wybór ten stanowił początek Królestwa Jerozolimskiego. Pierwszym królem został po śmierci Gotfryda jego brat Baldwin wcześniej hrabia Edessy. Nagroda nie ominęła także Rajmunda z Tuluzy, który zdołał wykroić sobie własne hrabstwo Trypolisu, z ziem zajętych przez krzyżowców na terenie dzisiejszego Libanu.

W kilka dni po zdobyciu Jerozolimy, większość wyczerpanych krzyżowców zdecydowała się na powrót do domu. W Palestynie zostało około 500 rycerzy i 2000 pieszych żołnierzy. Tym sposobem zakończyła się I wyprawa krzyżowa. Jedyna jak się miało okazać wyprawa, która zakończyła się pełnym sukcesem. Państewka łacińskie powstałe na Bliskim Wschodzie,  wkroczyły w erę walki o przetrwanie. Stale cierpiące na brak wystarczającego zaplecza ludzkiego,  polegały zupełnie na pomocy z Europy, która nadchodziła w postaci kolejnych wypraw krzyżowych, ale o tym w następnej części cyklu.


Deus vult ! Historia wypraw krzyżowych cz.2 (wyprawa ludowa)

Jak już wiemy odzew na apel papieża był entuzjastyczny a wieść o ogłoszeniu krucjaty rozchodziła się szybko po całej Europie. Pospolity lud zbierał się szybko i spontanicznie, chcąc wyruszyć jak najszybciej do Ziemi Świętej. Charyzmatyczny kaznodzieja wędrowny Piotr z Amnies i jego zwolennicy przemierzali Francję namawiając ludzi do wzięcia udziału w krucjacie. Wyprawa ta została nazwana krucjatą ludową. Wyprawa ta często bywa marginalizowana i ignorowana i pozostaje w cieniu I wyprawy krzyżowej, choć było to ważne wydarzenie na wielką skalę, obfitujące w ciekawe epizody.

Na początku kwietnia 1096 roku Piotr z Amnies dotarł wraz z wielka grupą chłopstwa i mieszczan do Kolonii. W jego armii na razie nie było wielu rycerzy i wojowników z prawdziwego zdarzenia, gdyż większość francuskiego i flandryjskiego rycerstwa wolała się przyłączyć do któregoś z hufców wielkich możnowładców francuskich i wziąć udział w krucjacie rycerskiej, organizowanej w profesjonalny mniej żywiołowy sposób.

Piotr z Amnies postanowił wykorzystać swój pobyt w Niemczech w celu głoszenia krucjaty. Piotr z Amnies zdawał sobie sprawę z tego, że jego armia złożona głównie z chłopów i mieszczan przedstawia mizerną siłę bojową. W Niemczech bardzo liczył na przyłączenie się do niego rycerstwa niemieckiego. W pewnym stopniu udało mu się to, gdyż na apel odpowiedziała grupa pomniejszego rycerstwa niemieckiego pod przywództwem  hrabiego Tybingi Hugona, hrabiego Schwarzenbergu Waltera z Teck i trzech synów hrabiego Zimmern.

Powyżej Piotr z Amnies głosi krucjatę

Po kilku dniach Piotr opuścił Kolonię i wyruszył w kierunku Konstantynopola z armią powiększoną do 20.000 ludzi. W następnych dnia ludzie ciągle się zbierali i w ślad za Piotrem z Amnies wyruszyła kolejna duża grupa pod przywództwem niejakiego Volkmara. W następnych dniach wyruszyła następna grupa pod przywództwem Gotszalka, ucznia Piotra z Amnies.  Nawet po odejściu wspomnianych grup religijny zapał nie malał i formowały się kolejne grupy skupiające się wokół hrabiego Emicha z Leiningen, znanego rozbójnika i gwałciciela prawa, lecz zarazem świetnego dowódcę wojskowego.

Mimo to Emmich z Leiningen zdołał  zgromadzić spore siły  i przyciągnąć do siebie grupę znamienitych rycerzy niemieckich a także francuskich. W armii Emmicha znależli się panowie Zweibrucken, Salm i Viernenberger, Hartmann z Dillingen, Drogon z Nesle, Tomasz z La Fere, Clarambald z Vendeuil oraz Wilhelm Cieśla wicehrabia Melun. Grupa ta postanowiła pozostać w Niemczech dłużej i wyruszyć  w dalszą drogę w pózniejszym terminie. Przyniosło to straszne efekty. Pałętająca się po Niemczech niezdyscyplinowana grupa zbrojna w, której szeregach znajdowało się wielu pospolitych przestępców, dokonywała napaści na Żydów w celu zdobycia środków na sfinansowanie wyprawy krzyżowej na, którą Żydzi nie chcieli dawać pieniędzy.

3 maja w Spirze napadnięto na Żydów, którzy uszli z życiem dzięki temu, że schronienia udzielił im biskup tego miasta. Kilka dni pózniej w Wormacji gdzie Żydzi mieli wyjątkowo złą reputację, także otrzymali  schronienie w pałacu biskupa. Wściekły tłum wyważył bramy pałacu biskupiego i zabił około 500 Żydów. W Moguncji odmówiono krzyżowcom wstępu do miasta, jednak ktoś wewnątrz miasta otworzył im bramy.

W wyniku zamieszek zginęło w Moguncji około 1000 Żydów. Na wieść o tym, że Emich ze swoją armią zbliża się do Kolonii, miejscowi Żydzi rozproszyli po okolicznych wioskach i lasach. W Kolonii spalono synagogę. Po tym Emich uznał, że czas już ruszać i z większą częścią armii pomaszerował w kierunku Węgier. Część jego armii postanowiła jednak rozprawić się z Żydami w dolinie rzeki Mozeli, gdzie dokonali kilku pogromów. Następnie większość z nich wróciła do domów a reszta przyłączyła się do rycerskiej  I wyprawy krzyżowej. W 1096 roku pierwsza fala Żydów, uciekająca z Niemiec przed pogromami dociera do Polski.

Wieści o ekscesach niemieckich krzyżowców szybko rozeszły się po Europie, dotarły także do grupy prowadzonej przez Volkmara. Grupa ta dokonała 30 czerwca pogromu Żydów w Pradze a po dotarciu na Węgry próbowała tego samego w Nitrze. Król Węgier Koloman nie tolerował jednak takiego zachowanie na swoim terenie. Kiedy Niemcy pomimo ostrzeżeń nadal próbowali atakować Żydów i generalnie plądrować na trasie swego przemarszu, zostali zaatakowani przez Węgrów i wzięci do niewoli, los samego Volkmara pozostaje nieznany.

Także grupa Gotszalka nie zachowywała się należycie. Po dokonaniu pogromu w Ratzybonie wkroczyli na terytorium Węgier. Na Węgrzech kontynuowali rabunki i rozboje. Koloman otoczył więc grupę Gotszalka i zażądał złożenia broni. Gdy Niemcy przystali na warunki i złożyli broń, Koloman rozkazał zaatakować bezbronnych Niemców z, których większość została zabita.

Złe doświadczenia  z grupami Volkmara i Gotszalka negatywnie nastawiły Kolomana do wędrujących Niemców. Kiedy więc do granic Węgier dotarł ze swą watahą Emich z Leiningen, Koloman zabronił mu wstępu na Węgry. Koloman widząc, że grupa Emicha jest znacznie większa i lepiej uzbrojona. Wysłał swe wojska do zablokowania i obrony mostu na odnodze Dunaju.

