Bolesław II Rogatka "niebieski ptak" na książęcym tronie cz 2

Kategorie: 

Public domain

Bolesław wykorzystał sprzyjający moment kiedy w celu poswięcenia nowego koscioła we wsi Górka (dzis częsć Sobótki) biskup wrocławski Tomasz I opuścił Wrocław. Na czele grupy najemnych Niemców zaskoczył biskupa nocą 6 pazdziernika 1256 r obrabował i porwał do Wlenia gdzie biskup wraz ze swą switą wtrącony został do lochu i zakuty w łańcuchy.

 

Mając schorowanego, starego biskupa w swej mocy począł go przymuszać do wielu ustępstw w tym do najważniejszej, zamienienia dziesięciny snopowej na korzystną dla Bolesława dziesięcinę pieniężną. Początkowo oczywiście licząc na pomoc od polskich książąt, kapituły wrocławskiej, arcybiskupa gnieźnieńskiego i samego papieża biskup odmawiał.

 

Gdy wiesć o napadzie i porwaniu biskupa rozniosła się, w  całej Polsce nie było końca oburzeniu i protestom, jednak do zbrojnej interwencji nikt się nie wyrywał. Kapituła wrocławska wezwała księcia Henryka III do walki o prawa biskupa lecz ten całą sprawę zlekceważył i zbył milczeniem przez co podniosły się głosy, że i on maczał w porwaniu palce, wszak zamiana dziesięciny snopowej na pieniężną w całej diecezji wrocławskiej leży i w jego interesie.

 

Najenergiczniej na czyn Bolesława zareagował arcybiskup gnieźnieński Pełka. Zwołał on zjazd biskupów polskich po obradach którego rzucił klątwę koscielną na Bolesława i jego pomocników, cała diecezja wrocławska obłożona została interdyktem, wysłano także do papieża Aleksandra IV list informujący o sytuacji.

 

Klątwa nie podziałała na Bolesława otrzeźwiająco, wręcz przeciwnie. Rozzłoszczony Bolesław przewiózł Biskupa Tomasza do Legnicy gdzie trzymał go w jeszcze cięższych warunkach. Po wielu miesiącach stary biskup nie widząc z nikąd ratunku przystał na żądania Rogatki i zgodził się na zamianę dziesięcin w całej diecezji wrocławskiej i wypłatę ogromnej sumy dwóch tysięcy grzywien srebra.

 

                                                          Pieczęć Bolesława II Rogatki

 

Po zapłaceniu połowy sumy Bolesław wypuścił na wolonosć  biskupa, który w celu gwarancji dopełnienia umowy oddać musiał Bolesławowi jako zakładników synów szlacheckich i synów sołtysów ze swych dóbr. Teraz chcąc choć trochę oddalić od swej osoby całe zamieszanie, rozgłaszał wszem i wobec, że jego bracia Henryk i Konrad  także ponoszą  winę za porwanie. Nie był to koniec konfliktu z potęgą koscioła, finał sprawy miał dopiero nadejść o czym za chwilę.

 

Bolesław nigdy nie zapomniał swemu bratu Konradowi zaboru ziemi głogowskiej i postanowił ją odzyskać. I tym razem chciał się posłużyć porwaniem dlatego zaprosił brata do swego zamku w Legnicy pod pretekstem rokowań. Konrad  zaproszenia nie odrzucił lecz znając doskonale swego brata przygotował się na ewentualność porwania.

 

Konrad udając się do Legnicy zabrał ze sobą znaczny oddział rycerski, który pozostawił w pobliskim lesie. Z grupą najlepszych rycerzy udał się na zamek legnicki gdzie przy bramie serdecznie powitał go Bolesław. Kiedy mieli już wchodzić do zamku Konrad popchnął Bolesława ku swoim ludziom którzy natychmiast rozpoczęli odwrót z jeńcem w kierunku lasu.

