Demonologia słowiańska - studium część pierwsza

Kategorie: 

źródło: encyklopedia Mythics

Bogowie słowiańscy zostali utopieni w Dnieprze i Zbruczu ich popioły zostały wywiane ze zgliszcz Arkony a święte gaje wykarczowane przez krzewicieli nowej wiary. Jednak mglista pamięć o nich przetrwała w świadomości współczesnych czasem pokryta obcym nalotem i częściowo schrystianizowana.

 

Nasz folklor roi się od różnych istot, które niegdyś otaczały bogów pierwszego rzędu, a po zniszczeniu miejsc kultu kontynuowały swój byt w kręgu domowym. Pomagały ludziom rozumieć budowę świata i jego fazy.  Szczególną rolę dla naszych przodków, odgrywały dusze zmarłych członków rodziny lub bliskich osób. Wierzono, że dusza jest obrazem, kopią człowieka za życia.

 

Obraz ten po śmierci człowieka odlatuje z wiatrem w zaświaty. Ale może powracać do swiata żywych a nawet jesć i pić. W celu zapewnienia spokoju duszom zmarłych Słowianie odprawiali rozbudowane ceremonie pogrzebowe. Aż do nadejścia chrześcijaństwa dominował pochowek w formie ciałopalenia, który miał oczyszczającą moc słońca i ognia. Choć u Słowian bałkańskich znane są cmentarzyska szkieletowe, tu należy się dopatrywać silnego wpływu Awarów.

 

Informacji o obrzędach ciałopalenia dostarcza nam arabski kronikarz Ibn Rosteh  IX-X w.  “Kiedy kto z nich umrze, palą go w ogniu, zaś ich kobiety, kto gdy im umrze, krajają sobie nożem ręce i twarze, Gdy zmarły zostanie spopielony, udają się do niego nazajutrz, biorą popiół z owego miejsca, dają go do popielnicy i stawiają  ją na pagórku”  Słowianie wschodni jeszcze w XIX wieku wznosili nad takim pochowkiem niewielkie domki. Ciekawa jest też relacja czeskiej kroniki Kosmasa, która wspomina 

 

“pogrzeby, które odbywały się po lasach i na polach i korowody, które odprawiali podług  pogańskiego zwyczaju, na dwóch i trzech rozstajnych drogach jakby dla spokoju duszy także i bezbożne igry, które wyprawiali nad swoimi zmarłymi tańcząc z nałożonymi na twarz maskami i wywołując cienie zmarłych"

 

Z tekstów bizantyjskich i arabskich wiemy o obrzędach,  w których występowało dobrowolne lub nie, zadawanie sobie śmierci przez wdowę. Tak jak dary grobowe jest to wyrazem przekonania, że dusze nieboszczyka trzeba wyprawić na tamten świat wyposażoną we wszystko, czego może potrzebować i nie miała, po co wracać. Ważnym elementem obrzędów pogrzebowych były stypy, po staropolsku strawie, po starorusku triznie a chorwacku karminie. Stypę odprawiano w czterdzieści dni po śmierci lub w rocznice śmierci. 

 

Zapisy folklorystyczne z Polski mówią o zwyczaju pozostawiania wolnego miejsca za stołem dla zmarłego. Na Białorusi gospodarz wywołuje zmarłych przodków wypowiadając słowa “Święci dziadowie, przychodźcie do nas wieczerzać. Proszę was na wieczerzę”. Niekiedy odbywa się to przy grobie, co przyjęli i zachowali Romowie. Pośród Słowian wschodnich i południowych wierzono, że dusza, aby dostać się na tamten świat musi przejść  przez rzekę czasem po moście albo w bród. Aby ułatwić to zadanie budowano kładkę przez potok czasami z wycięciem śladu ludzkiej stopy. Wrzucano też do trumny grosz na zapłatę za przewóz.