Emich nie zamierzał odpuścić i rozkazał budowę własnego mostu. Przez 6 tygodni trwały potyczki z Węgrami i plądrowanie zajętej strony rzeki. Kiedy most był gotowy krzyżowcy przekroczyli rzekę i oblegli zamek Wieselburg (dziś Mosonmagyarovar) strzegący przeprawy. Na wieść o nadciągającej dużej armii Kolomana,  w obozie niemieckim  wybuchła panika. Garnizon zamku dokonał wypadu i pokonał napastników. Emich wraz z garstką Niemców uciekł do Niemiec a francuscy rycerze przyłączyli się do I wyprawy krzyżowej.

Tak zakończyła się, zanim tak naprawdę się zaczęła krucjata trzech oddziałów ludowych. Jedynie grupa, która wyruszyła pierwsza pod  przewodem  Waltera bez Mienia (francuskiego rycerza) zachowywała się przyzwoicie i jej przemarsz przez Węgry przebiegał  spokojnie. Kiedy krzyżowcy dotarli 8 maja do Węgier, król Koloman zaopatrzył krzyżowców w prowiant. Z końcem maja wyprawa przekroczyła rzekę Sawę i wkroczyła na terytorium Bizancjum.

Niestety na terytorium Bizancjum nie było już tak spokojnie. Kiedy krzyżowcy dotarli do Belgradu i zażądali prowiantu spotkała ich odmowa. Głodni krzyżowcy rozpoczęli plądrowanie okolicy. Garnizon Belgradu nie zamierzał biernie się temu przyglądać i zaatakował krzyżowców, zabijając wielu z nich. Kiedy wyprawa dotarła do Niszu namiestnik prowincji bułgarskiej Nicetas zaopatrzył krzyżowców w prowiant i pod zbrojną eskortą odesłał do Konstantynopola, sam zaś udał się do Belgradu by spotkać się z grupą Piotra z Amnies.

Grupa Piotra z Amnies też nie sprawiała kłopotów na Węgrzech. Do czasu. 20 czerwca grupa dotarła do Zemunia, gdzie doszło do nieporozumienia pomiędzy krzyżowcami i żołnierzami węgierskimi. Nieporozumienie przerodziło się w chaotyczną bitwę w, której zginęło 4000 Węgrów. Krzyżowcy szturmem wzięli cytadelę i zdobyli duże zapasy prowiantu. Obawiając się zemsty króla Kolomana szybko przekroczyli Sawę i weszli na terytorium Bizancjum.

Powyżej Piotr z Amnies prowadzi krzyżowców

Grupa Piotra dotarła do Belgradu 26 czerwca, który splądrowali i na koniec podpalili. 3 lipca dotarli do Niszu gdzie otrzymali prowiant od namiestnika Nicatesa, co zapewne zapobiegło kolejnym rabunkom. Niestety w  okolicach Sofii doszło do sporu pomiędzy krzyżowcami a bizantyjską eskortą. W bitwie z Bizantyjczykami krzyżowcy stracili 1/4 ludzi. Do Konstantynopola dotarli 1 sierpnia gdzie połączyli się z grupą Waltera bez Mienia oraz spora liczbą pielgrzymów, którzy dotarli do Konstantynopala z Włoch drogą morską.

Cesarz Aleksy chciał się jak najszybciej pozbyć z Konstantynopola i okolic niesfornych krzyżowców. Szybko dostarczył statki przewiózł całą wyprawę przez Bosfor do Azji. Kiedy wyprawa dotarła do Nikomedii, krzyżowcy pokłócili się. Niemcy i Włosi wypowiedzieli posłuszeństwo Piotrowi z Amnies i obrali swym przywódcą feudała z Italii Renalda. Francuzi zaś oddali się pod dowództwo Gotfryda Burela.

Z Nikomedii dwie wyprawy ruszyły w kierunku miasta Nikea (dziś Iznik) stolicy Sułtanatu Rumu. W połowie września Francuzi dokonali rajdu w okolice Nikei, gdzie splądrowali bogatą okolicę. Splądrowane łupy sprzedali greckim żeglarzom. Sukces ten wywołał zazdrość u Niemców i Włochów. Renald poprowadził 6000 ludzi w kierunku Nikei. Zabronił swoim ludziom  plądrowania wiosek na trasie marszu zamieszkałych wyłącznie przez chrześcijan, którzy zostali dopiero co obrabowani przez Francuzów.

Wojska Renalda obległy i zdobyły zamek Kserigordon. Na wieść o tym sukcesie krzyżowców sułtan Kildż Arslan I wysłał wojsko by odbiły zamek. Turcy przybyli pod zamek 29 września i zajęli jedyną studnię. Po ośmiu dniach spragnieni krzyżowcy musieli się poddać. Turcy darowali życie Renaldowi i garstce jego żołnierzy, gdy ci wyrzekli się wiary chrześcijańskiej, resztę zabili.

Na wieść o strasznej klęsce Renalda, obozująca pod Civetot druga część armii domagała się od dowódców pomszczenia poległych towarzyszy. Piotr z Amnies zaproponował, że wróci do Konstantynopola i poprosi cesarza o wsparcie. Kiedy minął ustalony termin 8 dni a Piotr ciągle nie wracał, górę w obozie krzyżowców wzięła frakcja Gotfryda Burela, zwolenników niezwłocznego wydania bitwy Turkom.

21 pazdziernika armia krzyżowców wyszła z obozu na spotkanie przeciwnika. Maszerująca armia wpadła koło wioski Drakon w zasadzkę turecką.  Na zupełnie zaskoczonych krzyżowców spadł grad strzał, a niebawem Turcy poszli do walnego ataku. Armia krzyżowców ludowych składała się głównie ze źle uzbrojonych chłopów i biedoty, którzy nie mieli większego pojęcia o sztuce wojennej. Ci ludzie szybko wpadli w panikę i rzucili się do ucieczki w kierunku Civetot. Tymczasem w obozie zaczął się kolejny dzień, niektórzy jeszcze spali, bo nikt nie spodziewał się tak rychłego powrotu armii.

Powyżej bitwa z muzułmanami

W tym momencie do Civetot wpadli najpierw krzyżowcy, a chwilę potem ścigający ich Turcy. Doszło do chaotycznej bitwy, która szybko zamieniła się w masakrę. Nieliczni krzyżowcy próbowali się bronić, rozpalając wielkie ogniska, tak aby wiatr zwiewał płomienie w kierunku muzułmanów. O zmroku bitwa była skończona. Wśród tysięcy zabitych było wielu przywódców wyprawy, w tym Walter bez Mienia. Turcy wzięli do niewoli tylko garstkę jeńców i trochę młodych kobiet. Zaledwie ok. 3 000 krzyżowców wydostało się z obozu i uciekło do starego zamku nad brzegiem morza.  Z możnych krzyżowców ocaleli tylko Francuzi Wilhelm z Poissy, Walter z Breteuil, oraz Niemcy Fryderyk z Zimmern, Rudolf z Brandis i Henryk ze Schwarzenbergu. 

Turcy nie odpuszczali i oblegli stary zamek chcąc zakończyć ostatecznie krucjatę ludową. Niedobitki wyprawy zostały uratowane od niechybnej śmierci lub niewoli przez flotę wysłaną im na pomoc przez cesarza. Zostali oni przewiezieni do Konstantynopola. Klęski pod Kserigordonem i Civetot przypieczętowały los zle zorganizowanej i niezdyscyplinowanej wyprawy. Przywódca wyprawy Piotr z Amnies pozostał w Konstantynopolu do czasu przybycia I wyprawy krzyżowej do, której się przyłączył.