 

Zanim zaskoczeni obrotem spraw ludzie Rogatki zeskoczyli z murów było już za pózno. Wprawdzie podjęli oni pościg lecz wycofali się do zamku kiedy spostrzegli pod lasem znaczny poczet rycerski Konrada głogowskiego. Tym to sposobem Bolesław z porywacza stał się porwanym. Konrad trzymał Bolesława w niewoli aż ten nie wydał mu wszystkich pieniędzy wymuszonych od biskupa Tomasza I.

 

W tym czasie nadeszły złe wiesci z Rzymu. Papież Aleksander IV wezwał arcybiskupów Gniezna i Magdeburga by ogłosili w swych diecezjach powszechną wyprawę krzyżową na Sląsk. Tak też się stało, synod biskupów polskich zebranych w Łęczycy ogłosił, że wszyscy uczestnicy krucjaty dostaną takie samo odpuszczenie grzechów jak rycerze udający się do Palestyny i do klątwy kościelnej i interdyktu  dodał zwolnienie wszystkich poddanych księcia z przysięgi wierności.

 

Widmo krucjaty przeraziło także Henryka III i Konrada I którzy rozpoczęli nowe rokowania z biskupem Tomaszem, zgodzili się na wypłatę odszkodowania i wiele innych poważnych ustępstw w zamian za uznanie umowy którą biskup zawarł z  Bolesławem II . 

 

Jak zwykle uparty Bolesław nie chciał słyszeć o ugodzie. Ale sam będąc w niewoli u Konrada i po namowach matki która jedyna posiadała na niego jakikolwiek  wpływ. A także po rozmowach ze sławnym w tym czasie z elokwencji wędrownym mnichem Bertoldem z Ragansburga Bolesław postanowił się ukorzyć.

 

Dopiero po wydaniu odpowiednich dokumentów których gwarantami byli bracia Bolesława, papież Urban IV (Bolesław znał osobiście papieża z czasów gdy ten jako Jakub z Liege był legatem papieskim w Polsce) na prosbę biskupa wrocławskiego Tomasza zdjął klątwę z Bolesława i cofnął interdykt ciążący na diecezji Wrocławskiej.

 

Uroczystości ponownego przyjmowania Bolesława  do grona wiernych zostały zorganizowane na wielką skalę, gdyż Kosciołowi zależało by pokazać, że nawet książę zostanie ukarany za podniesienie ręki na Kościół. Bolesław w pełnym stroju pokutnym, boso przyszedł piechotą ze Złotoryji do Wrocławia do koscioła  sw Jana gdzie zebrały się ogromne tłumy szlachty, kleru i pospólstwa by oglądać triumf Koscioła.

 

Zobowiązania finansowe wynikające z umowy z biskupem Tomaszem wziął na siebie Henryk III gdyż sam Bolesław II żadnych dużych sum nie posiadał a Konrad I głogowski też unikał wpłat. W momencie śmierci Henryka III  tylko ¼ z kwoty dwóch tysięcy grzywien srebra  była spłacona. W ostatecznym jednak rozrachunku wszyscy książęta Na Sląsku i ich potomkowie skorzystali z wywalczonej zamiany dziesięciny snopowej na pieniężną.

 

3 grudnia 1266 roku zmarł w wieku zaledwie 40 lat  książę Henryk III wrocławski pozostawiając małoletniego syna Henryka zwanego później Henrykiem IV Probusem. Nagłe zejscie młodego jeszcze księcia wywołało falę spekulacji na temat przyczyn śmierci księcia. Powszechnie mówiono o truciźnie podanej mu przez możnych księstwa wrocławskiego, inni winę zrzucali oczywiście na Bolesława, nie ma jednak  żadnych dowodów winy Bolesława.