 

Słowianie nie obawiali się dusz zmarłych,  którzy odeszli w sposób naturalny. Ich obecność była nawet pożądana. Z tej grupy wywodzą się demony ludziom przyjazne  okazujące im swą pomoc, pomnażając dobytek, chroniąc zabudowę i plon. Do tej grupy powrócę później, lecz najpierw  omówię istoty, których się bano i wystrzegano. Różne wiedźmy, zmory i upiory rekrutowały się z dusz ludzi zmarłych gwałtownie lub nieszczęśliwie  np  topielcy, dzieci niechrzczone, samobójcy, porońce, kobiety zmarłe w czasie połogu, narzeczeni zmarli bezpośrednio przed ślubem. Istoty te mają wiele cech wspólnych jak czasowa niewidzialność, ciemna lub czerwona skóra, niewielki wzrost, obfite owłosienie gęste brwi, osobliwe zęby, duże wargi, długie sutki brak lub nadmiar palców, często zwierzęce lub ptasie stopy.

 

Istoty te potrafią się przedzierzgać w zwierzęta lub ptaki. Potrafią się uprzykrzać ludziom na wiele sposobów. Najczęściej wywołując choroby. Osobliwością wyobraźni Słowian jest załaskotanie lub zagłaskanie na śmierć .Demony  duszą, straszą jękami, śmiechem, jeżdżą na ludziach, wysysają krew i mleko, odmieniają niemowlęta, męczą ciężarne kobiety a czasem nawet porywają młode dziewczyny, wchodzą w stosunki płciowe z ludźmi.

 

Wczesną pożyczką jest strzyga lub w wersji męskiej  strzyż i strzygoń. Nazwa pochodzi z łacińskiego striga i greckiego striks. Jest to inwencja słowiańska nałożona na rodzimego wampira, czy upiora.Za strzygi uważano  dusze ludzi urodzonych z dwoma duszami dwoma sercami i drugim rzędem zębów. Za strzygę uważano tez noworodki urodzone z wykształconymi zębami. Kiedy za życia zidentyfikowano strzygę wypędzano ją z siedzib ludzkich.

 

Strzygi ginęły zazwyczaj młodo i kiedy jedna dusza odchodziła druga żyła nadal i by przetrwać musiała polować. Latała więc w nocy pod postacią sowy, wysysała krew i wyżerała wnętrzności. Oprócz polowania mściła się na ludziach za krzywdy doznane za życia. Podobnie jak upiora i wampira strzygę można było zabić wbijając gwoździe lub pale w różne części ciała. Upiory napastują własną rodzinę wchodzą w stosunki z żywymi  i swoimi żonami, czym powodują korowód śmierci. Epidemia strachu wywołana serią zgonów na wsi wywoływała magiczne działania wobec zwłok uznanych za wampira czy upiora.

 

Dokonywano tego przed pochówkiem lub na zwłokach wydobytych z grobu. Rzucano do trumny mak, trumnę przygniatano głazem, czasem posuwano się do kaleczenia zwłok przebijając pierś lub głowę  dużym gwoździem lub kołkiem. Na Rusi składano upiorom ofiary próbując je przebłagać. Nazwy tych upiorów przetrwały także w nazewnictwie miejscowości w Polsce mamy Wąpiersk a pod Rypinem są Strzygi. Także dusze  niemowląt zmarłych przed chrztem, lub spędzonych płodów oraz młodych dziewcząt  potrafią być mściwe, złośliwe i wrogie gdyż chodzi im o zemstę za przerwane życie .Przyjmują one formę dzikiego piszczącego ptactwa napadającego na kobiety ciężarne i rodzące. W Bułgarii znano je, jako navi w Serbii, jako navije , Słowenii  navje a w Polsce i na Ukrainie latawce lub porońce.

 

Powróćmy teraz do duchów i demonów domu, zagrody i roli. Czyli  duchów rodzinnych opiekujących się podstawową jednostką społeczną. Duchy domu są przyjazne i pożyteczne uznawano, że  przebywają  za piecem na strychu  pod podłogą lub w chlewie, uważano je za członków rodziny. Ducha domowego nazywano po prostu  domowym lub domownikiem czasem gospodarzem i ojczulkiem. Cechowała go  gospodarność i współodpowiedzialność za dom i przychówek. Wieszczył także członkom rodziny rzeczy dobre i złe. Jeśli rodzina przenosiła się do nowego domu  uroczyście upraszano go o pójście z nimi. Domownik niekiedy pokazywał się ludziom, ale zawsze w nocy.