CDN...

 


Deus vult ! Historia wypraw krzyżowych cz.1

W ciągu ostatnich trzech dekad,  zainteresowanie tematyką wypraw krzyżowych gwałtownie wzrosło i dziedzina ta stała się  polem intensywnych badań historyków średniowiecza i specjalistów z innych dziedzin. Wzmożone zainteresowanie krucjatami wywołane zostało prawie 30 lat temu, kiedy to doszło do konfliktu na szeroką skalę, pomiędzy koalicją państw zachodnich a muzułmańskim Irakiem.

Oliwy do ognia dolał prezydent George. W. Bush stwierdzając po atakach na WTC w Nowym Yorku, że USA rozpoczynają "krucjatę przeciw terrorowi". W świecie islamskim deklaracja ta została odebrana często jako deklaracja krucjaty przeciw islamowi.  Natychmiast tak na Zachodzie jak i w świecie islamskim,  poczyniono porównania do wypraw krzyżowych. Zwłaszcza w świecie islamskim, inwazja i okupacja Afganistanu i Iraku  odebrane zostały jako nowe wyprawy krzyżowe.

W Europie coraz częściej spotykamy się z odwołaniami do wypraw krzyżowych. Dzieje się tak dlatego, że Europejczycy zachodni nagle dostrzegli problemy związane z islamizacją Europy i gwałtownie rosnącą populacją muzułmańską w Europie. Ludzie rysują porównania do wydarzeń z przeszłości, gdyż zdają sobie sprawę z tego, że jeszcze raz nadchodzi czas starcia dwóch odmiennych cywilizacji.

Zanim przejdę do samych wypraw krzyżowych, warto nakreślić kilka zdań na temat czym była krucjata i jakie były przyczyny powstania  ruchu krucjatowego. I o tym co przekonało dziesiątki tysięcy Europejczyków pochodzących z różnych stanów społecznych, by zostawić swe domy i wyruszyć w długą i niebezpieczną podróż do Ziemi Świętej.

Słowo krucjata pochodzi od łacińskiego słowa "crux" czyli krzyż. 27 listopada 1095 roku papież Urban II na synodzie w Clermont ogłosił hasło "wojny świętej" i wezwał lud do przyjęcia krzyża i udziału w wyprawie krzyżowej. Na zakończenie mowy papieża, prawdopodobnie mnich Piotr z Amnies (charyzmatyczny wędrowny kaznodzieja) krzyknął Deus vult! Czyli Bóg tak chce! Zawołanie podchwycili rycerze i zgromadzony tłum i stało się ono hasłem przewodnim krucjat.

     Powyżej przybycie papieża Urbana II na synod w Clermont

Odpowiedz na wezwanie papieża była masowa i entuzjastyczna. Na znak przyjęcia krzyża i złożenia deklaracji wzięcia udziału w wyprawie, ludzie naszywali na ubrania czerwone krzyże, od tej pory krzyż stał się znakiem uczestników wypraw a ich samych zwano krzyżowcami.

Krucjaty były wyprawami zazwyczaj zbrojnymi, sankcjonowanymi przez papieży i podejmowanymi przez państwa i chrześcijańskie rycerstwo Europy. Wojny te były prowadzone przede wszystkim przeciwko muzułmanom, ale także przeciwko poganom, chrześcijańskim heretykom, a czasami przeciwko katolikom. Choć powody tych wojen były w dużym stopniu religijne, to mieszały się one również z czynnikami politycznymi i ekonomicznymi. Krucjaty ogłaszane były głównie przez papieży, jednak czasami również przez innych władców, wspieranych przez papiestwo.

Do krucjat zaliczane są wyprawy na Słowain połabskich, przeciwko pogańskim Prusom, wyprawy liwońskie (na teren pozniejszych Inflant), wyprawy szwedzkie przeciwko pogańskim Finom, wyprawy litewskie przeciwko Żmudzinom. Zbiorcza nazwa dla tych wypraw to krucjaty bałtyckie.

Każdy ruch religijny nie zgadzający się z linią nauczania Rzymu i potępiający korupcję i niektóre rzeczywiście gorszące praktyki, stosowane w tym czasie przez hierachów koscielnych, musiał się liczyć z możliwością konfrontacji ze zbrojną krucjatą. Taki los spotkał Waldensów w Alpach na pograniczu Francji i Sabaudii, Katarów w Langwedocji oraz czeskich Husytów.

Także katoliccy władcy, którym nie po drodze było chwilowo z Rzymem narażeni byli na atak. Król Aragonii Piotr III Wielki, musiał się zmagać z tak zwaną krucjatą aragońską. Pod pretekstem krucjat i nawracania niewiernych, wymuszano często zobowiązania feudalne. Tak było w przypadku Stedingerów. Stedingerowie byli kolonistami z Niderlandów, którzy osiedlili się na dość dzikich bagnistych terenach na północ od Bremy, w delcie rzeki Wezery. Dzięki własnej pracowitości i zastosowaniu nowoczesnych metod osuszania,  szybko zaczęli się bogacić z produkcji rolnej. Lokalni feudałowie oczywiście rościli sobie prawo do zysków, lecz Stedingerowie odmówili płacenia danin. Ponieważ teren ten był nawet w połowie XIII wieku słabo schrystianizowany i notowano tam liczne relikty wierzeń starogermańskich, było to wystarczającym pretektem by zacząć przeciwko pracowitym chłopom krucjatę antypogańką.

Przyczyn powstania ruchu krucjatowego nie należy upatrywać w jednym pojedynczym powodzie. Powodów było wiele i możne je umieścić w trzech głównych grupach. Powody religijne, polityczne oraz ekonomiczne.

W okresie średniowiecza ogromne poruszenie i szok w świecie chrześcijańskim wywołało zdobycie Jerozolimy przez Arabów w 638 roku, oraz przez Turków seldżuckich w 1072 roku. Wskutek tego wiele cennych relikwii chrześcijańskich trafiło w ręce muzułmanów i zostało przewiezionych do Persji.

A zatem pierwszym ważnym celem wypraw krzyżowych. Motywowanym religijnie, było odbicie Jerozolimy z rąk muzułmanów w, której znajdowały się ważne dla chrześcijan miejsca kultu, oraz zapewnienie chrześcijanom stałego i bezpiecznego dostępu do miejsc kultu. Nie małe znaczenie dla przecież bardzo religijnych ludzi tamtych czasów,  była obietnica złożona przez papieża Urbana II. Kiedy wezwał on ludzi na synodzie w Clermont do wzięcia udziału w wyprawie, obiecał każdemu uczestnikowi wyprawy odpuszczenie wszelkich grzechów, błogosławieństwo oraz zbawienie.

Powyżej Piotr z Amnies wskazuje krzyżowcom drogę do Jerozolimy

Ważnymi czynnikami decydującymi o powstaniu ruchu krucjatowego były czynniki polityczne i wojskowe. Świat chrześcijański z niepokojem obserwował kolejne agresywne działania muzułmanów stale atakujących chrześcijańskie ziemie z Sycylii. Podnoszącą na duchu zachętą, do walki z muzułmańskim agresorem, była prowadzona  z dobrym rezultatem od VIII wieku rekonkwista chrześcijańskich ziem w Hiszpanii i Portugalii.