 

W swym testamencie Henryk III na opiekuna małoletniego syna Henryka IV wyznaczył swego brata księcia Władysława, biskupa Salzburga. Kiedy jednak i Władysław umarł  we Wrocławiu w   sile wieku,  Bolesława II oskarżono o otrucie brata, gdyż zależało mu na przejęciu opieki nad małoletnim bratankiem i tym samym przejęciu władzy nad księstwem wrocławskim. Także i tym razem oskarżenia pochodzą z kręgów kościelnych gdzie Bolesław nigdy nie był faworytem.

 

Także kiedy zmarł w 1273 roku ostatni z braci Bolesława  Konrad I głogowski Bolesław został posądzony o otrucie brata zwłaszcza, że niewiele wczesniej  ponownie próbował porwać Konrada napadając nocą na Bolesławiec gdzie własnie zatrzymał się  Konrad. Ostrzeżony zawczasu Konrad zdołał umknąć.

 

Wraz ze śmiercią Konrada Bolesław pozostał jedynym żyjącym synem Henryka Pobożnego i  z tego powodu uważał się za seniora rodu i domagał się części księstwa wrocławskiego do którego rzekomo miał prawa po śmierci Henryka III . Następcą Henryka III został jego syn Henryk IV Probus. Młody książę wychowany na dworze swego krewnego króla Czech Ottokara reprezentował w swej polityce orientację całkowicie pro-czeską.

 

Mając potężnego protektora w osobie króla Czech młodzian lekceważył Bolesława i  grozby stryja. Przeliczył się bardzo gdyż stryj tylko czekał na dogodną okazję by go porwać. Okazja się nadarzyła gdy udało się przekupić ludzi z otoczenia Henryka IV Probusa. Swym zwyczajem Bolesław porwał młodego księcia nocą i uprowadził do Wlenia gdzie trzymał go wiele miesięcy w tym samym lochu co przed laty biskupa Tomasza.

 

Henryk IV wiedząc, że wkrótce nadejdzie odsiecz nie zgadzał się na żadne ustępstwa wobec stryja. Miał rację zawiązała się bowiem koalicja przeciwko Bolesławowi. Na czele koalicji wrocławsko-głogowsko-wielkopolskiej stanął książę wielkopolski Przemysł II.

 

Mimo znacznej przewagi koalicjanci zostali pokonani przez wojska Bolesława w bitwie pod Stolcem w pobliżu  Ząbkowic. Sam Bolesław II zbiegł z pola bitwy w krytycznym momencie gdy wydawało się, że bitwa jest przegrana. Naszczęscie dla niego męstwem i talentem dowódczym wykazał się jego syn Henryk V Gruby który pozostał na placu boju i zdołał odwrócić losy niemal przegranej bitwy i pokonać wrogów.

 

Do niewoli Bolesława II dostali się wodzowie koalicji Przemysł II wielkopolski oraz Henryk III Głogowczyk (syn zmarłego Konrada I głogowskiego) szczególnie Henryk III Głogowczyk zapamiętał sobie tą klęskę i upokorzenie niewoli u Henryka V Grubego, po latach miał mu za to srogo odpłacić, ale to już inna historia.

 

Mając w swej mocy wszystkich przeciwników, Bolesław wymusił teraz na Henryku IV Probusie zrzeczenie się praw do Strzegomia i Srody Śląskiej wraz z przylegającymi ziemiami. Także król Czech skupiony na rozgrywkach w Rzeszy Niemieckiej, chciał mieć spokój na Sląsku i zatwierdził umowę  Bolesława II z Henrykiem IV Probusem. Bolesław długo się nie cieszył z nowego nabytku, zmarł w roku 1278 i pochowany został w kosciele dominikanów w Legnicy.

 

Bolesław II Rogatka pozostawił trzech (czwarty zmarł jeszcze jako dziecko) synów pomiędzy których podzielił księstwo legnickie, znanego już nam Henryka V Grubego który dostał Legnicę wraz okręgiem, Bernard zwany Skoczkiem otrzymał Lwówek a Bolko zwany Wielkim rządził na Jaworze i Świdnicy. Bolesław doczekał się także trzech córek Agnieszki, Jadwigi i Anny która została przełożoną klasztoru w Trzebnicy.