 

Wyobrażano go sobie, jako czarnego i rogatego, ale najczęściej  przypominał głowę rodu lub siwego starca przypominającego zmarłego dziada lub ojca ubranego oczywiście na chłopską modłę. W niektórych regionach dodawano mu żonę zwaną domachą lub domowichą, która wyłaziła spod podłogi  i przędła. Domowego odżywiano by miał silę przepędzać obce i inne szkodliwe duchy jak na przykład złośliwego  bannika, ducha łaźni lub owinnika, ducha gumna.

 

Do innych nie przychylnych duszków domowych należały  nocnice, wywołujące bóle piersi matek oraz płacz i krzyk dzieci. U nas znamy je jako płaczki a na Rusi, jako płaksy. Rosyjski  historyk Michaił N. Tichomirow wspomniał o swojej gospodyni rodem ze wsi, która co wieczór zostawiała miseczkę mleka dla domowego. Domowy potrafił także być groźny. Kiedy był niezadowolony z domowników, potrafił  swym pocałunkiem wywołać pryszcze na ustach a nawet pobiciem połamać kości. W Polsce Duch domowy znany był pod nazwa Żyrowego  (od słowa żyr, czyli tłustość).

 

Z kultem ducha domowego wśród Słowian południowych,  łączy się cześć węża domowego. Na Białorusi trzymano po domach zaskrońce. W Serbii żmija cuvakuca, co znaczy ta, co czuwa nad domem w Chorwacji jest to żmija kucarica. W Bułgarii znają stopana, który w zamian za opiekę upomina się o jedzenie. Ofiarę składa mu najstarsza kobieta zarzynając nad ogniem czarną kurę tak by krew spłynęła do dołka zakrywanego potem ziemią. Cząstki kury wraz z chlebem i winem zanoszono mu na strych.

 

Podobny zwyczaj  praktykowano w Polsce jeszcze w XII wieku.  W czasie budowy nowego domu lub studni, zakopywano w narożniku ofiarę zakładzinową w postaci czarnego koguta, jajka albo głowy zwierzęcia. Dowodem na to są wykopaliska w Szczecinie i Gdańsku, i można w tym widzieć ofiarę dla duchów domowych. Upraszając je w ten sposób  o opiekę nad całym grodem.

 

Ofiara zakładzinowa znaleziona pod wałem grodu z VIII wieku w Bonikowie, składała się z kilku garnków z kaszą, zbożem, mięsem i napojami. Do zapożyczeń germańskich należą znane w Wielkopolsce , Czechach w Słowenii  skrzaty  (z germańskiego  scrato) podobnie polski chobold pochodzi od germańskiego  kobold,  lecz są to zapożyczenia dosyć późne i pochodzą z czasów pełnego średniowiecza. Do zapożyczeń  bałtyjskich i ugrofińskich należą krasnoludki , kraśniaki i małoludki.

 

Ważne miejsce w demonologii  Słowian zajmuje południca.  Jest to demon kobiecy  powstający z wiru powietrznego. Pokazuje się w samo południe w najgorętszej porze dnia.Południca może być  niebezpieczna dla pracujących w polu. Południca zwykle przechadza się miedzami łamiąc ludziom karki. Mimo to miała za zadanie ochronę zboża.

 

Ocena: 

Nie ma jeszcze ocen

Komentarze

Portret użytkownika niewazne

Sory sory ale wiedźmy to

Sory sory ale wiedźmy to mądre kobiety były, które wiedziały jak byc kobieta w przeciwienstwie do bojących sie samej siebie chrzescicórek lub obecnych schłopaczałych wyuzdanych wszeteczeństwem niewiernych pań. to katoland nadał pejoratywne znaczenie słowu wiedźma. Wczesniej za słowian było odwrotnie

0
0
Portret użytkownika grzech

Zgadza się. A zapożyczenia

Zgadza się. A zapożyczenia nie są od kogoś tylko ktoś od nas zapożyczał, bo nasz język w przeciwieństwie do np germańskiego jest bogaty w słownictwo, a tamte dlatego że były prymitywne to nie umiały przełożyć słowiańskie słowa na ich ani nawet je wypowiedzieć tak jak u nas brzmiały. To dlatego to my łatwiej uczymy się innych języków niż oni nasze

0
0

Skomentuj