Najważniejszym jednak powodem była chęć pomocy Bizancjum, które walczyło i traciło teren na korzyść muzułmańskich Turków seldżuckich.  Cesarz Aleksy I Komnen poprosił Zachód o dostarczenie posiłków na wojnę w Turkami, jego prośba został wysłuchana i Urban II zainicjował I wyprawę krzyżową.

Nie mniej ważkimi motywami do udziału w wyprawie krzyżowej były motywy ekonomiczne. Chęć wzbogacenia się poprzez otwarcie nowych zyskownych szlaków i faktorii handlowych, łączących Europę z Bliskim i Dalekim Wschodem. Spowodowało, że włoskie miasta kupieckie mocno popierały ideę krucjatową. Nie szczędząc na nią środków finansowych a także udostępniając swe floty, bez których transport wojska i wszystkiego co wojsku potrzebne do prowadzenia wojny nie byłby możliwy.

Trzeba także pamiętać, że w latach 1089-1095 w Europie nastąpiły liczne epidemie i klęski żywiołowe powodujące klęski głodu, wydarzeniom tym towarzyszyły nieustanne wojny pomiędzy możnowładcami. Nic zatem dziwnego, że zdesperowani ludzie zmuszeni borykać się z takimi problemami, ochoczo włączyli się w projekt, który jawił im się jako szansa na znalezienie sobie nowego lepszego miejsca na ziemi.

To samo dotyczyło stanów wyższych społeczeństwa, arystokracji. Prawo dziedziczenia w systemie feudalnym posiadał tylko najstarszy syn. Dla młodszych braci pozostawało do podziału niewiele lub nic. Często czekała ich kariera kościelna lub klasztorna, a to jak można sobie łatwo wyobrazić nie było kuszącą perspektywą dla ambitnego młodzieńca. 

Wyprawa krzyżowa kusiła baronów i hrabiów z Europy, perspektywą zdobycia w Ziemi Świętej własnego księstwa a nawet królestwa. Uniezależniając ich tym samym od władzy króla czy cesarza. Drobne rycerstwo mogło marzyć o zdobyciu posiadłości składających się z kilku lub kilkunastu wiosek. Innymi słowy średniowieczna Europa stała się dla arystokracji miejscem ograniczonych możliwości i perspektyw.

Powyżej krzyżowcy na okrętach w drodze do Ziemi Świętej

Do takiego stanu rzeczy przyczyniło się uchwalenie zespołu konwencji zwanych Pokojem i Rozejmem Bożym (Pax et Treuga Dei). Zespół konwencji uchwalony został po raz pierwszy przez synod w Charroux w 989 roku. Prawo to miało za zadanie ograniczenie niszczących sąsiedzkich wojen feudalnych, toczonych pomiędzy sobą przez feudałów w Europie.

Pokój i Rozejm Boży roztaczał ochronę nad określonymi kategoriami osób słabszych lub bezbronnych (od duchownych poprzez kobiety, dzieci i starców po chłopów, kupców i podróżnych) oraz obiektami (kościoły, klasztory, młyny, promy, domy, siedziby sądów itp.)

Rozejm Boży, projekt katalońskiego benedyktyna Oliby, opata Ripoll i biskupa Vic, ustanowiony w 1027 roku na synodzie w Toulouges w hrabstwie Roussillon, wyznaczał natomiast ramy czasowe bezwzględnego zawieszenia broni: od środy wieczorem do poniedziałku rano, później również w całym okresie adwentu i wielkiego postu.

Instytucja Pokoju i Rozejmu Bożego była stosowana do końca XIII wieku  przez papieży i synody biskupie.  Winni naruszenia Pokoju i Rozejmu Bożego  podlegali ekskomunice kościelnej, następnie jako gwałciciele pokoju (violatores pacis) pociągani byli przed trybunały pokoju tworzone przez ligi biskupów i co rozsądniejszych feudałów. W razie niepoddania się winnego wyrokom trybunału liga wypowiadała mu wojnę.

Wymuszona tym prawem bezczynność licznego rycerstwa, często bez ziemi i perspektyw powodowała u nich frustrację i niezadowolenie. Trzeba przyznać, że papiestwo świetnie wykorzystało tłumioną lecz narastającą energię, gromadzącą się niebezpiecznie wewnątrz rycerskiej warstwy społecznej. Energię, którą często obracali przeciwko sobie ze szkodą dla wszystkich.

Wyprawa krzyżowa okazała się być swego rodzaju zaworem bezpieczeństwa. Zaworem przez,  który można było upuścić kipiącą energię, ukierunkować ją właściwie w celu uzyskania wyższego, szczytnego celu jakim było odzyskanie Ziemi Świętej z rąk niewiernych.

CDN...


"Lebensborn" czyli hodowla Aryjczyków i kradzież polskich dzieci przez Niemców

W czasach III Rzeszy nazistowska ideologia,  wpoiła sporej liczbie Niemców przekonanie o wyższości rasy germańskiej nad innymi ludami. Dbanie o czystość rasy stało się obowiązkiem każdego Niemca a współżycie przedstawiciela "herrenvolk" czyli "rasy panów" z "untermesch" czyli "podczłowiekiem",  stało się przestępstwem karalnym na podstawie kodeksu karnego.

 

Niemcy byli do tego stopnia obłąkani swą ideologią, że postanowili rozpocząć program hodowli perfekcyjnego Aryjczyka/Niemca. W tym celu utworzyli w 1935 roku organizację podlegającą SS nazwaną "Lebensborn" czyli "zródło życia". Prezesem organizacji został Henrich Himmler.

Organizacja ta posiadała całą sieć domów na terenie Niemiec i okupowanej Europy w tym Polski w, której funkcjonowało 5 ośrodków. Największy z nich w Smoszewie koło Krotoszyna  planowano rozbudować do rozmiaru "kombinatu hodowlanego" jak to określano w korespondencji niemieckiej.

Docelowo w ośrodku miano wybudować 500 małych domków w, których miały mieszkać pod troskliwą opieką wykwalifikowanego personelu młode matki i ich potomstwo. Matka mogła dziecko zatrzymać lub oddać do adopcji wyselekcjonowanej rodzinie zastępczej. Z planowanych 500 domków wybudowano 24.  

W domach tych, młode kobiety, ochotniczki, starannie wyselekcjonowane pod względem kryteriów rasowych odpowiadające  nazistowskiej wizji perfekcyjnego Niemca. Spotykały się z tak samo starannie wybranymi żołnierzami SS, którzy przed wyruszeniem na front mieli za zadanie zapłodnić niemiecką dziewuchę i zapobiec przez to stracie wartościowego materiału genetycznego w przypadku śmierci na froncie. Pod koniec wojny Lebensborn posiadał 17.000 uczestników.

      Powyżej opiekunka z dziećmi urodzonymi w jednym z domów Lebensbornu.

Członkiem tej organizacji (członkowstwo było płatne) teoretycznie mógł zostać każdy Niemiec po przejściu oczywiście badań kwalifikacyjnych, lecz w praktyce ponad 90%  uczestników programu należało do SS. Mimo wielkiego wysiłku w kierunku odnawiania niemieckiej krwi i hodowli nordyckiej rasy nadludzi oraz osobistego patronatu Henricha Himmlera, program trzeba raczej uznać za porażkę, gdyż w domach Lebensbornu urodziło się zaledwie około 11.000 dzieci.