 

Wszystkie jego dzieci pochodziły z pierwszego małżeństwa z Jadwigą księżniczką Anhaltu. Ciężkie miała ona życie z Bolesławem i jak twierdzą kroniki zmarła przedwczesnie ze zgryzoty. Drugą jego żoną była Eufemia córka księcia pomorskiego Sambora. Ona także nie zaznała szczęścia małżeńskiego z Bolesławem i ponoć miała w jednej sukni,  piechotą uciec do ojca na Pomorze.

 

Bolesław II zdradzał obie żony nie kryjąc wcale swego długoletniego romansu z kobietą niskiego stanu Zofią Doren, którą jak się zdaje na krótko przed śmiercią poslubił.

 

Bolesław II Rogatka złej dorobił się opinii, głównie poprzez fakt ciągłych konfliktów z braćmi w których używał najemnych Niemców. Zrażał tym do siebie Polaków i coraz to bardziej dystansował od nich. Za jego największy grzech należy uznać lekkomyslną decyzję sprzedaży biskupowi magdeburskiemu strategicznego grodu w Lubuszu. Usprawiedliwieniem nie może być fakt, że w tym czasie jego brat Henryk III sam  pertraktował z Niemcami na temat sprzedaży innego skrawka sląskiej ziemi.

 

Pomimo, że otaczał się Niemcami sam zniemczony nie był, nigdy nie nauczył się poprawnie języka Niemieckiego i  kaleczył go okropnie, mając przy tym mowę bardzo szybką wzbudzał u Niemców smiech. Sami Niemcy nazywali Bolesława  „der wunderliche Furst” (książę dziwak)

 

Na usprawiedliwienie księcia można powiedzieć, że przecież nie robił nic wykraczającego poza standardy epoki. W życiorysie każdego niemal władcy tamtych czasów można znaleźć podobne występki. Problemem Bolesława była częstotliwość tych występków i upór z jakim podążał całe życie drogą porwań, rabunku i wymuszeń.

 

Bolesław miał raczej specyficzne poczucie humoru. Pewnego razu skazał z jakiegos błahego powodu na śmierć pewnego rycerza. Dworzanie Bolesława po cichu za jego plecami uwolnili nieszczęśnika. Po pewnym czasie Bolesław rozpoznał rycerza w Złotoryji gdy ten szedł przez rynek niosąc cebrzyk. Bolesław całą sprawę skwitował stwierdzeniem, że od tej pory nie będzie się wzdragał przed ferowaniem kary śmierci skoro oznacza to tylko noszenie cebrzyków.

 

Jedno natomiast trzeba przyznać Bolesławowi. Rozmiłowany w kulturze rycerskiej i dworskiej adoptował wszystkie nowinki z zachodniej Europy a życie dworskie kwitło na zamku w Legnicy. Turnieje na zamku legnickim sławne były nie tylko na  Sląsku, w turniejach Bolesław sam brał udział stając w szranki osobiście.

 

Na zakończenie oddam głos Janowi Długoszowi który tak opisał księcia 200 lat później.

 

 

„ Mąż umysłu gwałtownego, dla swoich i obcych srogi, w sprosnych miłostkach z nierządnicą uwikłany aż do śmierci, mowę miał tak prędką i wadliwą, że często w słuchających smiech wzbudzał. We wszystkim krzywymi chodzący drogami i w sądzeniu skory, zwykle bez rozeznania słuszności, zwłaszcza sprawach gardłowych, wyrokujący, zwany był z tej przyczyny od wielu Srogim albo Rogatką, co w polskiej mowie znaczy człeka zuchwałego i jakby bodzącego rogami ”

Ocena: 

Nie ma jeszcze ocen

Komentarze

Skomentuj