Kradzież polskich dzieci

Produkcja dzieci w ośrodkach rozrodczych Lebenbornu, była tylko jednym ze sposobów na pozyskiwanie świeżej krwi aryjskiej. Innym procederem Lebensbornu, rozwiniętym na ogromną skalę  była rabunek dzieci z okupowanych krajów, głównie Europy centralnej i wschodniej. W proceder pozyskiwania dzieci włączone zostały sądy, urzędy stanu cywilnego, szpitale, sierocińce.

W miarę trwania wojny i ponoszenia gigantycznych strat w ludziach na wszystkich frontach wojny, Niemcy poczęli zwracać swą uwagę w kierunku jak to określali "wartościowej krwi" wśród podbitych narodów. Nie przeszkadzało im to, że niebieskoocy blondyni pochodzą ze słowiańskich "podludzi".

Tłumaczyli bowiem sobie, że są to bez wątpienia potomkowie German, którzy zamieszkiwali w odległej przeszłości pośród Słowian i ulegli asymilacji. Osoby takie były więc warte przywrócenia na łono germańskiego narodu. Według ostrożnych szacunków Niemcy porwali i poddali procesowi germanizacji około 200.000 dzieci

Rabunek dzieci często odbywał się w sposób brutalny. Ludzi nachodzono w domach i porywano dzieci pod nieobecność rodziców. W poszukiwaniu dzieci nadających się do adopcji i germanizacji w niemieckich rodzinach zastępczych, przeczesywano sierocińce i szpitale, zdarzało się, że zabierano od matek noworodki bezpośrednio po urodzeniu. Dzieci odbierano także robotnicom przymusowym, które urodziły już po wywiezieniu do Niemiec.

Po pozyskaniu dziecka do akcji wkraczała niemiecka machina biurokratyczna, mająca za zadanie zatrzeć jakiekolwiek ślady prawdziwego pochodzenia dziecka. Porwanemu dziecku tworzono  nową niemiecką już tożsamości. Germanizacja najmłodszych dzieci przebiegała bez problemów, ale dzieci większe, które potrafiły już mówić i pamiętały swoją rodzinę doświadczyły wielu traumatycznych chwil. Często przemocą wymuszano od nich narzucony obowiązek mówienia po niemiecku i zakaz wspominania o rodzinie.

Regularną praktyką była zmiana lub zniekształcanie imion i nazwisk porwanych dzieci. Karwinowski stawał się Karpersem, Mikołajczyk - Mickerem, a Sosnowska - Sosemann. Niektóre polskie nazwiska były tłumaczone na niemiecki: Olejnik - Oelmann, Młynarczyk - Mueller, Ogrodowczyk - Gaertner. Jeśli natomiast dziecko nosiło nazwisko o słowiańskim brzmieniu, nadawano mu typowe nazwisko niemieckie: Cieślak - Schueller, Rzamiak - Kramer, Czesławski - Zallinger. 

Podane przykłady są autentyczne i pochodzą z dokumentacji prawnika  Romana Hrabara, który z pełnomocnictwem rządu polskiego po wojnie do lat 50-tych zajmował się odszukiwaniem i sprowadzaniem do Polski porwanych dzieci z Terenu Niemiec i Austrii.

Roman Hrabar mający organizować pomoc społeczną w Katowicach zostaje wyznaczony przez Ministerstwo Pracy i Opieki Społecznej w lipcu 1946 roku do utworzenia listy dzieci wywiezionych do Niemiec. Zadanie nie jest łatwe Niemcy w końcowym okresie wojny zniszczyli wiele akt a inne wywiezli do Niemiec.

Powyżej  Pismo Lebensbornu z 18 grudnia 1943 do obywatela Niemiec Karola Müllera z zawiadomieniem, iż znaleziono dla niego dwóch chłopców (Sepp Piehl i Eugen Bartel) z, których jednego będzie mógł sobie wybrać. Chłopiec wymieniony w piśmie, Eugen Bartel, to dziecko polskie, które RuSHA w Łodzi przeznaczył do „ponownego zniemczenia”, a Lebensborn sfałszował metrykę urodzenia przerabiając oryginalne nazwisko Eugeniusz Bartczak

Ze strzępów dokumentacji odnalezionych w Grodkowie pod Opolem w byłym ośrodku wychowawczo-poprawczym udaje ustalić się dane  grupki porwanych dzieci, które zostały wywiezione z Grodkowa w nieznane miejsce. Z innego dokumentu udało się ustalić dane 49 dzieci i ich rodzin zastępczych w Austrii w okręgach Salzburg i Markt-Pongau. Pojawiają się pierwsze sukcesy, dzieci wracają do Polski i swoich prawdziwych rodzin.

Wieść o pracy Romana Hrabara roznosi się szybko po całym kraju. drzwi w jego biurze nie zamykają się a na biurku piętrzą się akta prowadzonych spraw i listy zrozpaczonych rodziców, którzy na nowo odzyskali nadzieję na odzyskanie zaginionego dziecka. Fragmenty listów opisują okoliczności porwania ich dziecka. Oto kilka z nich.

"Nie było mnie w domu. Po powrocie nie zastałam już mojego synka Krzysztofa. Miał 18 miesięcy. Dwóch gestapowców pobiło mojego starego ojca i dwie siostry, którzy bronili się przed oddaniem dziecka. Wywieziono je samochodem. Od tego czasu nie mam żadnej wiadomości o dziecku".

"Córeczka moja zachorowała. Udałam się do apteki, co trwało dłuższy czas. Po moim powrocie sąsiedzi ze strachem opowiadali, że jacyś ludzie w mundurach niemieckich z pielęgniarką wyważyli drzwi do mojego mieszkania i zabrali spazmujące dziecko do samochodu. Widziano przez szyby, jak samochód szybko odjechał. Nigdzie nic o dziecku nie mogłam się dowiedzieć"

 

Wielką pomoc w poszukiwaniach udziela Romanowi Hrabarowi Amerykanka Eileen Blackey pracowniczka organizacji UNRRA, także zajmująca się poszukiwaniami zaginionych dzieci. Roman Hrabar wyjeżdża do Heidelbergu w amerykańskiej strefie okupacyjnej. Dostaje tam malutkie biuro i rozpoczyna pracę, obok niego tym samym zajmują się przedstawiciele z niemal wszystkich krajów europejskich oraz pracownicy żydowskich organizacji charytatywnych z USA.

W Bawarii w Ragensburgu w siedzibie UNRRy odnajduje nazwiska 4000 dzieci ze Śląska. Kartoteki są często wybrakowane i znajduje się w nich tylko lakoniczna adnotacja w stylu.

"Dziecko nie pamięta swojego nazwiska. Nie może sobie przypomnieć rodziców"

"Mówi, że nazywa się Stronk, ma 6 lat. Ojciec był wysoki. Mieszkał przy ulicy, po której jeździł tramwaj";

"Mówi, że miał brata i siostrę. Siostra nazywała się Anna. Imienia brata nie pamięta. Wiadomo, że przyjechała w 1944 r. transportem z innymi dziećmi ze wschodu"

"Zna niektóre polskie słowa, jak kot, pies, dobry, tak, nie, cukierek. Mówi, że jest z Polski. W języku niemieckim kończy jednak: ich bin ein Deutscher"

Innym razem z Polski nadchodzą dokumenty 146 polskich dzieci, które umożliwiły ich odzyskanie i połączenie z rodzicami w Polsce. Lata mijają i w miarę pogarszania się stosunków pomiędzy Zachodem a ZSRR Amerykanie i Brytyjczycy zaczynają piętrzyć trudności by uniemożliwić repatriację dzieci. Taka postawa wynika z przekonania, że nie powinno się jak to ujęli "powiększać siły biologicznej potencjalnego przeciwnika".   

Stoją na przykład na stanowisku, że dzieci volksdeutschów są Niemcami i pozostaną w Niemczech. Nie pomagają tłumaczenia, że za odmowę podpisania volks listy w okupowanej Polsce groziła wysyłka do obozu koncentracyjnego.  Mimo to Romanowi Hrabarowi udaje się odzyskać 25 małych Ślązaków z ośrodka opiekuńczego w "Schloss Hubertus" w mieście Oberlauringen, których Amerykanie nie chcieli wydać gdyż dzieci mówiły już tylko w języku niemieckim.  Hrabar udowodnił Amerykanom, że dzieci mają rodziców w Polsce.

  Powyżej Roman Hrabar  z odzyskanym dzieckiem

W wyniku pracy Romana Hrabara udało się sprowadzić do Polski 33.000 dzieci, w tym 20.000 z radzieckiej strefy, 11.000 ze stref aliantów zachodnich i 2000 z Austrii. Około 170.000 polskich dzieci nigdy nie wróciło do ojczyzny. Szacuje się, że dziś około 2 do 3 milionów ludzi na świecie jest potomkami uprowadzonych z Polski dzieci.

Jednym z sukcesów Romana Hrabara, który stał się głośny w całej Polsce było odzyskanie córek poznańskiego lekarza Franciszka Witaszka  Alodii i Darii. Dr Witaszek został stracony za udział w wielkopolskim ruchu oporu, a jego córki w dniu 9 IX 1943 r. zabrane przez gestapo i umieszczone w ośrodku "Lebensborn" w Kaliszu.

Tu, po zmianie imion i nazwiska na Wittke zostały oddane do adopcji. Alodia jako Alice w Niemczech, a Daria jako Dora do rodziny zamieszkałej w Austrii. Hrabar odzyskał je w listopadzie i grudniu 1947 roku. Matka odebrała dziewczynki na dworcu kolejowym w Katowicach, obie nie potrafiły już wypowiedzieć jednego słowa w ojczystym języku.

Polskie władze dążą do ukarania sprawców procederu porywania dzieci, w wyniku tych starań zaczyna się tak zwany VIII proces norymberski. Zeznają w nim dzieci odzyskane przez Romana Hrabara. Zeznają między innymi 15-letni Sławomir Grodomski-Paczesny z Łodzi. Opowiada przed sądem, jak został zabrany z domu do ośrodka, w którym nazwano go Karlem Grochmannem i wysłano do niemieckiej rodziny.

 Powyżej powitanie polskich dzieci po powrocie z Niemiec. Zdjecie pochodzi z Muzeum Historii Katowic.

Zeznaje także  Alina Antczak, że w zakładzie w Łodzi dokładnie ją zbadano, mierzono usta, nos, czaszkę. Opowiada jak zabrano ją do Niemiec i powiedziano, że nazywa się od teraz Hilda Anziger. Alina Antczak została umieszczona w niemieckiej rodzinie. W nowym domu często na nią krzyczeli i bili kiedy zapomniała się na moment i powiedziała coś po polsku.

W wyniku VIII procesu  norymberskiego całe kierownictwo organizacji Max Sollmann, Gregor Ebner oraz Günther Tesch zostało zwolnione z obowiązku odbywania kary, zaś jedyna kobieta postawiona przed sądem, Inge Viermetz, otrzymała uniewinnienie 2. klasy: „z braku dowodów”. W wyroku z 10 marca 1948 sąd uznał Lebensborn za „instytucję opiekuńczą” !

Sąd nie skazał osób odpowiedzialnych za akcję rabunku dzieci i przymusowe odbieranie dzieci kobietom z obozów koncentracyjnych. Decyzję tę po uznaniu przez część środowisk prawniczych za skandaliczną zakwestionował w 1950 niemiecki Trybunał Denazyfikacyjny w Monachium, uznając całość działalności Lebensborn za zbrodniczą.


K-Wagen czyli niemiecki "pancernik lądowy"

W czasie I wojny światowej, na polach bitew pojawiło się wiele niespotykanych dotąd rodzajów uzbrojenia.  Jednym z nich były czołgi. Choć na tym polu wyraznie przodowali alianci a zwłaszcza Francuzi, także Niemcy podejmowali próby wybudowania własnych czołgów. Najbardziej znaną konstrukcją niemiecką z tego okresu,  jest wyprodukowany w ilości  20 sztuk A7V. Mało jednak osób wie, że Niemcy zaprojektowali i wyprodukowali dwa superciężkie pancerniki lądowe.  Tylko zakończenie wojny zapobiegło bojowemu użyciu tych stalowych potworów.

 

Jeszcze w czerwcu 1917 roku, zanim z linii produkcyjnej wytoczył się pierwszy, wyglądający jak pudełko na gąsienicach A7V, Niemcy planowali budowę nowego superciężkiego czołgu przeznaczonego do przełamywania mocno rozbudowanych i świetnie bronionych linii okopów alianckich z, którymi piechota nawet przy wsparciu ciężkiej artylerii nie była sobie w stanie poradzić.

 

Projekt nowej maszyny nazwanej K-Wagen wykonał kapitan rezerwy i inżynier  Joseph Vollmer pracujący dla Verkehrstechnisch Prufungskommision oraz kapitan Weger. Ministerstwo Wojny zaaprobowało projekt i zleciło wykonanie 10 egzemplarzy. 5 z nich miało powstać w fabryce łożysk Riebe w Berlinie i 5 w zakładach Wegemann & Co w Kassel.

   Powyżej pracownicy fabryki Riebe pozują do zdjecia na kadłubie ogromnego czołgu 

Pojazd początkowo miał ważyć aż 165 ton! Lecz jego waga poprzez skrócenie pojazdu została zmniejszona do bagatela 120 ton. Ogromny rozmiar i masa pojazdu uniemożliwiała  transport. Dlatego zdecydowano, że pojazd będzie rozkładany na 6 sekcji na czas transportu,  a po rozładunku  składany w pobliżu miejsca w, którym zamierzano użyć pojazd. Uzbrojenie czołgu składało się z 4 dział kalibru 77mm oraz 7 karabinów maszynowych kalibru 7,92 mm systemu Maxim. Opancerzenie pojazdu z każdej strony miało grubość 30 mm.

 

Z dziesięciu zamówionych pojazdów wybudowano 2. Tylko jeden nazwany "Riebe" osiągnął gotowość operacyjną umożliwiającą użycie w walce.  Załoga czołgu liczyła 27 ludzi. Dowódca, 2 kierowców, sygnalista, oficer artylerii, 12 artylerzystów, 8 strzelców karabinów maszynowych oraz 2 mechaników. Początkowo planowano, że częścią uzbrojenia czołgu będzie także miotacz ognia, ale zrezygnowano z tego pomysłu.

 

Według projektu, dowódca miał wydawać rozkazy załodze ze swojej konsoli, przy pomocy lampek elektrycznych zamontowanych na panelach przy każdym stanowisku bojowym. System kierowania ogniem przypominał ten zastosowany na okrętach wojennych. Dziwacznym rozwiązaniem było to, że dwóch kierowców miało prowadzić czołg bez możliwości obserwacji terenu i polegać wyłącznie na wskazówkach dowódcy.

 

Jedyny gotowy do walki "pancernik lądowy" nigdy nie opuścił fabryki w, której został zbudowany. Po wojnie zgodnie z układem pokojowym, który zabraniał posiadania Niemcom czołgów, maszyna została zniszczona pod czujnym okiem komisji alianckiej.


Polscy archeolodzy na tropie słowiańskiej warowni w Maroku

Zapowiada się naprawdę ciekawa wyprawa archeologiczna, ja już się nie mogę doczekać ogłoszenia wyników i relacji z wyprawy. Polscy archeolodzy z Poznania i Szczecina wyruszają w pazdzierniku do Maroka. Kierownikiem wyprawy jest dr Wojciech Filipowiak. Celem wyprawy jest odnalezienie zaginionej ufortyfikowanej osady słowiańskiej, wysoko w górach Rif.

Na przełomie IX i X wieku w rejonie gór Rif istniał emirat Nekor, rządzony przez dynastię Banu Salih. Władcy tego państwa utrzymywali gwardię przyboczną złożoną z niewolników słowiańskich. Z niewiadomych przyczyn doszło do konfliktu z władcą  i buntu gwardzistów. Słowiańscy gwardziści pokonali emira i wycofali się ze stolicy w góry, gdzie założyli warowną osadę nazwaną  Qarijat as-Saqaliba co tłumaczy się jako "osada Słowian".

Warownia Słowian w Maroku nie jest żadną legendą, tylko faktem historycznym, potwierdzonym w zródłach pisanych tamtej epoki. Opis warowni pozostawił nam arabski historyk z XI wieku Abu Abdullah Al-Bakri w swym dziele "Księga dróg i królestw" w, którym to oprócz opisu warowni znajduje się pierwsza wzmianka o państwie Mieszka I.

Polscy naukowcy planują wizyty w trzech muzeach w Rabacie, Fezie i Tetuanie, gdzie chcą się zapoznać z materiałem archeologicznym sprzed 1000 lat. Następnie udadzą się w góry Rif. Na podstawie map, lokalnych nazw topograficznych i kontaktu z rdzennymi mieszkańcami, podejmą próbę wytypowania dogodnych miejsc, gdzie osada mogła zostać założona.  Miejsca te w przyszłości zostaną dogłębnie przebadane. W przeszłości marokańscy naukowcy prowadzili w tym rejonie tylko powierzchniowe badania.

Kierownik wyprawy twierdzi, że dzięki połączeniu metod lingwistycznych, archeologicznych i etnograficznych szanse na odnalezienie zaginionej warowni znacznie wzrastają. Pomocna w poszukiwaniach jest kronika, która wspomina, że zbuntowani Słowianie wybudowali osadę w pobliżu stolicy emiratu (dziś wioski) Mnoud Nekkour nad rzeką Oued Nekor.

Naukowcy zadają sobie pytanie, w jakiej odległości od stolicy emiratu, Słowianie wybudowali swą warownię? Opiekun naukowy wyprawy prof. dr hab Ryszard Vorbrich twierdzi, że jest to około pół dnia drogi od stolicy,  choć dystans może być nieco większy.

Zanim naukowcy wyjadą do Maroka spędzą czas w archiwach oraz bibliotekach w Aix-en-Provence we Francji oraz w hiszpańskiej Sewilli. Zaplanowane jest także spotkanie konsultacyjne z prof. Ahmedem Tahiri, znawcą emiratu Nakor. Polscy naukowcy liczą szczególnie na pomoc marokańskich specjalistów, z zakresu lingwistycznych archaizmów języka arabskiego oraz języków berberyjskich.

Wielu ludzi,  zwłaszcza tych mniej biegłych w temacie,  może się bardzo zdziwić. I zadać sobie pytanie. Słowianie w Maroku? Jak to możliwe? Na to wypada odpowiedzieć, bardzo możliwe. Choć nie ma się czym szczycić,  handel słowiańskimi niewolnikami był w czasach wczesnego średniowiecza bardzo rozpowszechniony.

Trzeba dodać, że słowiański "towar" uchodził za luksusowy. Złotowłosi młodzieńcy byli nie tylko piękni ale i silni oraz bitni,  a słowiańskie kobiety wzbudzały zachwyt książąt orientu. Wbrew pozorom handel słowiańskimi niewolnikami nie wyglądał wyłącznie w ten sposób, że do kraju Słowian wpadała obca wyprawa zbrojna i porywała ludzi tysiącami. Takie zdarzenia miały miejsce często,  ale częściej niestety Słowianie sprzedawali siebie nawzajem w niewolę obcym.

Przodkowie Mieszka I a następnie On sam nie miał skrupułów by sprzedawać za złoto i srebro Pomorzan, Ślązaków, Mazowszan czy Połabian pojmanych, w trakcie wojen konsolidujących państwo wczesnych Piastów. Fundusze na narzędzie podboju sąsiednich plemion, pod postacią profesjonalnej drużyny tarczowników i pancernych wojowników konnych,  w małym stopniu pochodziły ze sprzedaży miodu leśnego i wosku, bursztynu, skór i ceramiki. 

Tak samo postępował każdy inny ościenny władca, od Połabia po Ruś a na Bałkanach kończąc. Kiedy Racibor książę Pomorza najechał Konungahelę w Norwegii,  porwał tysiące Skandynawów, część pozostawił sobie a resztę sprzedał w niewolę kupcom arabskim i żydowskim, na targach w Wolinie i Szczecinie.

W handlu słowiańskimi niewolnikami, muzułmanów stopniowo zastępowali Żydzi. Którzy  osiedlali się od Hiszpanii po Chazarię całymi grupami, powiązanymi więzami pokrewieństwa, tworząc faktorie handlowe i punkty transferu kapitału i dóbr.

Grupa ta zwana była w  Radanitami jako,  że ich centrum mieściło się nad dolnym Rodanem we Francji. O szerokich kontaktach handlowych Żydów, poświadcza raport szpiega kalifa bagdadzkiego ibn Chordadhbegha z połowy IX wieku. Ich trasy handlowe z Chazrii przez Egipt, Chorezm i Bliski Wschód, biegły dalej do Indii i Chin. Na bliski Wschód przez Chazarię Słowianie mogli trafiać z ziem ruskich. 

Natomiast ci sprzedani na Połabiu czy w dzisiejszych Czechach i Polsce,  przez Bawarię i  miasta portowe w południowej Francji takie jak Arles i Narbona, wysyłani byli do Hiszpanii i dalej do Afryki, gdzie w okolicach miasta Fez zaczynał się szlak transsaharyjski. Tym szlakiem prowadzono handel z bajecznie bogatym i uczonym  Timbuktu w Mali a znad rzeki Niger przywożono złoto. Czy nieszczęśnicy z dalekich krain północy trafiali i tam?  Na razie nie ma na to dowodów archeologicznych ani wzmianek w zródłach pisanych.

Najprawdopodobniej właśnie drogą przez Francję i Hiszpanię Słowianie dostali się do Maroka, gdzie stali się wpływową grupą zagrażającą w pewnym momencie władzy emira. Niestety większość z niewolników wiodła smutny żywot, wykonując ciężkie prace w gospodarstwie, rolnictwie czy wydobyciu surowców. Bardzo często jednak niewolnicy robili błyskotliwe kariery, w wojsku i polityce, co wiązało się oczywiście z wyzwoleniem z niewolnictwa ale i przyjęciem islamu.

Od niewolnika do władcy

Najlepiej udokumentowanym przykładem takiej kariery jest życie pewnego Słowianina, który jako młody chłopiec trafił do  Kordoby (w, której około 960 roku zamieszkiwało aż 13 tyś Słowian), zakupiony przez wpływowego Abd al-Rahmana Senchuelo, ministra kalifa Hiszama II.  Przez pewien czas służył w gwardii słowiańskiej, która cieszyła się pozycją podobną do pozycji pretorianów  w Rzymie.

Po latach służby Mudżahid al-Muwaffaq, bo tylko pod takim imieniem znamy naszego bohatera uzyskał wolność. Został mianowany gubernatorem miasta Denia koło Walencji, dziś popularnego kurortu na Costa Blanca. Gdyby się na tym skończyło  i tak byłby to wielki sukces byłego niewolnika. Ale szczęście sprzyjało Mudżahidowi.  W 1009 roku kalifat Kordoby pogrążył się w otmętach wojny domowej a Mudzahid postanowił wykorzystać okazję.

W wyniku walk władzę stracił kalif Haszim II a z nim wpływowy minister Senchuelo. Mudżahid poparł nowego kalifa Muhamada II,  krewniaka poprzedniego kalifa. Jednak zdecydował się grać na własną kartę i przystąpił do zajmowania terenu i tworzenia własnego państwa. W 1010 roku zajął Tortosę a następnie podporządkowało mu się na pewien czas dwóch słowiańskich oficerów sprawujących władzę w Walencji.

                        Powyżej zaięg terytorialny państwa Mudżahida

Mudżahid zdawał sobie sprawę, że same podboje militarne nie wystarczą by zabezpieczyć swoją władzę. Odszukał dalekiego krewnego byłego kalifa Hiszama II i zrobił go marionetkowym kalifem. Sam nadał sobie niższy tytuł "hadżiba" (ekwiwalent wezyra z Bliskiego Wschodu, wezyr był najwyższym urzędnikiem kalifa i często w kontaktach z poddanymi wyrazicielem woli  kalifa).

W 1015 roku wyprawił się na Baleary i zajął wyspy w tym Ibizę. Sięgnął nawet po Sardynię  lecz został z niej po roku wyparty przez flotę Genuii i Pizy, wysłaną na prośbę papieża Benedykta VII. Tego samego roku pozbył się marionetkowego kalifa, który sprawiał problemy i próbował się wydostać z upokarzającej roli. Mimo utraty Sardynii Mudżahid rządził pomyślnie przez ponad 30 lat i kontynuował najazdy nękające na wybrzeża Ligurii i Toskanii. Zmarł w czerwcu 1045 roku.

Władzę po nim przejął jego syn  Ali Iqbal al-Dawla, który urodził się z małżeństwa z chrześcijanką. Pod rządami Alego na 30 lat nastał okres prosperity i względnego pokoju, którego gwarancją była silna flota. Stan ten trwał aż do 1076 roku kiedy to tajfa Deni przeszła pod władzę tajfy Zaragozzy.

Kariera Mudżahida jest najlepiej potwierdzona w zródłach ale nie jedyna. Wiemy, że po rozpadzie kalifatu Kordoby, w małych państewkach (tajfach) powstałych na gruzach kalifatu, rządzili inni eks niewolnicy słowiańscy. Niestety nie wiemy o nich nic za wyjątkiem ich już nie słowiańskich imion. I tak w Walencji rządził Mubarak, w Almerii Chajran a w Leridzie Muzaffar.

Słowianie na Bliskim Wschodzie

W jeszcze większej liczbie niż do Hiszpanii Słowianie przybywali na Bliski Wschód i to zazwyczaj nie w roli niewolnika! Jak wiadomo od VI wieku Słowianie zajmowali Bałkany, w swym marszu po licznych krwawych walkach dotarli do Grecji,  którą skolonizowali w dużym stopniu, zwłaszcza jej północną część, ograniczając władzę Bizancjum do kilku większych miast portowych.

Jednak już w VII wieku Bizancjum rozpoczęło proces odzyskiwania utraconych ziem i przywracania władzy. Grecy stosowali taktykę asymilacji i przesiedleń słowiańskich najezdzów. Całe plemiona, dziesiątki tysięcy wojowników, kobiet i dzieci przenoszono do azjatyckich prowincji Bizancjum gdzie osiedlano ich jako osadników wojskowych mających za zadanie strzec granic cesarstwa przed armiami muzułmańskimi.

Słowianie jednak pamiętali kto przymusił ich do opuszczenia domów i przeniesienia się w odległa nie znane im strony. Po kilku latach pobytu na południowej granicy cesarstwa zaczęli przechodzić masowo na stronę muzułmanów. Teofanes wspomina, że w 663 na stronę muzułmanów przeszło 5 tysięcy wojowników, jeśli były z nimi żony i dzieci ta liczba była znacznie większa.

Grupa ta została osiedlona przez muzułmanów w okolicach syryjskiego miasta Apamea. Ten sam pisarz donosi, że kilkadziesiąt lat pózniej w 697 roku 20 tysięcy wojowników uznało władzę kalifa Abd al- Malika ibn Marwana. Ta grupa została osiedlona w okolicach ważnego miasta Antiochia oraz  Kyrrhos w pobliżu wspomnianej wcześnie Apamei. Widać więc, że muzułmanie tworzyli z rozmysłem zmilitaryzowaną "strefę słowiańską" odgradzającą ich od Bizancjum. Największą osadą słowiańską na tym terenie była Saqlabija.

Muzułmańscy władcy nie tylko przyjmowali zbiegów z Bizancjum ale sami aktywnie poszukiwali kolejnych osadników wojskowych. Historyk arabski al-Baladuri donosi, że kalif z dynastii Omajjadów Marwan II panujący w latach 744-750 osiedlił dużą grupę Słowian w okolicach Aleppo a także w północnej Mezopotamii. Przybysze cieszyli się tam pewną autonomią tworząc system wojskowo-terytorialny. Pozostawili po sobie nazwy miejscowości takie jak Hisn Salman czy Hisn Zijad. W języku arabskim słowo "hisn" oznacza twierdza, były to więc osady warowne.

Ostatni władca z dynastii Omajjadów Marwan II sprowadził Słowian z Rusi. Będąc jeszcze namiestnikiem na Kaukazie, prowadził walki z potężnym kaganatem Chazarów. W 737 roku spustoszył ich kraj nad Wołgą i zabrał ze sobą 20 tysięcy jeńców, których to osadził na bizantyjskiej granicy. Słowianie odgrywali dużą role w czasach wojny domowej kiedy nowa dynastia Abbasydów odbierała władzę Omajjadom.

Po zwycięskiej dla Abbasydów wojnie,  nowy kalif Abu Dżafara al-Mansura pragnął zemsty na Słowianach za to, że nie stanęli po jego stronie. Jednak ci byli zbyt mocni by ich zwyczajnie napaść i wymordować. Przesiedlił ich zatem do Cylicji gdzie przebiegała stojąca w ogniu granica z Bizancjum.

Z czasem kroniki przestają donosić o zwartych grupach Słowian, zasiedlających znaczne obszary północnej Syrii i Iraku. Sugeruje to, że Słowianie zmieszali się z innymi ludami i zatracili swój język i kulturę.